Wszystko co chcecie wiedzieć o placu zabaw dla dzieci… i nie boicie się zapytać

 

Tak, tak, tytuł to nie pomyłka. Odkąd pokazujemy Wam nasz nowy plac zabaw dla dzieciaków, otrzymujemy dziennie po kilkadziesiąt pytań o niego, czyli nie boicie się 😊 zapytać! Ale by nie odpowiadać każdemu z osobna i by zebrać garść informacji o nim, to skrobnę tu kilka zdań i okraszę je kilkoma zdjęciami.

 

 

Nasz plac zabaw to model Vanilla Flyer firmy Wickey, kiedy zajrzycie do nich na stronę zobaczycie, że to marka, która specjalizuje się w tego rodzaju konstrukcjach – zarówno do użytku prywatnego, domowego jak i całkiem profesjonalnego – np. place zabaw do parków miejskich, czy przedszkoli. Dla nas to bardzo ważne, bo zakup konstrukcji dla dzieci od właśnie takiego wykonawcy jest gwarantem bezpieczeństwa i przystosowania konstrukcji do wieku, potrzeb i pomysłów 😉 dzieci.

 

 

Zobaczycie też na stronie, że placów zabaw mają wybór przeogromny, więc jeśli rozważacie (a powinniście ;P – o tym za chwilę) taki bajer u siebie w ogrodzie to na pewno znajdziecie coś dla siebie. U nas, szczerze powiem, kwestia placu zabaw wyszła nieco przypadkiem. Nie planowaliśmy stawiać takiej konstrukcji bo na podwórku mieliśmy już zjeżdżalnię, trampolinę, domek drewniany – wydawało by się, że wystarczy, bo o huśtawki jakoś dzieciaki się nie dopominały, w dodatku aktualnie jest tyle placów zabaw wybudowanych przez miasta, wioski i gminy, że wystarczy wyjść kawałek za posesję by na jakiś trafić. Co więcej, u na dzieciaki jeśli idzie o pasję do huśtawek podzieliły się w specyficzny sposób.

 

 

Otóż Gabi od maleńkości była prawdziwym huśtawkowym potworem, zarówno na tych na dworze jaki tej domowej potrafiła się huśtać, lub być huśtana nawet półtorej godziny ciągiem! Tak! Misia, huśtawki wszelkie polubiała taką sympatią przelotną – zawsze bardzo chciała iść „huśtu, huśtu”, ale po max 10 minutach nudziło ją to. Natomiast Kornel to typowy rojber, duch niespokojny a huśtawka to atrakcja na której jednak trzeba siedzieć – więc… to nie dla niego! Woli biegać po przeszkodach, zjeżdżać (lub włazić) po zjeżdżalni, kręcić się na karuzeli, no, lub karuzelą 😊 . Wydawałoby się więc, że plac zabaw nie jest u nas konieczny i może być pomysłem przestrzelonym.

 

 

Ale. Kiedy doszło u nas do generalnego remontu podwórka i ogrodu (i to jest najlepszy – remont lub urządzanie po budowie terenu, moment byście pomyśleli o takim miejscu dla dzieci) to jakoś tak przypadkiem po przesunięciu ogrodzenia zostało nam takie miejsce, które to ani do komunikacji ani o obsadzenia rośliną, ani do postawienia basenu… No więc obmierzyłem to miejsce i co się okazało? Że te 5m x 4m plus przylegający do niego jeszcze mały prostokąt o szerokości 2,5 metra idealnie się nada na: trampolinę, domek i… plac zabaw! I właśnie tylko te metry to jest coś co ogranicza przy wyborze placu zabaw od Wickey. Bo opcji, tematów, sposobów wykonania mają mnóstwo – każde dziecko znajdzie coś dla siebie. I rodzic też! Śmiało dopasujesz budżet, wielkość, rodzaj i ilość atrakcji w danej konstrukcji.

 

 

No i co? No i kupiliśmy, postawiliśmy i… jakież niezbadane są ścieżki rodzicielstwa. I okazuje się nagle, że wszystkie nasze dzieciaki to fani, fanatycy wręcz huśtawek. Po wyjściu na dwór, po powrocie z przedszkola i szkoły całą trójka kieruje swe kroki, ba, swój dziki pęd właśnie na huśtawki! Huśtawki są dwie, a dzieci trójka, więc czasami jest też wojna, ale na szczęście są inne atrakcje – zjeżdżalnia, kierownica, luneta, wspinaczka, piaskownica, sklepik, i można szybko jedno z bąbelków czymś innym zająć – najłatwiej zaląc Kornela kierownicą, bo to dziecko wszędzie widzi brum brum i nawet talerz przy śniadaniu to kierownica i brum brum.

 

 

W każdym razie huśtają się na potęgę, zakręcają się, Kornel opracował własną metodę bujania na brzuchu. Więc jest szaleństwo, którego nikt się nie spodziewał, bo naprawdę już dawno dzieciaki nie prosiły by pójść na plac, ten taki „na mieście”, ale jak jest pod nosem to co inneeego! 😊

 

 

Jeśli idzie o sam plac zabaw. Kiedy już wybierzecie i przyjdzie do Was to zarezerwujcie kilka dni na montaż, jest on bardzo prosty ale po prostu czasochłonny, bo plac jest w pojedynczych elementach. Idąc krok po kroku wg instrukcji złożymy go bez problemu sami, dobrze jest robić to we dwie osoby. Zgodnie z instrukcją należy też plac zakotwiczyć – osadzić metalowe kotwy w zalewie betonowej – ja do tego wziąłem ekipę, ale na pewno są też tacy domowi majstrzy, którzy ogarną to sami. Czas, to najważniejsze, dać sobie, czas, wiem, że pokusa bujanie i zjeżdżania NA JUŻ może być spora, ale to jest jednak konstrukcja techniczna, w dodatku dla dzieci i warto zrobić to starannie, tak by było stabilne, miało piony i poziomy 😊 .

 

 

Wraz z elementami drewnianymi i wszystkimi śrubami i okuciami, dostajemy arkusz plandeki w wybranym kolorze i arkusze klejone – to z nich wg własnej inwencji i talentu robimy całą ozdobę placu! Czyli możemy ubrać go w zupełnie wyjątkowy sposób. Ja na przykład zrobiłem w zasadzie już odpadku plandeki chorągiewkę, a z innego kawałka zrobiliśmy napis – Plac Zabaw Gabi, Misi i Kornela. Super sprawa takie wycinanie lodów i w ogóle wymyślanie co zrobimy 😊 .

 

 

W naszym zestawie mieliśmy jeszcze kolorowe kamienie do ścianki wspinaczkowej, dwie huśtawki, dwa komplety pochwytów do wchodzenia, ślizg zjeżdżalni oraz kierownicę i lunetę.

 

 

I do każdego modelu są w standardzie różne dodatki, a ponadto na stronie Wickey.pl można dokupić dowolne elementy jakie się chce mieć, my już myślimy o drabince. Mi osobiście podoba się też ta syrena, ale nad tym zakupem muszę się poważnie zastanowić – wiecie – coś w rodzaju bębenka czy fletu dla kilkulatka… 😀 Ale coś na pewno dokupimy, bo na samą myśl już buzia mi się cieszy!

 

A nasza Vanilla bawi dzieci, cieszy rodziców i w dodatku zdobi naszą posesję, bo to też po prostu bardzo ładny plac zabaw! 🙂

 

Komentarze