Kasa uprzywilejowana, czyli dlaczego nie lubimy kobiet w ciąży na zakupach?

Po pierwsze musicie wiedzieć, że jestem już w zaawansowanej, widocznej ciąży. Termin mam na 8 czerwca, więc zostały niecałe 4 miesiące do powitania maleństwa. Tak, jak w poprzedniej ciąży wcześnie włączyło mi się „wicie gniazda”, a co za tym idzie – zakupy. Najchętniej kupiłabym wszystko online, ale wiadomo – wyjścia do sklepu też czasami mogą być przyjemne. Moja historia ma happy end, ale na początku nie było tak kolorowo.

 

Konkretne przygotowania do powitania maleństwa zostawiłam sobie na wczesną wiosnę, ale już teraz zaplanowaliśmy w domu mały remont – chcemy pomalować ściany, kupić nowe dodatki itd. Wiadomo, że IKEA to miejsce pełne inspiracji, więc we wtorek w samo południe stawiliśmy się we Wrocławiu, by coś zjeść (zawsze idziemy na obiad, kiedy tam jesteśmy), a następnie pobuszować po sklepie. Ze względu na mój 24 tydzień ciąży postanowiłam się nie forsować i zwiedziliśmy tylko tę część, która jest na parterze we Wrocławiu, czyli: Akcesoria kuchenne, Tekstylia, Łazienki, Przechowywanie, Oświetlenie, Akcesoria dekoracyjne.

W czasie zakupów dużo oglądaliśmy i szukaliśmy inspiracji. Na końcu Kuba załadował na wózek regał HEJNE 3 – duże to, sporych rozmiarów. Od dawna zanosiliśmy się z jego kupnem, ale oczywiście „przed dzieckiem” trzeba zrobić wszystko, co planowało się w ciągu ostatnich 3 lat 😀 Dodatkowo Kuba miał w reklamówce z zakupami: dwie duże miski na owoce, słomki, komplet dużej pościeli, dwa ręczniki do łazienki, dwa ręczniki do kuchni, łyżkę do nakładania ciasta, syrop z bzu i jeszcze jakieś małe plastikowe pierdołki. Wypisuję wszystko tak szczegółowo, żebyście mieli pojęcie o wielkości i ilości tych zakupów – to będzie miało znaczenie pod koniec tej historii.

Zbliżamy się do kasy. Wtorek, godzina 14:30. Niestety, otwarte tylko 4 kasy (w tym jedna dla osób uprzywilejowanych), a w każdej kasie po 20-30 osób! Byłam już lekko wymęczona – 3 godziny na nogach, a przede mną były jeszcze zakupy w dwóch innych sklepach. Z jednej strony ucieszyłam się, że jestem w ciąży i mogę skorzystać z obsługi bez kolejki – z drugiej strony jakoś podświadomie wiedziałam, że będą komplikacje. Nie myliłam się.

Na wielkiej żółtej tablicy przeczytałam, że osoby uprzywilejowane powinny podejść bezpośrednio do kasjerki. Tak też zrobiłam. Postałam chwilkę, poczekałam aż Pani skończy obsługiwać daną osobę, powiedziałam, że jestem w ciąży i zapytałam: czy mogę być obsłużona poza kolejnością? Kasjerka bardzo życzliwym głosem odpowiedziała „tak, oczywiście, to kasa uprzywilejowana”, więc zaczęliśmy podawać towary na taśmę. Byłam z lekka spięta, bo już czułam na sobie wzrok ludzi, którzy stoją w kolejce. Na dodatek okazało się, że drobne zakupy mamy w żółtej torbie, którą trzeba oddać przy kasie, a nie wzięliśmy ze sobą niebieskiej. Na szczęście chłopak (też ojciec, w kasie miał tylko fotelik do karmienia dziecka) był dla nas przyjazny i podał nam niebieską torbę, a żółtą odłożył w należne miejsce.

W pewnym momencie usłyszałam od Pana, który był trzeci w kolejności za mną:

– Co pani robi?

– Jestem w ciąży i chcę zrobić zakupy.

Z lekka zdębiałam. Nikt nie powiedział nic negatywnego na mój temat, tylko on jeden. Na szczęście Pani w kasie stanęła w mojej obronie, powiedziała, że mam się nie przejmować i zwróciła uwagę temu Panu, żeby dokładniej przeczytał tablicę. Spojrzał na tablicę, po czym znowu zapytał:

– A pani jest sama na zakupach?

– Tak, sama z mężem.

– Bo tylko kobiety w ciąży mogą skorzystać z obsługi poza kolejnością, a pani jest z mężem. Mąż może stać w kolejce, a pani w tym czasie może sobie siedzieć.

 

Teraz to już zupełnie nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Byłam totalnie zmieszana. Kuba szybko zaczął pakować zakupy, ja zapłaciłam i w pewnym momencie słyszę trzask tłukącej się butelki. W tym całym zamieszaniu Kuba źle odłożył mój ulubiony Syrop z bzu – nie pionowo tylko poziomo – syrop na moich oczach stoczył się z wózka i rozlał tuż przed chłopakiem, który stał przy kasie. Pomyślałam, że to już koniec: mało, że „wepchnęłam się” w kolejkę to teraz jeszcze rozlałam butelkę syropu, a sprzątanie znowu przeciągnie oczekiwanie pozostałych klientów na obsługę.

Było mi tak niesamowicie przykro, wstyd i źle, że sama nie wiedziałam, co o tym wszystkim mam myśleć. Bo z jednej strony dajemy udogodnienia, możliwości, ułatwienia kobietom w ciąży, ale kiedy taka delikwentka się zjawia to zaraz ktoś musi zwrócić uwagę, że przecież „można posiedzieć i cierpliwie poczekać na swoją kolej”? Wydaje mi się, że ktoś, kto ma dzieci, córkę, synową nie będzie miał pretensji do kobiety w zaawansowanej ciąży. Mało tego, ten Pan za zakupach był ze swoją żoną, która ani razu nie odezwała się podczas naszej wymiany zdań w naszym kierunku, natomiast (chyba lekko speszona sytuacją) uspokajała dyskretnie męża…

 

Mam też kilka słów zaraz po incydencie, dzięki temu, że lubię (prawie wszystko 😉 ) relacjonować na Snapchacie 🙂

 

 

W drodze powrotnej do domu pomyślałam, że może jestem w błędzie. Może z kasy uprzywilejowanej może skorzystać TYLKO osoba w ciąży, a nie jej mąż, siostra, czy mama będące z nią na zakupach? Może osoba niepełnosprawna musi koniecznie SAMA nosić zakupy, następnie położyć je na kasie, spakować itd. aby skorzystać z kasy uprzywilejowanej? Może rodzice z dzieckiem do lat trzech też muszą podzielić się obowiązkiem i obligatoryjnie jedno z nich ma się oddalić z dzieckiem a drugie karnie stać w kolejce…? Może. Może moja intuicja źle mi podpowiada, mimo że IKEA jest moim zdaniem najbardziej pro rodzinnym sklepem jakim znam (pisałam już o tym nieraz, że jestem pod wielkim wrażeniem pokoju dla matki z dzieckiem, bezpłatnych pieluszek, obiadków, czy obsługi dzieci w Restauracji). Dlatego następnego dnia zadzwoniłam do IKEA Polska z pytaniem: jak to jest z tą kasą uprzywilejowaną? Kto może być obsługiwany poza kolejnością i w pełni z niej skorzystać?

 

Oto odpowiedź, jaką otrzymałam:

Kasa uprzywilejowana IKEA jest stworzona dla:

  • kobiet w ciąży
  • matek z dziećmi do 3 roku życia
  • osób na wózku inwalidzkim
  • osób niepełnosprawnych
  • osób starszych
  • oraz dla każdego, kto ma trudności z poruszaniem się lub problemy ze zdrowiem.

 

Sprawdziłam i nie mamy spisanego regulaminu dla klientów dot. obsługi w kasach pierwszeństwa. Zgodnie z wewnętrznymi zasadami wygląda to następująco: kasjerzy obsługujący kasy pierwszeństwa osoby uprzywilejowane obsługują poza kolejką, natomiast kasjer liniowy zarządzający linią kas (wszystkimi kasami na danej zmianie) stara się pomagać osobom uprzywilejowanym i kierować ich do kas pierwszeństwa. Zasada dotyczy grup, które już Pani wcześniej opisałam. W załączeniu zdjęcia ze sklepów IKEA w Krakowie i Poznaniu.

Katarzyna Balashov Dyrektor Komunikacji Korporacyjnej

IKEA Retail Sp. z o.o.

kasy

 

Żaden regulamin wewnętrzny nie precyzuje czy uprzywilejowaniu podlegają też osoby towarzyszące, dział IKEA odpowiedzialny za komunikację też jednoznacznie tego nie potwierdził, jak widzicie. Ale na Boga… Czy poziom zaawansowania cywilizacyjnego, kultury w jakiej żyjemy, jakiejś elementarnej empatii, poziomu życia jakiego sobie i innym życzymy, zwykłej uprzejmości nie powinien podpowiadać nam pewnych zachowań nawet gdyby tam, czy gdziekolwiek indziej nie było w ogóle żadnej tabliczki?

To tak jak z drogą podporządkowaną – wg przepisu jesteś na głównej to masz pierwszeństwo, ale widząc, że ktoś ma trudniej z przyjemnością mu pomożesz prawda? To tak jak w tramwaju – nie musisz siedzieć na miejscu oznaczonym jako to dla rodzica z dzieckiem, by widząc mamę z maluchem ustąpić jej „zwykłego” miejsca. Bez żadnego nakazu, zakazu. Z ludzkiej uprzejmości.

Moje rozterki tego dnia były przeplatane właśnie takimi myślami: oto będąc w środku cywilizowanego kontynentu, w kraju bliższemu kulturze zachodu niż innej, w mieście wojewódzkim, w miejscu publicznym, takim, którego polityka chyba jak żadnego innego, kładzie nacisk na takie detale i udogodnienia, w miejscu jasno oznaczonym, wśród ludzi, po których też spodziewam się określonego poziomu świadomości – zdarza się taka sytuacja, będąca klasycznym PAN TU NIE STAŁ… Rozumiecie, to nie był jakiś wąsaty Janusz, jakiś zaścianek, nieświadomy reprezentant ludu, tylko dobrze ubrany, inteligentny człowiek w wieku mojego taty.

Więcej, po kilkunastu minutach (gdy emocje już nieco opadły) tknęło mnie, że kojarzę tego Pana. Dokładnie 10 czy 15 lat temu byłam zaproszona na duży Event i tam poznałam go w bardziej sprzyjających warunkach. Szybki fejsbuk i znalazłam – ta sama twarz, to samo nazwisko! Kim jest ów Pan? To duży lokalny przedsiębiorca, właściciel, pracodawca… Pracodawca! Z pewnością zatrudnia niejedną kobietę, potencjalną lub realną matkę. Ciekawa jestem polityki firmy w kwestiach macierzyńskich, rodzicielskich… Chyba nie chciałabym tam pracować.

 

Mając namiar na człowieka podzieliłam się z panem moimi refleksjami na temat zajścia w kolejce do kasy. Odpowiedział i przeprosił, aczkolwiek nadal utrzymywał, że dla niego sytuacja jest wątpliwa. Może wątpliwa jest jeśli chodzi o formalność, ale jeśli chodzi o zwykłą przyzwoitość też?

 

20160125_160737