Zajęcia dodatkowe dla dzieci – czy naprawdę musimy zapisać je na wszystko?

Zajęcia dodatkowe dla dzieci – czy naprawdę musimy zapisać je na wszystko?

Czy dziecko, które po szkole nie biegnie na angielski, basen, piłkę, robotykę i jeszcze muzykę, ma gorszy start? A może właśnie dzięki temu, że ma trochę wolnego czasu, rozwija się w swoim tempie?

O tym rozmawiałam niedawno w „Dzień Dobry TVN” – cała moja rozmowa do zobaczenia TUTAJ. Temat zajęć dodatkowych dla dzieci wraca właściwie każdego września. Rodzice kompletują szkolne plany, zapisują dzieci na kolejne aktywności i zastanawiają się, czy robią wystarczająco dużo, żeby dobrze przygotować je do przyszłości.

I właśnie wtedy bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia: „Skoro inni zapisują dzieci na tyle zajęć, moje też powinno chodzić”.

Tylko czy naprawdę powinno?

Zajęcia dodatkowe nie są wyścigiem

Jestem mamą trójki dzieci i wiem, jak bardzo różne mogą być ich potrzeby. Każde dziecko ma inny charakter, inną energię, inne zainteresowania i zupełnie inną odporność na zmęczenie.

Jedno dziecko po szkole będzie chciało jeszcze iść na trening. Inne najchętniej wróci do domu, zje obiad, pogada z rodzicem, pobawi się albo po prostu… nic nie zrobi.

I to „nic” wcale nie musi oznaczać straconego czasu.

W rozmowie w DDTVN mówiłam o tym, że równowaga jest dla mnie jednym z najważniejszych elementów dzieciństwa. Dziecko potrzebuje nie tylko nauki i rozwijania kolejnych kompetencji, ale również odpoczynku, swobodnej zabawy i czasu, którego nikt wcześniej nie zaplanował.

Jak powiedziałam podczas programu:

„dziecko po pierwsze musi mieć równowagę we wszystkim”

I naprawdę mocno w to wierzę.

Nuda też jest potrzebna

Mamy dziś ogromny wybór zajęć. Angielski, hiszpański, piłka nożna, taniec, gimnastyka, sztuki walki, robotyka, programowanie, zajęcia plastyczne, muzyka…

Sama lista może przyprawić o zawrót głowy.

Oczywiście wiele z tych aktywności jest świetnych. Problem pojawia się wtedy, kiedy cały tydzień dziecka zostaje zaplanowany od rana do wieczora.

Bo kiedy właściwie ma ono czas na zwykłe dzieciństwo?

Na leżenie na kanapie.

Na wyjście na dwór bez konkretnego celu.

Na spotkanie z kolegą.

Na budowanie czegoś z klocków.

Na wymyślenie własnej zabawy.

Na patrzenie w sufit.

Na nudę.

I właśnie ta ostatnia jest często przez nas, dorosłych, niedoceniana.

Podczas rozmowy powiedziałam:

„w życiu dziecka ważna też jest nuda”

I nie chodzi o to, żeby celowo organizować dziecku nudę. Chodzi o to, żeby nie bać się chwil, w których dziecko samo musi wymyślić, co ze swoim czasem zrobić.

To właśnie wtedy często pojawia się kreatywność.

Czy rodzice nie ulegają presji?

Myślę, że to jest jeden z ważniejszych elementów całej dyskusji.

Czasami zapisujemy dziecko na zajęcia nie dlatego, że ono rzeczywiście ich potrzebuje, ale dlatego, że boimy się, że inni robią więcej.

Koleżanka mówi, że jej córka chodzi na angielski i taniec.

Ktoś inny opowiada o treningach piłki, basenie i robotyce.

Jeszcze ktoś mówi, że dziecko ma dodatkowe lekcje z matematyki.

I nagle zaczynamy się zastanawiać:

„Czy ja robię wystarczająco dużo?”

A przecież rozwój dziecka nie jest konkursem.

Nie ma jednej uniwersalnej listy zajęć, które każde dziecko powinno zaliczyć przed ukończeniem szkoły podstawowej.

Sama nie miałam miliona zajęć

Podczas rozmowy w DDTVN opowiedziałam również o swoim dzieciństwie.

Mam 44 lata i nie chodziłam na dziesiątki dodatkowych zajęć. Uczęszczałam do szkoły muzycznej na pianino, ale zrezygnowałam.

Nie miałam więc tego, co dzisiaj czasami nazywamy „lepszym startem”.

A jednak skończyłam studia, studia podyplomowe, rozwijałam się zawodowo i znalazłam swoją drogę.

I właśnie dlatego patrzę na zajęcia dodatkowe trochę inaczej.

Nie jestem ich przeciwniczką. Absolutnie nie.

Jeżeli dziecko czegoś chce, czerpie z tego przyjemność, rozwija swoje zainteresowania, a rodzina ma możliwości organizacyjne i finansowe, to fantastycznie.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy zajęcia stają się kolejnym obowiązkiem.

Dziecko nie musi być dobre we wszystkim

My, rodzice, czasami chcemy dać dzieciom wszystko.

Chcemy, żeby znały języki, były aktywne fizycznie, rozwijały talenty, dobrze się uczyły, miały pasje i jednocześnie świetnie radziły sobie społecznie.

Tylko że dziecko nie jest projektem do zrealizowania.

Nie musimy stworzyć idealnego CV już w podstawówce.

Nie każda godzina musi być produktywna.

Nie każda aktywność musi przynosić mierzalny efekt.

Czasami największą wartością jest właśnie to, że dziecko robi coś dlatego, że sprawia mu to przyjemność.

Jak podejść do zajęć dodatkowych rozsądnie?

Zamiast pytać: „Na jakie zajęcia powinno chodzić moje dziecko?”, spróbujmy zadać sobie kilka innych pytań:

Czy moje dziecko naprawdę tego chce?

Czy po tych zajęciach jest zadowolone, czy raczej zmęczone i rozdrażnione?

Czy w jego tygodniu jest jeszcze miejsce na odpoczynek?

Czy ma czas na spontaniczną zabawę?

Czy zajęcia są jego wyborem, czy przede wszystkim naszym?

Czy dokładamy mu kolejne obowiązki dlatego, że tego potrzebuje, czy dlatego, że boimy się, że inni robią więcej?

To mogą być bardzo niewygodne pytania, ale warto je sobie zadawać.

Nie ma jednej dobrej drogi

Właśnie to chciałabym zostawić rodzicom po tej rozmowie w telewizji.

Nie ma jednej recepty na dobre dzieciństwo.

Jedno dziecko będzie potrzebowało treningów trzy razy w tygodniu, bo sport daje mu ogromną radość. Drugie najlepiej odpoczywa, czytając książkę albo budując coś w swoim pokoju.

Jedno będzie chciało chodzić na język obcy, drugie po dwóch miesiącach powie: „Mamo, już nie chcę”.

I czasami naszym zadaniem nie jest powiedzieć: „Musisz wytrwać, bo to dla twojego dobra”, tylko zatrzymać się i sprawdzić, czy rzeczywiście tego dobra tam jeszcze jest więcej niż zmęczenia.

Bo zajęcia dodatkowe mają być dodatkiem do dzieciństwa, a nie jego główną treścią.

Dziecko potrzebuje również czasu dla siebie

Po naszej rozmowie w DDTVN dostałam sporo wiadomości od rodziców. I chyba najbardziej cieszy mnie to, że wiele osób zaczęło mówić o czymś bardzo prostym: dziecko nie musi cały czas coś robić.

Może mieć wolne popołudnie.

Może się nudzić.

Może zmienić zdanie.

Może nie mieć pasji w wieku 7, 10 czy 14 lat.

Może próbować różnych rzeczy i z części z nich rezygnować.

A my możemy być obok i obserwować, czego naprawdę potrzebuje.

Bo przecież nie chodzi o to, żeby nasze dzieci miały w kalendarzu więcej wpisów niż my.

Chodzi o to, żeby miały dobre, spokojne i szczęśliwe dzieciństwo.

A czasami do tego naprawdę wystarczy… trochę wolnego czasu.

 

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.