Lepiej nie mów do niej „dziwko!”. Do mojej córki, nie mów tak

Internet właśnie obiega, skądinąd ładnie zrobiony i poruszający film, który jest prośbą, apelem przychodzącej właśnie na świat córki, kierowanym do jej ojca, by ten zadbał o to, aby jej życie nie wypełniło całe zło, którym zostaje obarczona praktycznie w dniu narodzin przez kulturowe stereotypy i przyznane z góry role. Role podzielone ze względu na płeć.

 

 

Film, nie ukrywam, zajął moją uwagę, coś tam poruszył ale nie był niczym nowym w mojej głowie. Ba – jest moim zdaniem poniekąd niedokończony a tym samym może być mało skuteczny. Odbiorca – przeciętny płodziciel czy to syna, czy córki – zostanie z pytaniem: ale, że co? Że co on ma zrobić, by ją przed tym wszystkim uchronić – przed przemocą, dyskryminacją, gwałtem, poniżaniem? Nie wypuszczać z domu do dorosłości (i później w sumie też), zamieszkać z nią po jej ślubie/zakazać ślubu, przeprowadzać surowe castingi na partnerów, robić naloty na chatę będąc już dziadkiem jej dzieci? Na to film nie odpowiada.

To ja wam powiem, co robię ja od trzech lat. Mam córkę i odkąd ją mam, jestem świadom tego wszystkiego, o czym film ten traktuje. I od tych lat trzech ją przygotowuję na to. Jak?

Wszystko musi się zacząć tu i teraz, od razu, nie jak będzie dorastała, nie jak pójdzie do przedszkola, szkoły – wtedy to już właściwie zaczyna się wdrażanie tego, na co przygotowywałeś córkę, tato.

Otóż… Nie może być tak, że trzyletni Piotrek co dzień podbiega do Marysi i zdejmuje jej gumkę z włosów. Dla zabawy. Nie może być tak, że trzyletni Bartek co dzień popycha Lenkę. Dla zabawy. I nie ważne jest czy Piotrek i Bartek, to brat, kolega z przedszkola czy kuzyn. A właściwie… widocznie może tak być, skoro tak jest. Co zatem być nie może? Nie może być również tak, że powiemy: aaaa, to chłopcy, oni tacy są, wyrosną z tego, to łobuzy, łapserdaki i huncwoty. I to takie zabawy, takie tam tylko. Ale tak też jest, i chyba długo jeszcze będzie.

Nie może też zatem być tak, że chłopiec ze względu, li tylko na bycie chłopcem, ma mieć przyrodzone prawo do takich zachowań a dziewczynki, dlatego że dziewczynką jest, jedynym prawem wobec tego ma być zwinąć się w kulkę, popłakać sobie i ewentualnie zwrócić się o pomoc do KOGOŚ.

Budując dziewczynce od dziecka taki obraz, zbudujesz jej słabość przez zależność – sama jestem za słaba, potrzebuję supportu, pomocy. Zawsze.

Prawem dziewczynki jest bronić się – SAMEJ. Jej prawem jest atakować. Ona ma prawo, obowiązek, odpowiedzieć – tu, teraz i adekwatną siłą. Jeden na jeden. Nie może być tak, że kobieta, którą ta mała dziewczynka przecież jest, nie ma przekonania, że może stawić opór bez konieczności żadnego (jak często pozornego) wsparcia z zewnątrz. Będąc dzieckiem, wsparcia: pani w przedszkolu, innej koleżanki, mamy… W życiu dorosłym: przyjaciółki, dzielnicowego, brata, ojca, MOPSu…

 

Cóż by mi było po sytuacji, kiedy po przedszkolu słyszałbym:

-tatusiu a Tomek mnie dziś uszczypnął

-i co?

-i płakałam

-i powiedziałaś pani?

-tak

-i co?

-i pani mu powiedziała, że tak nie wolno i ma przeprosić

-i co?

-i podaliśmy sobie rączki na zgodę…

 

Bo tak to standardowo wygląda! TO jest właśnie budowanie postawy permanentnej ofiary!!! I już na całe życie. Zostałam zaatakowana a potem musiałam jeszcze podać rękę oprawcy! W majestacie prawa, bo przecież pani stanowi wówczas prawo w oczach dziecka! Czy analogicznie siostra z bratem, gdzie sędzią jest mama, tata… To są dla młodego chojraka jedynie jakieś neutralne następstwa a nie dotkliwe konsekwencje. Kto tu wygrywa? Zawsze oprawca! Swoje zrobił, kara go za to nie spotkała, można działać dalej!  NIE, NIE, NIE!

Dowiaduje się w ten sposób, ów mały kandydat na oprawcę, że w istocie jest tak, iż dziewczyna, kobieta „bez ochrony” jest jak puszczona samopas gnu na sawannie, poza stadem  – do zagonienia i pożarcia, że na to się pozwala, kiedy nikt nie widzi, bo wówczas nie ma reakcji – ona bezbronna, pozostaje bierna. I tak już będzie na resztę życia – czy to wobec kolegi z pracy zbyt zaangażowanego w „zaloty”, czy wobec przypadkowego oblecha na przystanku z niewybrednymi komentarzami… A potem, wracając do naszego ludzkiego świata – statystyki: że przemoc głównie w zaciszu domowym, że sprawcą partner, mąż, konkubent… Oprawca musi więc wiedzieć, że atakując podejmuje ryzyko dostania po ryju! Po prostu.

 

Dlatego wolę słuchać po przedszkolu:

 

– tatusiu a dziś Michałek mnie kopał w nogę,

-dlaczego?

-żebym się przesunęła

-i co?

-i mu oddałam mocniej

-i co?

-i przestał

-brawo!

 

Tak, moja córka od zawsze ma pozwolenie, nakaz wręcz, oddania każdemu chłopcu, który ją fizycznie zaczepi (do zaczepek innych przejdziemy później, odpowiednio do wieku). Ma przy tym jasno wytłumaczoną różnicę między sprzeczką np. o zabawkę, gdy trzeba rozstrzygnąć, podzielić się, poczekać na swoją kolej a atakiem jak wspomniane wyżej: popchnięcie, szturchnięcie, pociągnięcie za włosy, uporczywe gonienie, szczypanie itp. Z resztą galerię przykładów już sama przynosi do domu, relacjonując jak to ktoś ją zaczepił i co ona mu za to w odwecie zrobiła. Ma precyzyjnie wyjaśnione, czemu ma to służyć – temu by ten, kto ją zaczepia przestał to robić, czyli do skutku. I dokładnie wytłumaczone, że przenigdy ma sama nie zaczynać „bicia się”, to ma być zawsze odpowiedź.

Nie, nie przeczytałem tego w żadnej książce, nie byłem z tym u psychologa i najprościej w świecie nie obchodzi mnie co oni – psychologowie, pedagodzy na ten temat twierdzą. W ogóle obecnie szeroko dziś lansowana linia wychowawcza mało mnie obchodzi, stawiam na to, kogo ja chcę wypuścić w świat. Wychowawczyni w przedszkolu została poinformowana w trakcie wywiadu z rodzicem, jakoś tak spontanicznie wyszło, o moim podejściu i o tym co przekazałem córce (niezła patola, nie?) i ma tego świadomość. Póki co nie mamy kuratora 😉 . Tak samo każdy mały, a później i większy drań, musi mieć świadomość, że z tą małą Paskówną się nie zaczyna, że jak podskoczy za wysoko, to zostanie skrócony.

 

A apel z filmu ziści się wtedy, gdy każdy z ojców nauczy tego swoją córkę i kiedy każdy mały napastnik dostanie w życiu parę razy po ryju. Mój syn też.

 

 

P.S. niedawno też, bardzo ciekawy tekst, blisko tego tematu napisała Malwina z dzieciowo.pl, kiedy go czytam przekonuję się o słuszności mojego podejścia, bo ona przedstawia tam autentyczne wydarzenia, które zaszły właśnie za daleko. Tekst Malwiny TUTAJ. Polecam!

 

dear dad