Czy warto dziś wywoływać zdjęcia. Nasz sposób na piękne zachowanie wspomnień na lata

 

Żyjemy w fantastycznych czasach, w których mamy dostęp do najlepszych technologii – czyli między innymi do urządzeń, które umożliwiają zrobienie mnóstwa zdjęć w każdej sekundzie naszego życia.

 

 

Nie groźne nam już przeoczenie pięknych chwil, możemy utrwalać je na różne sposoby. Nie musimy bać się, że nie starczy nam kliszy albo zabraknie kasy na wywołanie odbitek. Co jeszcze lepsze, możemy te zdjęcia oglądać natychmiast i przenosić je na dyski o nieskończonej pojemności. No bajka! Jest tylko jedno, małe „ale”.

 

 

„Chodź, pokażę ci zdjęcia”

Wyobraź sobie, że rozmawiasz z koleżanką o wyjeździe na narty. W pewnym momencie ona mówi: „Wiesz co? Najlepiej to pokażę ci zdjęcia z naszego wyjazdu, chodź!” – i ciągnie cię za rękę w stronę stacjonarnego komputera. Włącza go, mija dłuższa chwila. Zaczyna szukać pendriveów, bo okazuje się, że fotografii nie ma w plikach w komputerze. Znajduje, przegląda („tu nie”, „tu też nie…”, „może tu…” – ty w tym czasie zaczynasz myśleć o swojej stygnącej kawie i zmarnowanej szansie na rozmowę). W końcu – są! Koleżanka stopniowo zaczyna przeglądać fotografie, co wbrew pozorom wcale nie jest proste, bo chcąc zrobić najlepsze fotki, robiła ich po prostu miliony. Słuchasz klikania – odgłosu przeglądania kolejnych niemal identycznych fotek w poszukiwaniu kilku tych „cennych”. Minęło 30 minut i ostatnie, na co masz ochotę, to zobaczenie tych czterech zdjęć. Jesteś znudzona samym czytaniem o takiej sytuacji, prawda?

 

 

Zatrzymać chwile, czyli dlaczego fotografie stanowią ważną część naszego życia

Ten, kto wymyślił fotografie, zrobił ogromną rzecz dla ludzkości. Dla ciebie, dla mnie, dla naszych rodzin. Jak widzicie na blogu, uwielbiamy utrwalać piękne chwile z naszymi pociechami. Kochamy wracać do okresu, w którym nasze dzieci ledwo co się urodziły, zaczynały podnosić główki, pełzać i chodzić. Cenimy sobie to, że możemy zatrzymać w kadrze ich wybuchy śmiechu, radosną zabawę, chwile zaskoczenia i obłędnego zachwytu malującego się na słodkich buziach.

 

 

Mamy tysiące zdjęć. Możliwość spojrzenia „jeszcze raz” na tamte momenty jest magiczna i nieprzeceniona. To najpiękniejsza w świecie pamiątka – bo przecież to właśnie wspomnienia są tym, co pielęgnujemy najbardziej. To dzięki fotografii śpiącego maluszka możemy niemal poczuć zapach proszku dla niemowląt. Przypomnieć sobie o tej słodkiej piżamce, która tak błyskawicznie zrobiła się za mała. Powiedzieć: „Spójrz na ten wazon, pamiętasz go? Potem mała go zbiła, wystraszyła się strasznie, płakała chyba z dziesięć minut”.

 

 

Chwile z naszego życia przemijają w błyskawicznym tempie. Nie wiadomo, kiedy niemowlę staje się przedszkolakiem, uczniem, nastolatkiem. W końcu łapiemy się na tym, że ten chłopiec, co to „ledwo wyrósł z pieluszek” właśnie oświadcza nam, że się żeni. I wtedy z pomocą przychodzą fotografie. Można je wyjąć, pogłaskać papier, uśmiechnąć się do trzymanego w dłoni zdjęcia. Nasze przepiękne wspomnienia, odświeżane dzięki obrazom.

 

 

Co łączy te dwa wątki?

A teraz pytanie – co łączy poruszane wyżej dwa wątki? Dlaczego najpierw kazaliśmy ci wyobrazić sobie sytuację z koleżanką, a potem napisaliśmy o magii fotografii? Oczywiście nie bez powodu – bo chodzi o łatwy dostęp do Twoich najpiękniejszych wspomnień. O to, abyś uświadomił lub uświadomiła sobie, że obrazom, które dokumentują najpiękniejsze sytuacje z Twojego życia, należy się szacunek i odpowiednia oprawa.

 

 

Swego czasu także wrzucaliśmy miliony zdjęć do komputera. Zostawały tam na wiele lat, rzadko otwieraliśmy poszczególne pliki. Szczerze? Nikomu nie chciało się tego robić. Setki razy obiecywałam sobie, że obejrzę sobie wieczorem zdjęcia – przy lampce wina wrócę do tych wszystkich pięknych momentów. A potem siadałam na kanapie i mi się odechciewało. Bo przecież tyle zdjęć jest powtórzonych, tyle dysków trzeba przejrzeć, ech… jutro.

 

 

Pewnego dnia uderzyło mnie, że chciałabym usiąść z tą lampką wina w fotelu, przy ciepłym świetle lampki i położyć sobie album na kolanach. Dotknąć papieru, między strony włożyć laurki od moich córek. Oglądać tylko wybrane fotografie, te najpiękniejsze. Usłyszeć od gości: „ooo, to zdjęcia? Mogę obejrzeć?” Postanowiłam więc wprowadzić stosowne zmiany.

 

 

W poszukiwaniu idealnego albumu trafiłam na ofertę CEWE. I wiecie co? Zakochałam się.

Zdjęcia w formie książki są właśnie tym, czego usilnie szukałam. Przepiękna jakość papieru, nowatorskie podejście, żadnej folii, która przesłaniałaby widoczność szczegółów albo z której zdjęcia mogłyby wypaść. Do tego różne formaty – od tych małych po naprawdę wielkie, przeróżne rodzaje okładek (można wybierać choćby między okładkami „zeszytowymi” a twardą, elegancką oprawą) i możliwość pełnej personalizacji. Z CEWE możecie zadecydować o kolorze tła, układzie zdjęć, dodatkach czy podpisach – wszystko, co Wam się tylko marzy, może znaleźć się na kartach książki ze zdjęciami. Włożyłam więc trochę wysiłku w przeglądanie wcześniej zrobionych fotografii, wybrałam te, na których zależało mi najbardziej i zamówiłam kilka fotoksiążek CEWE.

 

 

 

Teraz wszyscy możemy wracać do wspomnień – każdego dnia, w każdej minucie, są na wyciągnięcie naszych rąk. Nie straszne im awarie komputera, spalone dyski i bałagan w plikach. Co serdecznie polecam i Wam – może dzięki temu, jak ja i Kuba, w końcu usiądziecie w fotelu, z lampką wina, i wrócicie do tych wszystkich wyjątkowych chwil?

 

 

 

Żeby trochę Wam to ułatwić mam dla Was bon prezentowy 30 zł na CEWE FOTOKSIAŻKĘ za 120 zł na kod

CEWEOCZEKUJAC

na stronie www.cewe.pl

 

 

Komentarze