Kult jednostki słabej. Takie mamy czasy?

Mamy XXI wiek. Globalną wioskę, przepływ informacji w czasie realnym. Ogromną wiedzę o otaczającym nas świecie. Na pewno jeszcze bardzo ułomną w stosunku do tego, czego się jeszcze dowiemy, bo kiedyś też nam się wydawało, że przecież wiemy wszystko – tylko, że Ziemia jest płaska – nam się wydawało.

W każdym razie, dziś mamy na tyle mocnych, racjonalnych, naukowych podstaw, by wiedzieć na czym stoimy, by móc spokojnie pracować, żyć, być, myśleć o przyszłości.

To wszystko daje nam podstawy by racjonalnie, w oparciu o rozum, ale i emocje oraz uczucia, które rozumem przecież już umiemy okiełznać a słowem nazwać – podstawy by żyć szczęśliwie, bez zmąconej głowy. Mocno stąpać po ziemi, mieć silny kręgosłup, jasno określony światopogląd, nie musimy już chyba zadawać sobie pytań o fundamenty…

A ostatnio widzę na przekroju pewnego środowiska, że preferuje się jednostki liche, słabe, wątpiące, szukające… I otacza się je kultem, aureolą “naj”. Jako te, które są ponad codzienność, bo zadają pytania. Dlaczego akurat to pewne środowisko mnie zaintrygowało? Bo jest to otoczenie, które daje sobie prawo do bycia wpływowym i takim jest. Bo jest to środowisko, które ma mocne zakusy by mówić jak żyć. Ale…

Super jest zadawać sobie pytania, ale jeszcze bardziej super jest znajdować na nie odpowiedzi. W sobie. Nie gdzie indziej. Nie w odbiciach, nie w innych ludziach, nie w poradnikach, nie w sesjach terapeutycznych. W sobie. A jeśli nie w sobie to  choćby wśród najbliższych.

Jeśli jesteś na tyle sprawny, dojrzały, mocny, by znaleźć to w sobie, nie będziesz musiał wylewać swoich fiolek z trucizną gdzie indziej. A jeszcze lepiej byś nie wylewał tej trutki mówiąc, że to eliksir.

Lekarzu lecz się sam.

Komentarze