Pierwszy u nas wpis o aborcji. Niestety, jednak. Ale chyba nie poznasz w nim naszego poglądu

Z tą Natalią Przybysz to jest taki, językiem internetowym mówiąc, ubertrolling, taka operacja fałszywej flagi z kolei posługując się językiem o rodowodzie wojskowym acz to pojęcie zgrabnie wchodzi już na salony PRu. Akcja ustawiona przez nią samą – piosenkarkę, Gazetę Wyborczą, Wysokie Obcasy i kręgi pro-choice – gdzie de facto to ostatnie dodefiniowuje te trzy pierwsze.

 

Wywiad na łamach Wysokich Obcasów, którego dotyczy ten tekst

 

Otóż nie wierzę że w pełni świadomie i zupełnie na poważnie można forsować taką argumentację. “Nie chciałam wracać do pieluch i mam za małe mieszkanie.” Nikt świadomie, no oprócz samobójcy, nie mierzy sam do siebie, czy to w kostkę, kolano, czy skroń a tu mielibyśmy do czynienia ze strzałem prosto w łeb. Bo na pewno nie ze szczerym wyznaniem mającym być poważnym argumentem w dyskusji, nie z ripostą na często fanatyczne i skrajne w drugą stronę poglądy pro-life, przecież tak kuta obrona stanowiska wolności wyboru w tej materii to jakaś aberracja.

 

Zależy im też na jakości tego życia, które już mają. Nie chcą wracać do pieluch. Nie chcą szukać większego mieszkania teraz. 60 metrów kwadratowych ze wszystkimi książkami i zabawkami dzieci jest trochę ciasne, ale jest OK.

Wysokie Obcasy

 

Pogorszy mi się stopa życiowa, mam troje dzieci, to co? Mam usiąść z kalkulatorem i obliczyć ile z tej trójki dzieci mam odstrzelić, zostawić w lesie, bo “to pięć minut i znów mam swoje życie” z nutellą, achois i evianem w lodówce…

 

Kładzie się do łóżka. Przychodzi anestezjolog, ona podaje rękę, zasypia. Po pięciu minutach budzi się na sali, pod kołdrą, jej chłopak jest koło niej. Wszystko trwało pięć minut. Pięć minut.

Wysokie Obcasy

 

Więc… To niesie, jak dla mnie, wprost znamiona prowokacji. I chyba o tę prowokację w tej false flag idzie. By erystycznie sprowadzić dyskurs dookoła aborcji do tego poziomu, gdzie jedna strona pozornie acz idąc po bandzie, deklaruje, że ma naprawdę gdzieś co myślą inni, na co ta druga strona w swym oburzeniu uruchamia najcięższe armaty. Wiecie Terlikowskie, Ziemkiewicze, Pawłowiczowe nie opuszczają okazji by przejechać się po konkretnym nazwisku i konkretnej twarzy podanej na tacy. Wyleją więc wszystkie pomyje na nią, otwierając swym adwersarzom drogę do argumentacji o zezwierzęceniu i bezduszności właśnie strony prolife, poniekąd słusznie. Po czym – uwaga, kluczowe – okaże się, że to był… happening taki, że Przybysz nigdy nie zrobiła tego, o czym mówiła.

 

Za to okaże się, że to była tylko forma podjęcia dyskusji, sprawdzian, egzamin dla drugiej strony na tolerancję, uszanowanie wolności no i przecież ich człowieczeństwa, bo przypuscili zmasowany i bezpardonowy atak na szczerą, otwartą, zwykłą jak jedna czwarta Polek (wg niektórych statystyk tyle, 25% kobiet, dokonało aborcji) kobietę. A, przy okazji jest to też marketing najnowszego albumu piosenkarki, mamy oto gotową, zdeterminowaną i jasno stargetowaną, bardzo lojalną (bo zorganizowaną na mocnym podkładzie emocjonalnym) potencjalną grupę konsumenetek, skupionych dookoła czarnego protestu. Czarny protest, protest song i wszystko gra! Ale o tym aspekcie tegoż zabiegu (medialnego, nie medycznego) nie będzie mowy bo to gorzej PRowo może wyglądać niż sama aborcja.

 

W ten sposób ośmieszy się prolajfowców, że oto dali się nabrać na tak oczywisty “żart” jak “60 metrów mieszkania to za mało” a pieluchy znowu są matce dwójki dzieci takie straszne. Sprowadzi się wówczas dyskusję do tak niskiego poziomu merytoryki a tak wysokiego poziomu agresji, że następnie każdy będzie miał obawy podjąć polemikę nawet z najbardziej i oczywiście abstrakcyjnym głosem, w obawie czy to znów nie performance, na który właśnie daje się zrobić jak Antoni na Mistrale.

 

Chcę, w to wszystko co powyżej, wierzyć. Jeśli się mylę i jednak cały ten wywiad to prawda i zupełnie na poważnie to nie chcę więcej żyć na tym świecie.