Już za tym tęsknię…

Bycie mamą nie jest proste. To wręcz trudna droga – pełna wyrzeczeń, obowiązków, zmęczenia, poświęcenia i wydatków.

Każdego dnia siadam wieczorem w fotelu i obiecuję sobie, że obejrzę film, poczytam, zrobię coś TYLKO dla siebie… I co robię? Oczywiście zasypiam po kilku minutach. Ale wiecie co? To jeszcze trwa, a już za tym tęsknię. Wiem, że nadejdzie dzień, w którym będę patrzyła na dzisiejszą siebie z zazdrością. I dziś powiem Wam, dlaczego.

 

 

Za tym będę tęsknić, gdy moje dzieci staną się samodzielne.

Patrzyłam ostatnio na Gabi i dopadła mnie refleksja. Moja córka, niedawno przecież noworodek, niemowlaczek, jest już taką dużą panienką. Prawie nastolatką! Pamiętam, gdy ją urodziłam, a za 2 miesiące Gabi rozpocznie naukę w 1. klasie szkoły podstawowej! Stroi się, ma swoje upodobania, wiedzie prym w dyskusjach, zawiera przyjaźnie. Patrzyłam na nią i zadawałam sobie pytanie: kiedy? Kiedy to się stało, że z tego małego bobasa wyrosła mi taka nastolatka? Kiedy minęły te wszystkie lata? Gdzie zgubiły się te pojedyncze dni, których dziś nie mogę rozróżnić? Gdzie jest ten czas?

 

 

Przy trójce dzieci jest więcej obowiązków, a czas płynie jeszcze szybciej. Poniedziałek, środa, niedziela, poniedziałek… Miesiąc zleci szybko, jak tydzień. A rok dzieli się zaledwie na lato i zimę. Nagle uświadomiłam sobie, że ani się obejrzę, a moje dzieci staną się samodzielne. Dorosłe i samowystarczalne. Wyprowadzą się, założą własne rodziny. Tysiące dni upłyną w nieprawdopodobnym tempie, a Kuba i ja na zawsze stracimy to, co mamy teraz. Nasze dzieci nadal będą nas kochać, nadal będą wyjątkowe i cudowne. Ale już nigdy…

 

nie będą bałaganić

 

Często narzekamy na bałagan. Marzymy o chwili, w której wejdziemy do domu i będzie on wyglądał po prostu dobrze – nikt niczego nie rozleje, na podłodze nie będzie zabawek, nie wejdziemy na klocek, a szyby nie będą „ozdobione” matowymi odciskami małych rączek. Nikt z szelmowskim uśmiechem nie powie:

 

„To ona wysypała, napjawdę!”

 

nie zwracając uwagi na to, że przecież widziałam na własne oczy, kto był sprawcą. Nie usłyszę potrójnego „Ja? Nie!” w reakcji na pytanie, kto wysmarował kremem pilot do telewizora. Nie wejdę na klocek lego i nie rzucę cichego przekleństwa pod nosem, bo klocki będą leżały w piwnicy, stopniowo nabierając stęchłego zapachu wilgoci. Moje ubrania będą ułożone w kosteczkę – nikt nie będzie robił pokazu mody, nikt nie sięgnie po moje czerwone szpilki, żeby przespacerować się w nich, choć są o 7 rozmiarów za duże. Nie będę mówiła:

 

„Macie dwie minuty na posprzątanie tych zabawek, bo inaczej nie będzie lodów!”

 

Przyjdzie dzień, w którym lody będą w zamrażarce i nikt nie będzie sięgał po nie mają rączką…

 

nie będą dawać nam nieporadnych prezentów prosto z serca

 

 

Nie dostanę już laurki, na której jest napisane „koham cię mamo jesteś najleprza”, tworzonej w pocie czoła, z wystawionym koniuszkiem języka. Nikt już nie będzie długo bił się sam z sobą, by w końcu z miną świadczącą o najwyższym poświęceniu dać mi wylizanego do połowy lizaka. Na urodziny nie dostanę już nigdy wymęczonej zabawki – tej „prawie najbardziej ulubionej”. Nikt nie przywiezie mi z wycieczki jaja, z którego ma się wykluć dinozaur i nikt nie będzie z wyczekiwaniem i niecierpliwością w oczach, niemal podskakując, patrzył, jak rozpakowuję taki upominek. Dostanę perfumy, apaszkę, kolczyki, kwiaty. Piękne, choć zapewne nierzadko kupione gdzieś w pośpiechu.

 

nie będę dla nich alfą i omegą

 

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą mówić do siebie:

„To zobaczymy, spytam mamy i ci powie, że tak jest, jak mówię!”

 

 

Nie będą słuchać mnie z rozszerzonymi ze zdziwienia oczami, kiedy będę im tłumaczyć, że gepardy mogą biec szybciej niż jeżdżą niektóre samochody. Moje słowa przestaną być autorytetem – ja przestanę nim być. Po paru latach buntu znowu my – rodzice, wrócimy do łask, ale nigdy już nie będziemy tak wszechwiedzący, jak w pierwszych latach ich życia naszych małych dzieci. Nasze dzieci nie będą czuły gigantycznej ulgi tylko dlatego, że w sytuacji zagrożenia pojawiła się mama i już nic złego nie może się przecież stać.

 

nie będę czuła ich dotyku

 

Nie takiego, jak teraz. Nie będę mogła wycałować i wyłaskotać małego, gładkiego i śmiesznie wystającego brzuszka. Nie będę mogła całować główki raz za razem, po czterdzieści drobnych całusów naraz, bo Gabi już teraz mówi, że to obciach, ale póki co jeszcze mi na to pozwala. Nie będę już udawała, że gryzę stópkę albo rączkę. Do moich uszu nie będzie więc dobiegał dziecięcy chichot połączony z próbami ucieczki i protestu. Nie będę smarowała ich malutkich ciałek kosmetykami, których zapach kojarzy się z ich dzieciństwem. W naszym przypadku oznacza to zapach Baby Dove. Kiedyś zostawię sobie jedno opakowanie na pamiątkę. I wiem, że kiedy za dwadzieścia lat poczuję znowu zapach tego kremu i płynu do mycia, w mojej głowie wspomnienia powrócą jak żywe. Biało-niebieskie opakowanie na brzegu wanny, piski, śmiech, „Mamo, ona mnie chlapie!”, żółte kaczuszki i okryte ciepłymi ręcznikami maluchy, czekające na piżamki w zaparowanej łazience. Nie będą już przywierać do mnie całym ciałkiem – za dwadzieścia lat po prostu dostanę buziaka na powitanie.

 

 

nie będą już takie szczere

 

Nikt mi już nie powie: „Mamusiu, wyglądasz w tej sukience trochę jak nasz pan woźny z przedszkola”. Nikt nie narysuje mojego portretu w taki sposób, że będę płakać ze śmiechu. Nie usłyszę: „Fajnie mamo to ugotowałaś, ale chyba lepiej więcej tego nie rób”. Rozbrajająca szczerość dzieci jest czymś fantastycznym, ale z czasem po prostu zniknie.

 

nie wślizgną się do mojego łóżka

 

Nie usłyszę „tup tup tup” o pierwszej w nocy. Nikt nie obejmie mnie ramionkami i nie zaśnie w sekundę tylko dlatego, że poczuł mój zapach i ciepło. Nikt nie będzie mi otwierał oczu palcami, mówiąc słodkim głosikiem: „Śtawaj! Jest dziiieeeeeeń!”. Będę się wysypiać, będę chodzić spać o 22:00 i wstawać o 7:00 bez 5 nocnych pobudek, wspominając te wyjątkowe poranki, w które moje dzieci domagały się kakao i biegały w piżamkach nie od kompletu. W których „rano” oznaczało energię, pisk i skakanie po łóżku.

 

 

Bycie mamą jest trudne. I zarazem najpiękniejsze na świecie.

Spójrzcie na ten filmik:

 

 

 

Takie jest rodzicielstwo. Trudne, wymagające poświęceń, czasem męczące i ograniczające. Bo trzeba myśleć już nie tylko o sobie, trzeba plan dnia, miesiąca i całe życie dopasować do rytmu życia dziecka. W weekend już nie wyjdę na całonocną imprezę z koleżankami, ale mogę być pewna, że też nie będę spać, bo Kornel lubi w nocy się obudzić – i czasami nie prędko zasypia… Trudno być idealną mamą – ja taka nie jestem. Idealny nie jest też Kuba. Jesteśmy za to prawdziwi, dlatego z przyjemnością, już drugi rok wspieramy markę BabyDove w promowaniu Prawdziwego Macierzyństwa, bo nie ma idealnych mam, są tylko prawdziwe.

Ale wiem jedno: kochamy nasze dzieci tak bardzo, że brakuje nam słów, by to wyrazić! I dlatego, mimo tych wszystkich trudności, potrafimy cieszyć się każdą chwilą, którą spędzamy z naszymi dziećmi. Wiemy, że drugiej na to szansy po prostu nie będzie.

Komentarze