Herbata malinowa. Na pewno? Czyli ile malin jest w malinie

Daleko mi do jakiegoś eko-wege-freaka, to pewnie wiecie, były z tego nawet niezłe jaja (TU) 😉 Wiecie, nie oczekuję od zwykłych ciastek z taśmy, że będą jakieś pro, bio, czy eko, nie robię wielkich oczu, że batonik słodzony jest syropem glukozowo-fruktozowym, nie zaskakuje mnie, że w popularnym dyskoncie nie znajdę czegoś naprawdę premium i że w produktach wysoko przetworzonych nie ma witamin…

Ale kiedy widzę coś takiego…

Kiedy coś, co jest oznaczone jako herbata malinowa, często opisane tak wprost (jedynie w nielicznych przypadkach użyto fortelu typu aromatyzowana), jest nią jedynie w nikłym procencie, lub UŁAMKU tego procenta, lub… nie jest nią wcale, to czuję niesmak, pseudo-malinowy niesmak.

Zdjąłem z półki 8 przypadkowych produktów herbato-malino-podobnych, wczytałem się w ich skład, rozerwałem torebki by sprawdzić jak wygląda ta enigmatyczna zawartość.

Powiedzcie, czy ironią nie jest, że idąc do apteki i prosząc o herbatę malinową pani zza lady poda wam pudełko (ApteoNatura), na którym producent chwali się, że w środku jest AŻ 50% maliny! Pamiętaj, że prosiłeś o herbatę malinową – zostaniesz potraktowany jak półgłówek i dostaniesz półmalinową. I to w aptece. Jednak to jest dopiero preludium, gdyż tu nie jest tak źle – resztę stanowią inne zioła lub owoce (mięta, aronia, jabłko, hibiskus) i aromat naturalny maliny.

Także w aptece, dostaniesz herbatę malinową renomowanego brandu Herbapol. Herbapoli jest kilka i jeden z nich uczciwie na opakowaniu zaznacza, że herbatka jest owocowo-ziołowa o smaku malinowym, jest to oczywiście uczciwość z przymrużeniem oka, bo info o tym jest dość małym drukiem ginącym w wizualizacji pięknych malin na opakowaniu. Podobnie robi też Vitax i marka własna Biedronki Intensitea, choć biedra projektując opakowanie, widać, nie miała priorytetu by ukryć tę informację i jest doskonale widoczna. W tych herbatach największą część stanowi oczywiście hibiskus lub dzika róża, nagminnie “zastępujące” lub “uzupełniająca” malinę.

Szeroko, najszerzej po bandzie idzie wielki producent Unilever ze swoją Sagą, jego marką jest też Lipton a o Sadze żartuje się, że to jest to, to co zebrano z podłogi po Liptonie 🙂 nie wiem czy tak jest, jednak kiedyś przeczytałem ciekawe opracowanie pewnego blogera na temat patentów jakie ma zastrzeżone Unilever. Na przykład:

Warto również zapoznać się z wnioskiem patentowym WO 2012069295 A1, który dotyczy wytwarzania produktów herbacianych. Unilever oprócz wielokrotnego wytłaczania soku ze świeżych liści herbaty, opisuje proces, w którym odzyskuje się pozostałości liści (po wyciskaniu) oraz aromat ze strumienia gazu służącego do suszenia (poprzez odpowiedni adsorbent).

oraz inna część treści patentu

w celu maksymalnego zwiększenia wydajności procesu, preferowane jest, żeby pozostałość liścia nie była wyrzucana, tylko dalej przetwarzana w celu otrzymania komercyjnie opłacalnego produktu, takiego jak herbata liściasta.

Ciekawe, prawda? Ale  to tylko taka dygresja do ogólnej jakości tej herbaty. Całość do przeczytania na czajnikowy.pl – polecam!

Wracając do poziomu maliny w herbacie w opakowaniu, z którego wylewa się owoc maliny – z tym, że na zdjęciu. Producent bardzo sprytnie nie nazywa wprost herbaty malinową, pisze jedynie na torebce enigmatyczne “MALINA”, co można zawsze wytłumaczyć, że jest to podpis tego co widzimy na zdjęciu a nie informacja o faktycznej zawartości opakowania. Ale to moje domysły a po co nam one, skoro na odwrocie mamy informacje podane wprost. W tym produkcie zawartość malin wynosi 0,6%. Tak, nie 60%, nie 6%, a zero-przecinek-sześć procenta. Sześć dziesiątych procenta. Sześć promili! Szaleństwo.

Czy to nie nabijanie w butelkę? Tym bardziej, że produkt reklamowany jest w sposób ukierunkowany na dzieci. W reklamach tę herbatę pije cała rodzinka, każdy ma swój ulubiony smak, w tym i najmłodsi…

A co jeszcze tam znajdziemy, bo przecież coś musi stanowić pozostałe 99,4% składu. Dzika róża 55% a potem już bez informacji o ilości: hibiskus, aromat, maltodekstryna. Maltodekstryna – spośród wszystkich kupionych przeze mnie herbat, tylko w Sadze ją znajdziemy. Nie znam się, więc nie będę się wymądrzał, ale poniżej dwie wklejki z tym, co zwróciło mi Google. Gabi uwielbia herbatę malinową i teraz wyobrażam sobie, że podawalibyśmy jej co dzień, w pełni nieświadomi taką Sagę… Masz Gabi napij się tu maltodekstrynki…

malto maltodekstryna

 

Jest ciekawie! Pisałem wcześniej o ośmiu herbatach, ale w naszej kuchni znalazło się tak naprawdę ich dziewięć. Tę jedną wyodrębniam bo to produkt zdecydowanie z drugiej strony bieguna wobec tych pierwszych ośmiu! PRAWDZIWA HERBATA MALINOWA 100%. I co ma w składzie? 100% MALINY! To może być zaskoczeniem, prawda, biorąc pod uwagę, że jak już wyżej pokazałem, ogromna większość herbat sugerujących, że są malinowe, wcale takie nie są.

Lokalny producent (nie wiem jak z jego dystrybucją i dostępnością w innych regionach), firma KAWON z Gostynia, jako jedyny spośród wybranych przeze mnie umieszcza w saszetkach po prostu suszony owoc maliny! Niebywałe! Można? Można! I smakuje prawdziwie, i wiem, że piję naturalny napar a nie “sztuczne substancje słodzące”. Jak spojrzycie na zdjęcia samej zawartości saszetek to już widać, jak ta Kawonu odróżnia się od pozostałych.

Wybór pozostawiam Wam!

herbata malinowa Documents2

 

malina1 malina3 malina12 malina13 malina14 malina15 malina16 malina17 malina18 malina19

Komentarze