Gabi, mała ogrodniczka, której żaden robal nie straszny

Wiosna to czas wiosennych porządków, również tych w ogrodzie.

Ostatnio Gabi zamieniła się w Małą Ogrodniczkę za sprawą babci Violi, która uwielbia wszystko, co zielone i jest za pan brat z ogrodnictwem. Odkąd sięgam pamięcią moja mama zawsze w ogrodzie coś sadziła lub przesadzała, siała kwiatki, przycinała róże, modelowała krzewy, przywoziła sobie jakieś boskie sadzonki tulipanów z Holandii i czekała pół roku, aż pojawi się zielona łodyga i zakwitnie pierwszy kwiat. Jednym słowem w ogrodzie robiła wszystko i mogła tam spędzać całe dni, a ja nigdy nie rozumiałam tej fascynacji.

Moje najwcześniejsze wspomnienie z ogrodu jest raczej wstrząsające i nie ma nic wspólnego z pięknymi kolorami czy wspaniałym zapachem kwiatów… Kiedy byłam bardzo mała, mogłam mieć 3 lub 4 lata, mama rozłożyła mi koc na trawniku w ogrodzie, dała jakieś zabawki, a sama poszła niedaleko coś sadzić czy podlewać i nie było jej obok mnie. W pewnym momencie jakieś robale zaczęły wchodzić na mój kocyk, a ja głośno i z przerażeniem zaczęłam wołać mamę, która natychmiast przybiegła, bo myślała, że coś się stało. Wtedy zobaczyła mnie całą zalaną łzami z powodu małego robaka. Dziś mogę się już z tego śmiać, ale wtedy to było bardzo przeżycie traumatyczne i doświadczenie to odcisnęło swoje piętno. Lubię przyrodę, zielone otoczenie, piękne kwiaty i rośliny, ale te małe, czarne robale przerażają mnie po dziś dzień! 😀

Uwielbiam kiedy ogród pięknie wygląda, ale nie mam cierpliwości, by należycie go pielęgnować.

Niestety, miłość mojej mamy do ogrodnictwa nie została na mnie przelana i ja w ogrodzie mogę co najwyżej skosić trawę – a i tak nigdy tego nie robię, bo kiedy rok temu Kuba kupił sobie super hiper odlotową kosiarkę spalinową to moja aktywność na naszym terenie zielonym spadła do podlewania trawy 😉  Uwielbiam kiedy ogród pięknie wygląda, ale nie mam cierpliwości, by należycie go pielęgnować. Na szczęście Gabi od wczesnej wiosny do później jesieni aktywnie uczestniczy we wszelkich pracach porządkowych razem z Kubą, więc jest cień szansy, że złapie bakcyla i pójdzie w ślady tatusia w tych tematach.

Mnie zupełnie nie interesują takie rzeczy i mam problem, jak po trawie chodzą mrówki (nie lubię wszelkich robali), a wybierając drzewka i krzewy dwa lata temu prosiłam naszego ogrodnika, aby nie kwitły wiosną, bo kwitnienie oznacza wzmożoną aktywność pszczółek i innych latających robali, co mnie napawałoby lękiem i mogłabym zapomnieć o relaksie w ogrodzie w tym czasie… Do tego na komary najchętniej posadziłabym jakieś rośliny owadożerne (np. rosiczkę) – ale ona chyba też kwitnie wiosną… Tak źle i tak niedobrze…

Szczęśliwie Gabi nie boi się ani żywej czy wysuszonej żaby (ja czuję mega obrzydzenie i widząc ropuchę muszę sobie powtarzać w myślach, że ona jest mniejsza niż ja i nic mi nie zrobi), ani mrówek, dżdżownic, szczypawek, czy żuków – ja mając taką dawkę atrakcji, jak nasze dziecię zeszłabym na zawał po 15 minutach.

Jest więc też nadzieja, że Gabi pójdzie w ślady babci i za parę lat zacznie siać roślinki, sadzić cebulki kwiatów i mieć przyjemność z grzebania rączkami w ziemi, bo już tej wiosny nasza mała ogrodniczka aktywnie wtórowała babci, co idealnie widać na zdjęciach!

100001ogrodek100008ogrodek 100002ogrodek 100003ogrodek100010ogrodek 100007ogrodek 100006ogrodek 100011ogrodek100005ogrodek