Tak, złą matką jestem, bo moje dziecko nie je słodyczy

Wczoraj podczas rozmowy z moją przyjaciółką wspólnie zgodziłyśmy się, że nasze dzieci są jeszcze za małe na lizaki i inne słodycze. Nie chodzi o to, że nie potrafią jeść lizaków czy czekolady, ale uważamy, że jeszcze będą mieć czas, aby zaznać takich słodkości. I wtedy Anita powiedziała: Ale wiesz, że inni ludzie myślą, że jesteśmy złymi matkami, bo nie dajemy dziecku słodkiego?

 

Ostatnio jedna z czytelniczek napisała taki oto komentarz pod wpisem o tym, jak dbać o zęby dziecka:

Gabi nie je słodyczy….ale czy pije tylko niesłodzoną herbatkę i wodę??? pewnie nie. 

 

W pierwszej kolejności zaczęło zastanawiać mnie, skąd ta pewność i stwierdzenie pewnie nie. Jednak w drugim odruchu uznałam, że może naszą czytelniczką jest jakaś wróżbitka, która wie, co trzymam w lodówce i czym karmię i poję dziecko. Czytelniczka nawet nie przyjęła w fazę domysłu, że można inaczej niż wydaje się jej…

Większość z nas, polskiego społeczeństwa uważa, że słodycze są dobre zarówno dla dziecka, jak i dla dorosłego. Sama od czasu do czasu mam fazę na czekoladę, Kuba przywozi mi krówki na wagę i cukierków po 1 dniu w domu nie ma. Lubię jeść słodycze, ale teraz jem je świadomie. Staram się jeść lody, batoniki, czekoladki o 11:00, kiedy to poziom cukru w organizmie spada i nie jeść takich przekąsek wieczorem, kiedy cukier może odłożyć się w części ciała, które sprawią, że moje jeansy zmniejszają się podczas prania z każdym miesiącem 😉

Od parunastu lat nie używam cukru do słodzenia kawy czy herbaty. Używam miodu, ksylitolu, ale cukier do naszego domu kupujemy tylko dla gości i 1 kg wystarczy nam na rok. Do pieczenia również używam ksylitolu. Nie słodzę, bo nie chcę i nie muszę mieć dwóch łyżeczek cukru w herbacie. Kiedyś oczywiście było inaczej, ale świadomość tego, ile cukru można „wypić” stała się dla mnie ważniejsza niż chęć „pakowania” w siebie dodatkowego węglowodanu. W czasie studiów miałam też duży problem z trądzikiem młodzieńczym, więc może również zalecenie dermatologa, by odstawić cukier również miało wpływ na moje postanowienie.

Kuba ze swojego domu również wyniósł niesłodzenie. Razem staramy się zdrowo odżywiać, więc o cukrze zapomnieliśmy już dawno. Zresztą i tak cukier znajduje się w różnych produktach codziennego użytku (np. ketchup, jogurt), więc po co jeszcze dosładzać sobie herbatę czy kawę?

Cieszę się, że z moim mężem mamy takie samo nastawienie, jeżeli chodzi o nasze dziecko. Wiem, że gdy Gabi pójdzie do przedszkola to pewnie będzie jadła batoniki czy czekoladki z innymi dziećmi, ale tak długo, jak ja mam wpływ na to, co je moje dziecko, jeść słodyczy nie będzie. Uważam, że wystarczająca ilość cukru jest w owocach lub warzywach i nie trzeba dziecku w ramach przekąski podawać słodkiego lizaka czy solonych chipsów w celu urozmaicania diety.

 

Okazuje się, że ponad 55% matek w pierwszych trzech latach życia dziecka podaje mu słodkie napoje. Nie wnikam, czy to jest słodzona herbatka czy soczek dla dziecka, ale jest to napój słodzony cukrem. Po co? Dlaczego za wszelką cenę chcemy, aby dziecko miało nadwagę i problemy z np. zębami? O wiele lepsza będzie herbata bez cukru, zwykła woda niegazowana lub domowy sok wyciskany lub z sokowirówki.

 

Mało tego. Matka, która karmi dziecko słodyczami między posiłkami później dziwi się, że dziecko jest niejadkiem, bo nie chce zjeść obiadu lub kolacji. Ale czy to jest takie nielogiczne: jeśli zjesz całą tabliczkę czekolady to masz później ochotę na ziemniaki, marchewkę i mięso? Czy może ta czekolada zapycha żołądek i nie ma już w nim miejsca na zdrowy posiłek? Do zastanowienia.

Polskie społeczeństwo tyje. Już w szkole podstawowej dzieci mają problemy z nadwagą, nie chcą ćwiczyć na zajęciach W-F, nie uprawiają sportu i wolny czas najchętniej spędzają przed komputerem – być może jedząc słodkie przekąski. Później rodzice z gimnazjalistą chodzą do dietetyka albo dziewczynki w liceum postanawiają coś ze sobą zrobić, odchudzają się za wszelką cenę i popadają w anoreksję czy bulimię. Za choroby naszych dzieci jesteśmy odpowiedzialni my – rodzice. Oczywiście, kiedy problem już się pojawi każdy z nas zrobi wszystko, by pomóc swojemu dziecku i jeśli będziemy mieć odrobinę szczęścia to nadwaga zostanie zneutralizowana, dziecko zyska akceptację grupy, bo już nie będzie najgrubsze w klasie i powodem to żartów, może wszystko będzie miało szczęśliwy finał. Może.

Znam osoby dorosłe, które wiecznie się odchudzają, bo mają 10, 20, 30 kg nadwagi. Ich życie to rozmiar XXL, brak partnera i wieczne liczenie kalorii. A ja chciałabym zobaczyć, co mieli na talerzu w pierwszych trzech latach życia, czy cukier był obecny w ich życiu, czy po zjedzonym posiłku otrzymywali „w nagrodę” lizaka. I nie, nie jestem pewna, że tak było, ale tak mogło być, bo nadwaga i chorobliwe jedzenie słodyczy nie bierze się znikąd.

 

Lepiej zapobiegać niż leczyć – każdy zna to powiedzenie. Matka najlepiej wie, jak wychowywać swoje dzieci – o tym również każdy wie. Więc następnym razem, kiedy pomyślisz, by poczęstować dziecko czymś słodkim to daj mu jabłko, marchewkę lub inną zdrową przekąskę. Albo najlepiej nie dawaj mu nic, bo nie zje obiadu 🙂

I na koniec rady Pani  psycholog Aleksandry Piotrowskiej – przypominam, bo zawsze warto:

  1. Pozwól dziecku odczuć głód.
  2. Organizuj wspólny posiłek dla całej rodziny.
  3. Nie koncentruj uwagi całej rodziny na jedzeniu dziecka.
  4. Dbaj nie tylko o smak, ale również o wygląd i zapach potraw. Przecież jemy też oczami 😉
  5. Posiłek ma być miłym spotkaniem rodziny, a nie katorgą dla dziecka.

A cukier? Najlepiej zapomnij o cukrze, bo słodycz, którą podajesz dziecku to nie jest tylko jeden mały lizaczek – to dopiero początek.

 

 Zdjęcia: the-giggling-green-bean.com