Jonasz – walczymy

Kilka dni temu odwiedziłem restaurację z którą kiedyś współpracowałem – będąc przedstawicielem hurtowni sprzedawałem tam trunki. Wpadłem po obiad na wynos bo pamiętałem, że mają dobre i tanie zestawy. Poza tym minęły już dwa lata jak nie widziałem się z Bartkiem – właścicielem i jego ekipą zza baru.

No więc jak wpadłem to – mając dużo szczęścia – zastałem akurat samego bossa i moją ulubioną barmankę. Dwa lata – było co pogadać – co u mnie, co u nich, jakie zmiany, jak biznes – no pitu pitu typowe. No i tak pitu pitu się skończyło, chwila ciszy i Bartosz mówi

B: A galę MMA będziemy mieli w Gostyniu

Ja: w Gostyniu?! (hahaha) Jakaś lokalna czy gwiazdy przyjeżdżają (hahaha)?

B: lokalna – tu u mnie ważenie dziś mamy, tam plakat wisi – zobacz

Na plakacie z boku baru faktycznie kilkanaście par mięśniaków i zdjęcie jakiegoś uśmiechniętego chłopca w kolorowym t-shircie

Ja: Ty Bartek! A ten mały też będzie walczył (hahaha), co on tu robi?

B: a, to mój syn

Ja: o, poważnie? Ile ma lat?

B: dziesięć, raka ma, to dla niego to MMA

Ja:___________________________???___________________________
(Bartek zawsze lubił wkręcać, ale na taki temat!?)

Ja: Daria – poważnie on mówi, czy wkręca? (Daria zza Bartka kiwa głową)

B: no poważnie mówię – nogę ma amputowaną i przerzuty na płuca są

Ja:__________________!!!__________________???________________

W tym momencie kiedy mnie zjada konsternacja i ogólny szok, Bartek opowiada mi kolejne szczegóły… ja słucham i jest mi coraz bardziej miękko pod nogami…

W sumie człowieka znam tylko z pobieżnych relacji sprzed tych dwóch lat, ale zawsze jakiś miły kontakt z nim miałem, Bartas zawsze w formie i humorze, pogadał, obiad u nich zjadłem i w ogóle, więc kiedy mi opowiadał o Jonaszu, czułem jakby, w sumie nie wiem do końca co czułem… ale czułem to mocno… tak mocno, że po godzinie, w domu kiedy mówiłem o tym Marii, ja nie wytrzymałem…

Bartek zrobił na mnie wrażenie tym jak otwarcie i z opanowaniem potrafił o tym opowiedzieć – to bardzo dobrze, bo gdyby się nie otworzył nie byłoby tego posta i nie moglibyśmy pomóc. A możemy pomóc wszyscy!


Jonasz zdiagnozowany został rok temu! ROK! Tyle wystarczy by mając 10 lat stracić nogę i musieć walczyć dalej… Diagnoza to Nowotwór Ewinga

Ma za sobą chemię, która nie jest skuteczna, leczenie w Poznaniu, Warszawie – w Polsce nie ma już skutecznej metody

Jonasz ma już protezę nogi – udało się zebrać pieniądze (ponad 30 tysięcy złotych) na turnieju w piłkę nożną zorganizowanym dla niego, sam był sportowo bardzo aktywnym chłopcem.

Na turnieju zlicytowano m.in. koszulkę Łukasza Piszczka za 2500 zł!

Teraz konieczne jest leczenie w Niemczech – 5 zastrzyków kosztuje 120 000 zł

Drodzy! Czyta nas tyle osób, że jeśli każdy z nas dziś przekazałaby 10 zł na rzecz Jonasza to mielibyśmy paręnaście tysięcy… Liczymy na Was! 10 zł… 5 zł… 1 zł…

Każda złotówa na wagę tysiąca, miliona! Na wagę życia Jonasza.

Fundacja Spełnionych Marzeń

Ul. Oleandrów 6

00-629 Warszawa

ING Bank Śląski o/Warszawa

29 1050 1025 1000 0022 7611 6304 

Dopisek: Dla Jonasza Jankowiaka

Nie rozliczyłeś jeszcze PITa? Rozlicz i podziel się procentem!

KRS 0000128832

Dopisek: Dla Jonasza Jankowiaka

Pomóc też możesz udostępniając to na FB.

Dziękujemy.

 

Komentarze