Czy w Dolinę Chochołowską i Kościeliską wjedziesz wózkiem dziecięcym lub inwalidzkim?

Ten wpis musiał powstać z jednego powodu. By w internecie znalazła się w końcu konkretna informacja i odpowiedź na pytanie czy Dolina Kościeliska i Dolina Chochołowska są dostępne dla rodziców z dziećmi w wózku.

Dlaczego? Bo dotychczas funkcjonujące informacje są cokolwiek niedokładne by nie powiedzieć fałszywe…

100039zakopane wedrowki

Wiele informacji i w sieci, i nawet tych, które zasięgaliśmy metodą tradycyjną (czyt.: pytaliśmy) u ludzi, w tym u lokalsów, jasno wskazywało, że oba te atrakcyjne miejsca w Tatrach są w 100% dostępne dla wózków dziecięcych i nawet inwalidzkich. W kilku portalach widnieje nawet wyszczególnienie, że trasy te są odpowiednie dla wózków z małymi kółkami.

Błoto! To miał być miły szlak spacerowy a nie taplanko po kostki w błotku, o małych kółkach wózka w nim grzęznących (które wg wielu przewodników nie miały być przeszkodą przecież) nie pomnę…

Jak jest naprawdę? Ja tam nie wiem, ani starym góralem nie jestem, ani jakimś zaawansowanym górołazem. Nie wiem, może kiedyś do tych dwóch dolin prowadziła jakaś asfaltówka, albo ścieżyna brukowana kostką, no może chociaż grysikiem wysypana jakimś drobnym, równo i bez błota… Może kiedyś, może nigdy…  W każdym razie w maju AD 2015 te trasy są do pokonania z dzieckiem – owszem, ale pod warunkiem, że dziecię operuje własnymi kończynami dolnymi w pełnym zakresie trasy, lub będzie niesione – jakkolwiek. Wózkiem do samego celu nie dojedziecie na pewno. Ani wy rodzice z dzieckiem, ani tym bardziej niepełnosprawni na inwalidzkich!

Częściowo owszem, szlak można pokonać pchając wózek, ale i do tego trzeba mieć sporo zaparcia. O ile do Chochołowskiej na początku faktycznie jest fraszka, bo istotnie asfalt, to potem zaczyna się coś w rodzaju drogi wysypanej tłuczniem kolejowym… Kamień na kamieniu. Wózkiem możesz PRÓBOWAĆ się przedrzeć – jeśli masz naprawdę duże pompowane koła (taki wózek zostawiliśmy w domu) i pińc kilo determinacji w zapasie. Na każdy kilometr spacerku po pińć kilo

W dojściu do Kościeliskiej zaczyna się już na początku. Błoto! To miał być miły szlak spacerowy a nie taplanko po kostki w błotku, o małych kółkach wózka w nim grzęznących (które wg wielu przewodników nie miały być przeszkodą przecież) nie pomnę… Wysadzić dziecko z wózka, żeby samo szło – no chyba nie… Bo skoro ja po kostki, to dziecko po kolana… A dalej, naprawdę nie życzę aby ktoś na wózku inwalidzkim porywał się na wyprawę tym szlakiem. Kamień na kamieniu, nie do ujechania a dopełnieniem są te poprzeczne rynsztoki odprowadzające wodę spływającą z gór… Nie do pokonania inwalidzkim, dziecięcy jeszcze do przeniesienia ale by przejechać, to nawet duże pompowane koła nie pomogą.

Eeeeeej, heloł! Wiem, że byłem w górach a nie w galerii handlowej, gdzie terakota równa jak lustro, więc nie żądam oświetlonej ścieżki pieszo-rowerowej na Gubałówkę, Giewont i Rysy, ale miło by było gdyby podawane wszędzie informacje dla TYRYSTÓW (nie górołazów), były wiarygodne i niosły ze sobą komunikat zgodny ze stanem faktycznym.

Tak czy inaczej my bawiliśmy się doskonale na szlakach, spacerowaliśmy w deszczu, w słońcu, po błocie, skakaliśmy po kamieniach w potokach, rzucaliśmy szyszkami, wąchaliśmy krokusy, jedliśmy oscypki i bundz i piliśmy żentycę, goniliśmy wiewiórkę, nas gonił niedźwiedź (no nie, rozpędziłem się z tymi atrakcjami) zjechaliśmy bryczką – trzęsło, a Pan Tadeusz zabawiał nas opowiadaniem legend i straszył halnym 200 km/h.

Więc na szlaki z dzieckiem jak najbardziej, ale znajcie warunki i miejcie szanse przygotować się do tych, nawet tak turystycznych, ścieżek.

100041zakopane wedrowki

 

A pełna foto-relacja z naszych wędrówek już w następnym wpisie. Chcecie? 🙂