Czy smoczek może uzależnić? I co zrobić gdy dziecko “wisi na cycku”?

Bardzo często dostaję pytania od młodych mam na temat smoczka. Czy smoczek może uzależnić? W jaki sposób nauczyć dziecko, aby ssało smoczek? Jak długo dziecko może mieć smoczek? Czy uczyć dziecko smoczka? Pytań smoczkowych jest cała masa, dlatego porozmawiałam na ten temat ze specjalistką.

 

Rozmowa z Dagmarą Danielczyk-Słomian, psychologiem, psychoterapeutą, pracującą zarówno z dziećmi jak i z dorosłymi, prowadzi Gabinet Psychoterapii we Wrocławiu. Dagmara jest mamą małej Mai, jest zwolenniczką holistycznego i naturalnego podejścia do człowieka. I jakiś czas temu bardzo mi pomogła, więc dziś poprosiłam ją o dłuższą wypowiedź na temat smoczków, noworodków i laktacji.

 

Porozmawiamy dziś o smoczkach, bo młode mamy bardzo często skarżą się, że noworodek czy niemowlak bez przerwy “wisi na cycku” i nie chce ssać smoczka. Czy smoczek to obowiązkowy przedmiot każdego niemowlaka?

Obowiązkowy nie, choć bardzo popularny w obecnych czasach. Spotykam rodziców, którzy nie wyobrażają sobie życia bez smoczka, ale również takich, którzy nigdy nie podali smoczka dziecku. Uważam, że ma on wady i zalety. Warto się zastanowić czy chcemy go używać, a jeśli tak, w jaki sposób.

W takim razie jak podjąć decyzję?

Świadomie. Mam nadzieję, że dla wielu rodziców jest to banalne stwierdzenie, ale wiem, że nie dla wszystkich – smoczek jest zamiennikiem piersi, sztucznym substytutem piersi. Jedną z najsilniejszych potrzeb noworodka jest potrzeba ssania. Maluch potrafi ssać kciuk już w łonie matki. Ta potrzeba  jest bardzo silna. I bardzo dobrze, gdyż dzięki temu dziecko niejako zamawia sobie pokarm. Bez ssania piersi przez dziecko nie pojawi się laktacja. To na poziomie fizjologii, psychologicznie natomiast, ssanie jest sposobem na bycie blisko, nawiązanie więzi z matką i poczucie bezpieczeństwa. I nie ma lepszego sposobu na zaspokojenie tych potrzeb niż karmienie piersią.

Ale co ma karmienie piersią do smoczka?

Otóż bardzo dużo. Gdy dziecko ssie smoczek, nie ssie piersi. Zatem ma zaspokajaną potrzebę ssania, lecz nie potrzebę bliskości, nie wytwarza więzi, nie stymuluje brodawki do produkcji mleka. Kiedy pierś nie otrzyma od dziecka informacji, że jest zapotrzebowanie na mleko nie będzie go produkować. A taką informacją jest właśnie ssanie. Często mamy skarżą się, że noworodek „wisi” na piersi cały czas. Ja odpowiadam – i bardzo dobrze, bo tylko takie wiszenie zapewni mu wystarczającą ilość mleka. Jeśli w tym pierwszym okresie, zaraz po narodzinach dziecka, podamy smoczek, może okazać się, że to początek końca karmienia piersią, gdyż niedostymulowane piersi nie będą produkować wystarczającą ilość pokarmu. Zacznie się dokarmianie mlekiem modyfikowanym, co tylko pogorszy sprawę i wtórnie wpłynie na problemy z laktacją. A o tym, że mleko matki to najlepsze pożywienie dla dziecka, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Zdarza się też tak, że mamy już do porodu jadą ze smoczkiem spakowanym w torbie do szpitala, a podają go dziecku już w pierwszej dobie życia. To poważny błąd, który może zaważyć na laktacji młodej mamy.

Czyli nie brać ze sobą smoczka do szpitala?

Moim zdaniem nie. Zdarza się, że podanie smoczka proponują położne. Co nie jest dobre. W szpitalu można spotkać się też ze stwierdzeniem ze strony położnej, że dziecko ma silną potrzebę ssania i lepiej dać smoczek. Tylko w pierwszych dobach życia każde dziecko ma silną potrzebę ssania i bardzo dobrze. Właśnie to należy wykorzystać do pobudzenia laktacji, a nie na zamykanie dziecka smoczkiem.

Czyli kiedy można podać bezpiecznie smoczek małemu dziecku?

Wtedy kiedy spełnione są 2 warunki. Laktacja się ustabilizowała i dziecko nauczyło się ssać. W literaturze spotyka się różne daty. Jedni mówią po 6 tygodniach od narodzin, inni po 3 miesiącach.

To bardzo długo…

Tak. Jednak ryzyko, że podanie smoczka negatywnie wpłynie na karmienie piersią jest spore. Zasada jest jasna – w okresie gdy dziecko uczy się ssać, ma mieć w buzi tylko sutek matki. Noworodek musi nauczyć się efektywnie ssać pierś, a smoczek wywołuje u dziecka nieprawidłowy odruch ssania. I to zarówno smoczek uspokajacz, jak i smoczek z butelką. Dziecko ssie dużo płycej, nie musi tak mocno otwierać ust; rozleniwia się. Może się potem okazać, że nie będzie chciało ssać piersi, bo to dla niego trudniejsze i bardziej wymagające. Może też być tak, że nie będzie potrafiło efektywnie ssać. Oczywiście są maluchy, które dostały smoczek wcześniej i potrafiły ssać pierś i nie zakończyło to wcześniej laktacji. Pewnie. Nic nie jest czarno-białe, ale skoro jest ryzyko, a zależy nam na karmieniu piersią, warto się dwa razy zastanowić przed podaniem smoczka wcześniej.

OK, w takim razie czy smoczek ma zatem jakieś zalety? Pewnie ma, skoro jest tak popularny.

Przede wszystkim pomaga się dziecku uspokoić, poprzez zaspokojenie potrzeby ssania. Jest też przydatny przy ząbkowaniu, gdy bolą dziąsła i maluch staje się bardzo marudny. Czasem matka jest tak zmęczona, potrzebuje coś zrobić przy sobie, czy w kuchni, potrzebuje zająć się drugim dzieckiem czy odetchnąć, wtedy smoczek, podany dziecku, może dać jej czas. Jestem zdania, że sam smoczek nie jest szkodliwy, natomiast szkodliwy może być sposób korzystania z niego. Gdy mama czuje, że tego potrzebuje, może podać smoczka, nie zrobi to z niej złej matki, pod warunkiem, że nadal będzie uważna na potrzeby swojego dziecka i smoczek nie stanie się „zatykaczem” każdego płaczu.  Smoczek, używany mądrze i w porę odstawiony, nie wyrządzi żadnej szkody.

W pierwszej kolejności podanie smoczka to decyzja rodziców, co jednak jeśli dziecko nie chce smoczka?

A tak zdarza się czasami. Dziecko może woleć pierś zamiast smoczka. Bo pierś to bliskość, ciepło, pełny brzuszek i obecność mamy. Czyż to nie lepsze niż „gumowe coś”? Jeżeli dziecko pluje smoczkiem, nie da się go do niego zmusić. Można oczywiście próbować szukać odpowiedniego kształtu, typu, próbować smoczków z naturalnych materiałów, oferta na rynku jest olbrzymia. Najczęściej jednak szansa, że jakiś się nieprzekonanemu maluchowi spodoba, jest niewielka. Są dzieci, które nie są w stanie zaakceptować faktury, smaku i zapachu smoczków. W praktyce nauka ssania smoczka mija się z celem. Skoro bowiem niemowle nie chce, to po co go zmuszać?

A jeśli dziecko albo rodzice nie chcą smoczka, a niemowlę jest niespokojne, płaczliwe, to co robić? Wtedy, kiedy młoda mama nie daje już rady…

I rozumiem, że nie wynika to z choroby? Wtedy świadczy to zapewne o potrzebie bliskości, poczucia się bezpiecznie. Można sobie radzić na różne sposoby. Dobrym rozwiązaniem jest chusta – wtedy niemowlę jest blisko rodzica, czuje się bezpiecznie i to często pozwala mu się często uspokoić. Można próbować angażować rodzinę do pomocy, tak aby mama mogła poświęcić więcej czasu maluchowi. Warto pamiętać, że ten czas jest stosunkowo krótki. I choć wydaje nam się on ciągnąć w nieskończoność, już za parę miesięcy nasz maluszek nie będzie już nas potrzebować tak blisko. Potrzeba ssania zwykle zmniejsza się po 4 miesiącu życia. Pamiętajmy, że każde zachowanie noworodka to jakiś komunikat dla nas. Ono nie chce nami manipulować, ono dąży do zaspokojenia swoich potrzeb. Natychmiast,  bo nie umie i nie rozumie, że musi poczekać. Pewnym rozwiązaniem jest również to proponowane przez rodzinę pediatrów Sears („Księga dziecka”) – nasz mały palec, oczywiście umyty dokładnie. Jest to nadal kontakt z żywym ciałem, a palec można umieścić głębiej w buzi dziecka, tak aby nie zaburzyć odruchu ssania. Paznokieć musi być oczywiście krótko obcięty, skierowany w stronę języka.

A czy smoczek może uzależnić?

W pewien sposób tak. Ssanie smoczka może stać się silnym nawykiem. Szczególnie jeśli dziecko ma smoczek w buzi przez większość dnia. Ssanie smoczka może zacząć spełniać inne potrzeby u dziecka. Kiedy brak jest bodźców stymulujących dziecko, brak nowych wrażeń, niejako z nudów, może ono sięgać po smoczek.  Nadmierne przywiązanie do smoczka może też być efektem braku ciepłej i bliskiej więzi z mamą lub wynikać z nerwowej atmosfery w domu, a co za tym idzie z nadmiernym napięciem u dziecka. Wtedy smoczek staje się sposobem na uspokojenie siebie.  Powiem więcej – od smoczka może uzależnić się także rodzic. Gdy każdy płacz dziecka zostaje „zatkany” smoczkiem, jest on używany w każdej okazji, zaczyna zastępować opiekuna, gdy dziecko jest marudne, niezadowolone, zamiast wziąć na ręce, przytulić, podawany jest smoczek – to niebezpieczny znak. Podobnie jak bezrefleksyjne dawanie smoczka na spacerze, w sklepie i tramwaju, po to tylko, aby błyskawiczne rozwiązać problem, którym jest na przykład płaczące dziecko. Jednak incydentalne podawanie smoczka, wyłącznie w sytuacjach kryzysowych, nie uzależni malucha. Jeżeli smoczek towarzyszy mu tylko przy zasypianiu, to nie ma się czym martwić. Oczywiście do pewnego wieku.

To teraz bardzo ważna kwestia:  oduczenie ssania smoczka. Czasem widzę kilkuletnie dzieci ze smoczkami, czy to nie za długo?

Specjaliści nie są zgodni, niektórzy zalecają, aby oduczyć dziecko ssania smoczka w wieku 9-12 miesięcy, inni twierdzą, że można z tym poczekać do 18-24 miesiąca życia. Niektórzy wskazują, że zbyt długie ssanie smoczka powoduje problemy ze zgryzem, z próchnicą, zakłóca rozwój mowy. Dla mnie najważniejsze jest, aby przygotować dziecko na odstawienie smoczka. Nie jestem zwolennikiem historii o złej wiedźmie, która w nocy zabrała ukochanego smoczka.  Nie można oczekiwać, że smoczek z dnia na dzień zniknie z  życia dziecka, szczególnie jeśli stał się ważną jego częścią. Wszelkie metody nagłego znikania ulubionego przedmiotu zaburzają poczucie bezpieczeństwa dziecka.  Zalecam wprowadzanie pewnych ograniczeń, aby przyzwyczaić dziecko do znikania smoczka. Na przykład smoczek mieszka w sypialni, więc możemy go ssać tylko tam. Albo w łóżeczku. Można stosować ograniczenia czasowe i podawać smoka tylko do zasypiania. Można spróbować zamienić smoczka na przytulankę, ulubiony kocyk, poduszkę itp. Można też zapowiadać dziecku, że niedługo smoczek przekażemy mniejszym dzieciom.

Czasem odstawianie smoczka trwa naprawdę długo. Jak sobie z tym radzić?

Tak. Dla niektórych dzieci smoczek wiąże się bardzo z poczuciem bezpieczeństwa, dlatego należy być delikatnym i uzbroić się w cierpliwość.  Należy oswajać malca z tym, że smoczka kiedyś nie będzie. I to co ważne, już po zupełnym odstawieniu smoczka, nie należy dawać go dziecku nawet w najbardziej kryzysowych sytuacjach. Jeśli maluch swoim płaczem wymusi na rodzicu podanie smoczka, nauczy się, że płaczem może uzyskać to czego chce. Dlatego należy mieć inny, skuteczny sposób na utulenie swojego malucha.

Dziękuję Dagmara za rozmowę. Pamiętam ten czas, kiedy Miszel była małym, wiszącym przy cycku noworodkiem. To właśnie Ty napisałaś mi o wszystkich zasadach na temat ssania noworodka. Napisałaś też, że to minie i miałaś rację! Dałaś mi potrzebne wsparcie, co było bardzo ważne dla mnie w tym ciężkim okresie po porodzie. Miszel przez 3 miesiące była dzieckiem bezsmoczkowym, więc miałam ją prawie bez przerwy przy piersi – początkowo 24 h, później tylko do usypiania. Potem pojawił się smoczek w naszym życiu (właśnie w czwartym miesiącu życia Miszel) i stosowany jest dziś tylko do usypiania.

 

Jeśli macie jakieś pytania na temat smoczka to zadawajcie je w komentarzach. Będziemy razem z Dagmarą rozwiewać Wasze wszystkie wątpliwości i dzielić się swoim smoczkowym doświadczeniem!

 

Droga mamo, teraz mój apel do Ciebie! Proszę, przekazuj ten wpis dalej, słownie lub linkiem. Wiem, że często młoda mama zastanawia się nad sensem ssania piersi przez dziecko przez całą dobę, chce nauczyć dziecko smoczka, ale maleństwo woli ssać to, co bliskie i naturalne – pierś. Wierzę, że po tym tekście żadna mama nie będzie narzekać, że jej dziecko “wisi” przy cycku, ale będzie cieszyć się, że nie ma problemów z laktacją i mieć ich nie będzie!