Wychowuję swoje dziecko bezstresowo. Czy bez stresu?

Dziś o bezstresowym wychowaniu powiesz głównie, a może jedynie, widząc rozwydrzonego bachora, który z własnym rodzicem robi co chce. Powiesz tak, kiedy będziesz chciał nacechować negatywnie jego metody wychowania i sposób postępowania z dzieckiem. Nic dziwnego – bo tak potocznie przyjęło się u nas definiować i postrzegać wychowanie bezstresowe właśnie.

 

Nazywamy tak więc widoczne już skutki, ale nie wychowania jakiegokolwiek – stresowego, bezstresowego, autorytarnego czy laissez faire. Dziecko, które niejako poza kontrolą i wpływem autorytetu rodzica, pozwalające sobie na zbyt wiele, to po prostu efekt braku wychowania, braku wpojenia norm i zasad.

 

Miejski bullshit

Twarda definicja i pochodzenie wychowania bezstresowego ma początki w latach tuż po drugiej wojnie światowej, następnie swój renesans przeżyło w latach ’70 ubiegłego wieku. Ale nie będę tu rozprawiał o teorii i historii tej anty-pedagogicznej (antypedagogika to jedno z założeń tego sposobu) metody wychowawczej. Bo chodzi mi o dziś.

Chyba każdy zna którąś z wersji tej legendy miejskiej:

 

Jedzie mama z synkiem tramwaju, mały opluł jednego z pasażerów. Pasażer zwraca się do mamy, by ta uciszyła dziecko i zwróciła mu uwagę by przestał go opluwać. Matka mówi do pasażera “No wie pan, moje dziecko jest wychowywane bezstresowo”. Po tych słowach pasażer pluje na matkę i mówi “ja także byłem wychowywany bezstresowo”.

 

inna wersja:

Jakiś gówniarz kopał starszą panią siedząca naprzeciwko. Po kilku bezskutecznych prośbach, matka stwierdziła że dziecko jest wychowywane bezstresowo a wtedy chłopak siedzący obok wyjął z ust gumę do żucia i przykleił gówniarzowi do czoło stwierdzając to samo.

 

Znamy to prawda? Jeśli ktoś ci to opowiada i twierdzi, że był tego świadkiem, to wiedz, że jest nowy w mieście, pewnie na pierwszym roku studiów 🙂

 

Tylko nie oczy!

Tak właśnie dziś to postrzegamy, że wychowanie bezstresowe to pozwalanie dziecku na wszystko. Ale to nie jest tak. Tzw. bezstresowe wychowanie zakłada odejście od autorytarnego kierowania zachowaniem dziecka. Taki przykład: wtedy, gdy dziecko nie chce obiadu, a rodzic na to “ok, nie chcesz to nie jedz, jak zgłodniejesz to sam przyjdziesz, poprosisz, zrozumiesz”. Natomiast nie: “ojej dziecko, zła mamusia zrobiła paskudny obiad, wybacz mi, masz tu snickersa i monte na przeprosiny, ała, ała! nie kop mnie, aaaa moje oczyyy!”

Właśnie niedawno zdałem sobie sprawę, że wychowuję moje dziecko bez stresu. Czy bezstresowo w potocznym rozumieniu? Chyba nie. Rozmawiam, tłumaczę, pozwalam podejmować decyzje, jeśli w mojej ocenie jakaś może mieć kiepskie skutki – mówię jej o tym prosto w oczy, co się wydarzy i ma ocenić czy będzie to dla niej fajne. I ona rozumie.

 

Zostaw aparat!

Przykład z tego weekendu. Gabi od zawsze ma straszny ciąg do aparatu, szczególnie kiedy ja właśnie robię zdjęcia. Nieszczególnie przepadam za odstępowaniem jej go, to chyba jasne – wszystko poprzestawia, pobrudzi szkła, upuści, no i zawsze chce go wtedy, kiedy i ja go potrzebuję. I właśnie dlatego, że bój o aparat przeważnie toczył się w sytuacjach pilnych, kończyło się na” Gabi! Nie! Zostaw!” wyrwaniem z rąk i jej mniejszym lub większym niezadowoleniu odpowiednio zamanifestowanym.

W ostatnią niedzielę podczas pstrykania zdjęć w parku, goniony przez córkę, postanowiłem rozwiązać i ten problem. Ukucnąłem, pokazałem z bliska, powiedziałem, zapytałem czy wie co to jest, co tata robi i odpowiedziałem jej pełnymi zdaniami na te pytania, kiedy przytaknęła, że wie. Potem wytłumaczyłem, że kiedy tata trzyma aparat to właśnie dlatego, że robi zdjęcie i pokazałem jedną fotkę na ekranie. Zapytałem czy chce tacie zabrać aparat i czy wie, że wtedy nie zrobię już żadnego zdjęcia, nie będzie miała pamiątki i nie pokaże nic babci z weekendu. Od tej rozmowy Młoda już ani razu nie zawołała o sprzęt.

 

001bezstresowe wychowanie

 

Rozmowa, rozmowa, rozmowa, czas

Taką samą metodą zagwarantowałem sobie pewność, że nie weźmie gorącego do rąk, nie włoży palucha do kontaktu, że wyciągnie rękę na przywitanie z innym dzieckiem, że na parkingu będzie pilnowała by się nie oddalić, wie, że książki trzeba szanować, że na placu zabaw może bawić się tam gdzie chce, ale musi uważać na to, na tamto… Ma wszystko wytłumaczone, zna konsekwencje i często sama do nich wraca – np. mówiąc gaga nie! – to na gorące, lub Bibi hen-hen! kiedy wie, że się może zgubić.

Czasem kiedy nie chce włożyć butów, my mówimy, że już idziemy, że jak chce, może zostać sama w domu i się pobawić. Nie ma szarpania, proszenia, grożenia, siłowania, krzyku. Jeśli jest pochłonięta czymś innym (np. ostatnio plasteliną) to przy drugim podejściu siada i zakłada buty, jeśli nie – robi to już po pierwszej “propozycji zostania w domu”.

 

Dwie skrajności

Dziś mamy taką sytuację – nastąpiła jakaś skrajna polaryzacja w prowadzonym dyskursie: albo jesteś ten co bije, łącznie z klapsami oczywiście i jesteś tak samo wyrodny, jak ten, który chleje i katuje co dzień, albo mówisz, że nawet klaps to przemoc a ty nigdy w życiu nie uderzyłeś i nie uderzysz dziecka, więc automatycznie przykleja ci się gębę rodzica wychowującego bezstresowo – w tym najgorszym rozumieniu, a tym samym przypisuje ci się wszelkie występki “dzisiejszej młodzieży”, bo to właśnie przez takich jak ty! Przykładem choćby dzisiejsza rozmowa Aleksandry Piotrowskiej z Tomaszem Terlikowskim w audycji Za a nawet przeciw. Polecam TUTAJ.

I naprawdę nie ma nic pomiędzy?

 

002bezstresowe wychowanie

 

Aurea mediocritas

Otóż jest! Pamiętajmy więc o złotym środku! A nim, w tym przypadku jest zbudowanie autorytetu u swojego dziecka, przecież to mały człowiek, więc budujmy go tak jak w świecie dorosłych – wiedzą, kompetencją, cierpliwością, mądrością…

 

tabela wychowania

 

 

Na zdjęciach Gabi roszczeniowa przed rozmową wychowawczą i Gabi rozumiejąca, już po rozmowie. To działa!

 

Komentarze