Lista porannego “TO DO” początkującego przedszkolaka. Jak nam pomogła?

Od września Gabi już na poważnie, systematycznie i w atmosferze prawdziwego obowiązku uczęszcza do przedszkola.

 

Wcześniej – w czerwcu i kawałek sierpnia, to jej chodzenie do przedszkola było takie rozrywkowe – poszarpane nieobecnościami, chorobą, odbieraliśmy ją o różnych godzinach, bo to lato, więc jakieś wyjazdy, inne aktywności… Od września, kiedy zaczyna się dla starszych obowiązek szkolny, my Młodej zaserwowaliśmy obowiązek przedszkolny 🙂 .

Wraz z nim, tym obowiązkiem, musiały nastąpić pewne zmiany, rygory i utarte schematy tu, u nas w domu, po to by cały mechanizm dom-przedszkole, działał sprawnie i nie zgrzytał. A przez kilka dni jakieś ziarnka piasku i żwiru dostawały się w naszą machinę co dzień rano – na etapie przygotowań do wyjścia.

 

100001niesforne dziecko

 

Daleko tu było do histerii, czy protestów – nic z tego, Gabi z przyjemnością, wręcz ogromną chęcią, taką wewnętrzną, niczym niestymulowaną sama z rana oznajmiała: “hurra, do przedszkolka!”.

Mały zonk pojawiał się na etapie operacyjnych czynności mających niezwłocznie doprowadzić do gotowości opuszczenia pomieszczeń mieszkalnych i udania się do samochodu, celem wyjazdu do placówki edukacyjno-wychowawczej.

Po prostu dziecku w nowej sytuacji brakowało samodyscypliny i utartego schematu, stąd rano po przebudzeniu pojawiały się prośby typu: “tata, pocytamy baję?”, “gdzie jest mój telefon, włąc mi smerfy”, “pobawimy się duplo?” i tu rozsypywanie klocków na dywan, czy zajmowanie się czymkolwiek innym, jak wycinanie metek z ubrań (bo bardzo to lubi 🙂 ), co w każdym razie nie przybliżało nas do celu właściwego tego poranka.

Między tymi jej spontanicznymi czynnościami, można było gdzieś tam wcisnąć uczesanie, prośbę o ubranie bluzki (i robiła to), czy zaproszenie do szorowania zębów. Ale trzeba było wszystko ograć zabawą tak skutecznie, by stało się to dla niej atrakcyjniejsze, niż to co właśnie sama dla siebie wymyśliła – np. “robię teraz kakało, tato wies, nie przeszkadzaj mi”. O!

Stan taki trwał na szczęście jedynie kilka dni, nawet nie tydzień. Samo jej przeszło? Dojrzała nagle? Znudziło jej się kakało i duplo? Nie! Któregoś takiego ranka wziąłem ją do pokoju posadziłem, położyłem kartkę i flamaster na stoliku i wspólnie z nią, narysowałem listę PIĘCIU rzeczy, które robimy codziennie rano, TYCH TYLKO PIĘCIU. Wspólnie myśleliśmy nad tym, co trzeba zrobić aby móc pójść do ludzi – prawie wszystko wymieniła ona, nie ja.

Listę tę przygotowywałem z nią i oczywiście nie pisaliśmy punktów słownie, tylko rysunkami/ikonkami – na tyle oczywiście ile umiałem, a że nie umiałem… Ale to nie ważne, bo istotne jest by ona rozpoznała w nich czynność, która jest do zrobienia. Listę powiesiliśmy na lodówce, powtórzyliśmy kilka razy wyliczając etapy na paluszkach i…

Już drugiego dnia, zaraz z łóżka Młoda pobiegła do lodówki, odczytywać mi co po kolei będziemy dziś robić, aby wyjść do przedszkolka! I tak, od tego czasu każdego ranka na line-upie mamy:

 

  • wypić mleko

  • umyć buzię i ząbki

  • ubrać się

  • uczesać się

  • wyjść do przedszkolka!

 

100004niesforne dziecko

 

Proste! I nie ma mowy o innych czynnościach. No chyba, że poprzedniego dnia, pojawiła się u Gabi np. jakaś nowa zabawka, to wiadomo, że rano dziecko leci od razu do niej. Ale wówczas wystarczy odwołać się do naszej check-listy i zpytać: Gabi, a czy na liście mamy zapisane: pobawić się Peppą? I reakcja jest natychmiastowa.


100002niesforne dziecko

Co ważne, to nie jest forma nakazu/zakazu, w stosowaniu tej listy nie ma żadnego przymusu z naszej strony, stworzyłem ją razem z córką i ona ją uważa za swoją a nie za, narzucony z góry i obligatoryjnie, scenariusz. Widać to po samej liście – tuningowała ją kilka razy, zawsze powtarzając sobie, każdą z czynności. Swoją drogą chyba trzeba zrobić świeżą, bo ta traci na czytelności 🙂 , a z drugiej strony Gabriela ma ją już w głowie, więc ta kartka wisi bardziej dla formalności.

W każdym razie polecam ten sposób, przecież pójście dziecka do przedszkola to zupełnie nowa rzeczywistość dla niego, a dziecię samo z siebie od razu nie zdyscyplinuje się “o ósmej muszę być w sali”, mimo że faktycznie chce. Trzeba mu pomóc w tych małych krokach, w których początkowo może się potykać.

 

U nas działa!

 

Komentarze