W pogoni za Gabi, czyli spokojny niedzielny podwieczorek

Dziś foto efekty z mojej gonitwy z aparatem za Córką podczas niedzielnego podwieczorku w Delicjach.

Z góry przepraszam za nadmierną ilość zdjęć, ale ostatnio naprawdę przeżywamy głęboką fascynację tym jak z małego płaczącego, niedawno jeszcze zawiniątka, na naszych oczach wyrasta z Gabrieli w pełni uspołeczniona jednostka 😉 – eh, ta socjologiczna nowomowa.

Kiedy Bri miała ok. pół roku, my już nazywaliśmy ją roczniakiem, dziś kiedy ma nieco ponad rok widzimy w niej stuprocentowego trzyletniego przedszkolaka. I tak też na nią wołamy 🙂 To chyba po to by stworzyć dla siebie pozór, że nadążamy za jej szybkością w nowościach, którymi co dzień nas zaskakuje.

W trakcie tej wizyty poznała całą knajpkę, łącznie z obsługą i tym co za barem, nawiązywała żywe kontakty i dialogi. Ma też nosa do interesów, bo dostały jej się aż trzy gratisowe wafelki – nie wiem jakich argumentów użyła rozmawiając z panią kelnerką… Może był to znak wdzięczności od obsługi za dokładne powycieranie posadzki w lokalu? 😀

Było jak na urodzinkach – były kredki, baloniki, u cioci na kolankach posiedziała, z Wujkiem porobiła minki, Tata wygilgał, no i wcinała bitą śmietanę! 😀 Pobawiła się w a kuku z panią z obsługi, poszurała krzesłami, „porysowała”, porozrzucała kredki, popukała wiaderkiem… By już w samochodzie w drodze do domu, trzymana za rączkę przez Mamę – zasnąć.

I’m Gabriela! I’m crazy girl!

Pojedynek na miny – czytała już Gombrowicza?

Chyba będę lubiła czekoladowe, tak jak Mama!

A, kuku!

A kuku, akukiem… ale idę do niej!

„Myślę, że siedem kulek czekoladowych w podwójnym waflu i dużo bitej śmietany, ale wie Pani…

…dla pewności zapytam Ojca” 😛

Dobra! Dawać mi tu rysowanie! Będę tworzyła.

Nie rysuje, trzeba naślinić!