Wykluczenie cyfrowe

Gdzieś kiedyś słyszałem, wy pewnie też.

I minister Boni o tym mówił niegdyś w kontekście prac nad ogólnodostępnym darmowym internetem, który w jakimś tam czasie ma nastąpić – że ma być takie free wifi fifirifi jak fale radiowe – dla każdego i wszędzie.

W sumie już jest coś podobnego – o tym też mało kto słyszał – Aero2 – ogólnodostępny darmowy Internet dla każdego.

Jednak przez dwa lata od wyłonienia w przetargu usługodawcy, tenże nie bardzo się kwapił z rozpowszechnieniem tej usługi. Ba – początkowo nawet warunkiem skorzystania z niej było osobiste odebranie karty SIM w siedzibie w Warszawie – tak u nas walczy się z cyfrowym wykluczeniem. Mieszkasz w Gdańsku – to w pociąg (w końcu komunikacyjnie nie jesteś wykluczony, nie?) i po SIM do stolicy! Tylko nie zapomnij zabrać ze sobą dokumentów koniecznych do jej odbioru. Tak było dwa lata temu. Po aferze na Wykopie (wykop.pl) sprawą zajął się UKE a do dziś Aero 2 jest medialnie monitorowane przez społeczność Wykopu i zaszło sporo zmian ułatwiających a właściwie unormalniających korzystanie z tej usługi. Jednak nadal coś kombinują – jak nie wprowadzają captcha to nagle kończy im się pula kart SIM.

Dlaczego piszę o wykluczeniu cyfrowym? Bo przez jakiś czas, można śmiało powiedzieć, że czułem się wykluczony – wiecie my blogerzy, zwierzęta sieci, ssaki zamieszkujące fejsbuki i żerujące na instagramach, kiedy im odciąć źródło i miejsce bytu wariują i stają się niebezpieczne ;). Długi czas nasze komputery domowe obsługiwał iPlus – tak z przyzwyczajenia, no i mieliśmy szczęście bo akurat doskonały zasięg jest u nas HSPA na full. Ale dwa iPlusy łącznie dawały kwotę ok. 100 zł/m-c. Taki mobilny Internet zaczął nas mierzić kiedy w domu pojawił się tablet i smartfony – te sprzęty bez wifi były praktycznie bezużyteczne. Stąd zaczęliśmy rozglądać się za ofertą Internetu – takiego „normalnego z routerem na dom”.

Rok temu w naszej okolicy kable kładł jeden z operatorów TV kablowej a wiadomo, że z TV zawsze jest i internet, ale ostatnio finalizacja ich inwestycji odkłada się w czasie a i zakup pakietów TV, WWW i TEL mało nas interesuje, bo z tych trzech używamy tylko jednego.

Internet radiowy – jest kilku dostawców takiego u nas na wsi i okolicy, więc z oferty jednego skorzystaliśmy. Kiedyś nasza znajoma opowiedziała nam anegdotkę, jak pomyliły jej się pojęcia i zamiast internet radiowy powiedziała wiatrowy a mało tego zaczęła rozważać jaki jest sens takiego internetu bo przecież kiedy nie ma wiatru to nici z sieci. Zabawne nie? Otóż nie! Internet radiowy działa tak właśnie! Mgła, deszcz, słońce, wiatr – nie wiadomo kiedy pan internet lubi być a kiedy nie. A popołudniu, kiedy wszyscy przy kompach zapomnij, że skorzystasz… Nie wiem – może to działa jak maszt nadawczy jest u ciebie na dachu… Innej opcji nie widzę.

Skoro tak dobrze działał nam iPlus zacząłem pytać o możliwość LTE – i zonk, tylko aglomeracje i miasta – mapa objęcia LTE w Polsce świeci wielkimi dziurami póki co. A zwykłe HSPA jeśli podzielić w domu na dwa komputery nie uciągnie tego co na nich robimy.

I tak oto zawitałem do salonu TPSA/Orange/FranceTelekom/SercaiRozumu – jak zwał tak zwał – do końca nie wiadomo kto to teraz. W każdym razie nadal działa tam słowo: NEOSTRADA. Dla mnie prawie jak pterodaktyl, no ale to jakieś moje uprzedzenia – słowo owo musiało mi przejść przez gardło i przeszło. Zamarzyła mi się opcja 40Mb, po sprawdzeniu w salonie okazuje się, że niestety – pod moim adresem dostępna najsłabsza do 10Mb – słowo klucz DO. Pytam, to ile jest gwarantowane – no 1 Mb – fajnie. To ja się jeszcze zastanowię. W domu wchodzę na WWW gdzie można zamówić Neo i twardo zamawiam 40 Mb – po sprawdzeniu adresu system zgadza się na tę opcję. Drugiego dnia dzwoni Pani z call center Neo i umawia wizytę techników na VDSL 40 Mb, mówię jej żem zdziwiony bo niby ta opcja u mnie nie hasa, ona na to, że ma dokumenty z wywiadu technicznego i jest OK. Dzień następny. Przyjeżdżają technicy. Dwóch. Bo jeden z mojego rejonu a drugi ma szkolenia z montażu VDSL, ten pierwszy nie ma – ma tylko z ADSL – jak w tym dowcipie o milicjantach nie? Ogólnie przemili panowie, kawę wypili, pożartowali. Tylko w toku montażu okazało się, że nie wiadomo gdzie jest kabel ziemny a bez niego ni huhu. Musi być kabel przyłączeniowy – taki czarny, z ziemi, zakończony puszką. A go nie ma! Ale to po chwili już nie problem. Znalazł się? Nie! Jednak jesteśmy za daleko od centrali i nie dosięgnie nas dobro pod postacią VDSL 40 Mb – bo sięga max 1200 m od tejże centrali, która powoli przybiera znaczenia niczym Arka Przymierza czy inny Święty Graal, a do nas jest 1400 m. Na urządzonku pokazuje że do słupka osiąga niecałe 12Mb – 12 mega – no to mega, mówię – to te 10 biorę! Nie tak szybko, panie! Tu nowe zlecenie trzeba otworzyć! Spoko – u panów? Nie, my teraz zgłaszamy brak dostępnej usługi i do pana zadzwonią. Kiedy? Tydzień na to mają… Sam dzwonię nazajutrz na call center i tam szybko i sprawnie zmieniają zlecenie. W międzyczasie odsyłam kuriera z nieodebraną przesyłką z modemem pod VDSL – raczej będzie mi zbędny.

Mija trochę czasu (kilka dni) i cisza, więc znów dzwonię, ale jest OK. – zlecenie w realizacji, technicy tez już je mają na agendzie. Dziś dzwonię do technika, który był u mnie ostatnio, ale ma dziś 38 w cieniu i L4 więc na pewno jakiś jego kolega przyjedzie. I przyjechał. I znów: gdzie czarny kabel?! Mówię, że nie ma. No to ale mnie wkopali, mówi. To w ogóle usługi Panu nie powinienem włączać a ja tu mam panu drugi numer uruchomić. Ja już czuję jak się na mnie „wszystkie kary idą” i bez Internetu się ostanę po wsze czasy! I pytam jaki drugi numer jak ja tu pierwszego nie mam?! Mówię mu, że tamci bez kabla już chcieli podłączać i na pierwszym przyłączu – tym istniejącym. No to gdzieś dzwoni, kogoś tam opieprza, z kimś tam się śmieje. Po czym mówi, ale mi namieszali, miałbym pięć minut po robocie a tak muszę znów do… centralki podjechać. Mówiłem – centrala ważna rzecz.

Koniec końców – Pan Technik pochodził od słupka do puszki przy domu, ja na dach żeby przewód pociągnąć, on jeszcze trochę po drabince i do samochodu, jeszcze raz pojechał do… centrali. Najbardziej się zdziwił, kiedy bez wahania obcęgami odciąłem kabel antenowy, żeby zrobić miejsce na puszczenie tego internetowego – prawie krzyczał: nieeeee! Spoko – my nie używany telewizora, tak tu stoi… No twarz jego malowana konsternacją była – chyba jesteśmy telewizyjnie wykluczeni, ale to osobny temat.

Podsumowując – piszę dziś do Was na moim 10 mega z Neostrady od dawnej TPSA a dziś chyba Orange. Śmiga toto szalenie, że aż mi grzywkę podwiewa – w porównaniu do tych wszystkich co po drodze były, na speedteście nawet 12 czasami osiąga, więc chyba już wykluczeni nie jesteśmy. Acz łatwo nie było – w okresie bez sieci jakiś taki apatyczny chodziłem, bez apetytu, smutny, melancholijny, oblicze me tęsknota przepełniała… dobra już nie pieprzę – lecę na YT i FB! See you then!

P.S. a to wszystko w czasach, gdzie na moim poznańskim osiedlu lokatorzy bawią się na czymś takim jak na zdjęciu z początku tekstu…