Przeczytaj ten tekst. To ważne.

 

Na naszym blogu pojawiają się różne treści. Czasem zabawne, czasami wzruszające, innym razem po prostu zwyczajne, traktujące o nas i o tym, jak radzimy sobie z różnymi wyzwaniami życia codziennego. Dzisiejszy tekst będzie po prostu bardzo ważny – dlatego zależy mi, abyś poświęcił lub poświęciła kilka minut na jego lekturę.

 

 

Jesień 2020 roku nie była łaskawa dla naszej rodziny – dowiedzieliśmy się, że nasza Misia choruje na autoimmunologiczne zapalenie wątroby.

Zanim lekarze ustalili diagnozę, moja słodka córeczka musiała spędzić sporo czasu w szpitalu. Był z nią Kuba, więc byłam spokojna – choć gdybym tylko mogła, natychmiast pobiegłabym tam i również tam nocowała. Co tu dużo mówić – jako rodzice z pewnością możecie sobie wyobrazić, co czułam i jak bardzo tęskniłam za moją Miśką.

 

 

Jednocześnie ten czas był momentem refleksji w kontekście obecności rodzica w szpitalu.

Z dokładnych, codziennych relacji Kuby wiem, że zarówno on, jak i Misia, byli pod dobrą opieką. Obecność rodzica przy dziecku gwarantuje Europejska Karta Praw Pacjenta, wciąż jednak zdarzają się placówki, w których rodzic nie może być przy dziecku przez całą dobę.

A przecież obecność mamy, czy taty ma ogromny, przeogromny wpływ na to, w jakim tempie to dziecko będzie dochodziło do zdrowia. Przy mamie czy tacie o wiele lepiej znieść szpitalne procedury i zabiegi. Nie trzeba się bać, a gdy nawet strach się pojawia – to zostaje natychmiast ukojony miękkimi ramionami. Z mamą czy tatą przy boku łatwiej zasnąć w nowym, dziwnym i trochę strasznym miejscu. Jeśli istnieje miejsce, w którym rodzic szczególnie powinien być stale przy swoim dziecku, to jest to właśnie szpital – bo tam nie trudno o strach, niepokój, panikę, tęsknotę i wielkie łzy.

 

 

Jeśli nawet szpital nie stwarza trudności z noclegiem rodzica, to wciąż pozostaje kolejny problem – warunki, w jakich on przebywa w placówce.

Jakiś materac wciśnięty na podłogę między szpitalnymi łóżeczkami. Brak możliwości dodania sobie energii kubkiem kawy. Brak fotela, w którym rodzic mógłby zrelaksować się choćby na chwilkę, gdy maluch zaśnie.

 

 

Dlaczego dzisiaj poruszamy ten temat?

Nie bez powodu piszemy Wam dzisiaj o tym wszystkim. Jest tak, ponieważ chcielibyśmy skierować Waszą uwagę na bardzo, bardzo ważne miejsce, jakie istnieje w Polsce – mianowicie Domy Ronalda McDonalda – bezpłatne, komfortowe hotele dla rodzin hospitalizowanych dzieci. Jeden z nich od ponad 5 lat działa w Krakowie przy dziecięcym szpitalu uniwersyteckim. W Warszawie zaś powstaje drugi Dom, już w przyszłym roku pierwsze rodziny będą mogły w nim zamieszkać.

I Wy możecie mieć w swój udział w wyposażeniu i funkcjonowaniu drugiego domu.

Jeśli nie wiecie, o co chodzi, to już wyjaśniamy. Fundacja Ronalda McDonalda poprzez specjalne domy wspiera rodziny, aby mogły być razem podczas choroby dziecka. Domy te umożliwiają rodzicom, którzy mieszkają daleko od szpitala, bycie na co dzień ze swoją pociechą i wspierać ją w procesie pokonywania choroby. Co bardzo istotne, Domy te są szczególne – to namiastki tych prawdziwych.

Rodzice mogą w nich odpocząć, napić się kawy, zrobić pranie. A wszystko w naprawdę bardzo dobrych warunkach.

 

Dom Ronalda McDonalda w Warszawie

 

Fundacja Ronalda McDonalda  działa w Polsce od 2002 roku. Najważniejszą inicjatywą organizacji są Domy Ronalda McDonalda. Pobyt w domu jest bezpłatny, a we wszystkie programy Fundacji angażuje się – uwaga – blisko 1300 wolontariuszy.

Wszystko po to – jak głosi hasło przewodnie: „Aby rodzina mogła być razem”. Przepiękna, wzruszająca inicjatywa. Wiecie, co natychmiast przychodzi mi na myśl, kiedy o tym wszystkim myślę? Że rodzicowi, który może przebywać w takim Domu, zdejmuje się z barków jeden z ogromnych ciężarów. Dzięki takim inicjatywom może skupić się na tym, co dobre i najważniejsze – na swoim chorym dziecku.

 

 

Drugi Dom Ronalda McDonalda w Warszawie

Pierwszy Dom Ronalda McDonalda działa już 5 lat. Zlokalizowany jest przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu. W zeszłym roku skorzystały z niego 134 rodziny. To 134 spokojniejsze dzieci, które mogły na co dzień cieszyć się obecnością i wsparciem swoich rodziców, dzięki czemu czuły się bezpieczne w trudnym okresie chorowania. Wyobraźcie sobie, że największa odległość od miejsca zamieszkania rodziny do Domu Ronalda McDonalda w Krakowie wynosiła ponad 600 kilometrów.

Gdyby nie ten Dom, rodzice pewnie nie mogliby być na stałe przy dziecku.

 

Dom Ronalda McDonalda w Krakowie

 

I teraz najważniejsza rzecz w całym tym tekście. W Polsce powstaje drugi taki Dom.

Jest zlokalizowany przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym i już w przyszłym roku przyjmie pierwsze rodziny hospitalizowanych dzieci. Wyobraźcie sobie, że znajdzie się tam nie tylko przestrzeń dla rodziców (25 pokoi), ale także przedszkole – aby zdrowe rodzeństwo małych pacjentów mogło beztrosko i radośnie spędzać czas.

Czy możecie jakoś pomóc wyposażyć, a potem utrzymać ten niesamowity Dom? Tak – dzięki corocznej globalnej inicjatywie McDonald’s, czyli McHappyDay.

W tym roku 1 zł z każdej porcji frytek sprzedanych w weekendy: 5-6 grudnia oraz 12-13 grudnia, będzie przeznaczona na wyposażenie i utrzymanie drugiego Domu Ronalda McDonalda w Polsce.

 

 

Ty też możesz pomóc. Jeśli nie – to dobrze, że chociaż wiesz, że są takie Domy

 

Bardzo zachęcamy Was do wzięcia udziału w McHappyDay. Jeśli jednak nie możecie w te weekendy pojawić się w McDonald’s – możecie wesprzeć Fundację w inny sposób, np. wpłacając symboliczną cegiełkę albo przekazując 1% podatku. Najważniejsze, że wiecie, że takie Domy powstają. Że świat zmienia się na lepsze, a rodzic, który zmaga się z bardzo trudną sytuacją – chorobą swojego dziecka, może otrzymać naprawdę pomocną dłoń. Dziękujemy! Fundacja Ronalda McDonalda i McDonald’s – jesteście wielcy.

 

Więcej informacji, w tym relację z budowy Domu w Warszawie, znajdziecie tutaj:

https://www.frm.org.pl/pl/co-robimy/dom-ronalda-mcdonalda-w-warszawie

 

 

To ważne.

 

 

 

 

Komentarze