Fotelik samochodowy i leżaczek – zdanie rehabilitantki


Ostatnio na blogu zamieściliśmy zdjęcia Gabi w foteliku samochodowym.

Jak pewnie wiecie (albo i nie) aktualnie studiuję we Wrocławiu – studia kończą się w lutym. W czasie, kiedy ja jestem na wykładach Gabi siedzi w foteliku samochodowym.


Dzięki Katarzynie, która przysłała linkę do artykułu, mogę podzielić się z wami zdaniem na ten temat pani Elżbiety Szeligi, która zajmuje się rehabilitacją niemowląt.


Jak sama nazwa wskazuje jest to fotelik do przewożenia dzieci w samochodzie i chyba nikt nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że jest to kwestia bezpieczeństwa dziecka w podróży /obojętnie czy podróż to 100 metrów, czy 2000 km?/. Foteliki są tak skonstruowane, że można w nich przewozić już noworodki, jadąc ze szpitala do domu – nie na rękach mamy, lub w gondoli, lecz w foteliku. Mają wkładkę dodatkową odpowiednio wyprofilowaną aby “zmniejszyć” wnętrze fotelika. To musi być wkładka, a nie wypełnianie wnętrza ręcznikami, kocykami, poduszkami itd. To zmienia parametry fotelika i może wpłynąć na to, że w momencie zagrożenia fotelik nie spełni swojego zadania i żadne towarzystwo ubezpieczeniowe nie uwzględni naszej skargi na fotelik. Fotelik samochodowy służy do przewożenia dzieci w samochodzie, a nie do trzymania dzieci w nich w domu, na spacerze itd. Z przerażeniem i dużym niepokojem obserwuję niemowlęta w fotelikach na spacerze, w hipermarketach, “chodzące” godzinami, i rodzice którzy przychodzą z dziećmi na terapię “bo ma tyle wieku i nie umie..”.Pytam jak dziecko spędza czas kiedy nie śpi i okazuje się, że spędza 4-5-8-12 godzin w foteliku samochodowym: w domu, na spacerze, wcale nie w samochodzie. Nie rusza się nie doświadcza, nie trenuje, nic nie może, bo siedzi przypięte i patrzy na świat, nawet nie może mieć głowy w przestrzeni, a ma często już 8 miesięcy i nie umie pracować na brzuchu. I kwalifikuje się do rehabilitacji i nie chodzi tutaj tylko o czworakowanie, które jest sztandarowym przykładem, że dziecko ma problem, ale o całokształt rozwoju. Często mam wrażenie, że Maluszek do 6-7 miesięcy jest tylko ciałem do obsłużenia. Dla wielu rodziców to taki przedczłowiek. To trochę jak my kiedy spędzamy 5 godzin w swoim ukochanym fotelu, w swojej ukochanej pozycji. Trzeba się ruszyć pójść na spacer, pojechać na rowerze..Tyle że my już umiemy się ruszać a dziecko się dopiero tego uczy. 


Siedząc w foteliku chce się ruszać, ale nie ma możliwości. Bawi się więc kombinacją: wyprostem pchając z siłą w oparcie, ale jednocześnie “zjeżdża ” pod wpływem siły ciążenia. Te dwie siły prowadzą do deformowania się czaszki, rzadko dziecko siedzi prosto, często jedną stronę skraca-bardziej zjeżdża więc rozkład sił jest też asymetryczny, nabiera złych nawyków ustawienia głowy, postawy, co może doprowadzać do wad postawy w przyszłości. Przypięte w jednej pozycji nie ma możliwości prawidłowego odbioru swojego ciała w ruchu – w ciągle zmieniającym się rozkładzie napięć odbierając swoje ciało proprioceptywnie od podłoża. Siedząc i bawiąc się rączkami podlega grawitacji we wzorcach, które nie są na jego poziomie rozwoju-za trudne i nie przeciw grawitacji, lecz podlegając jej. To samo dotyczy pracy stóp. Leżą obciążane także nieprawidłowo, nie mogą uczyć się prawidłowych wzorców obciążania i ruchu. Często ostatnio widzę dzieci 3 miesięczne i trochę starsze w bucikach. Nie są im one do niczego potrzebne, a kompletnie blokują ruch stopy. Można wkładać dziecku grube skarpety, które pozwalają na swobodny ruch. Siedząc godzinami w foteliku samochodowym, leżaczku, huśtawce i każdym miejsca gdzie dziecko jest unieruchomione, nie uczy się niczego i niczego nie doświadcza. Nie musi kombinować jak pchnąć ręką jak utrzymać głowę w przestrzeni, jak rozłożyć napięcie, aby z głową na karku wodzić wzrokiem za Rodzicami, którzy chodzą po domu. Ma bardzo utrudniony prawidłowy rozwój ruchowy. Właściwie to samo mogę powiedzieć o leżaczku. Chciałabym tylko dać pod rozwagę rodziców używanie leżaczków z wibracjami. Nie jest jeszcze zbadane czy są one korzystne dla dziecka. Każdy organ w ciele naszego Maluszka ma swój rytm pracy. Serce bije w określonym rytmie, jelita przepychają treść pokarmową. Jeśli dziecko siedzi na leżaczku, który wibruje, nie wiemy jak to będzie wpływało na rytm pracy układów w ciele dziecka. Koronnym argumentem jest to, że dziecko uspokaja się i zasypia. A może, zastanówmy się przez moment, a może ucieka w sen, bo jest to dla niego stymulacja z którą nie może sobie poradzić? Kiedy nasz Maluszek siedzi w leżaczku, foteliku mamy błogi spokój. Tylko czy o to chodzi kiedy mamy nasze dziecko.


Źródło

Komentarze