Huśtu-huśtu, czyli bujaj (się) tata!

Nasze Dziecię pierwsze szlify huśtawkowe zdobywa już od urodzenia – na domowej huśtawce w futrynie drzwi.

Jakoś późno wpadliśmy na to (za inspirację dziękujemy Cioci Z. 🙂 żeby wziąć Małą na pełnoprawny plac zabaw i tam już na wyższym poziomie i profesjonalnym sprzęcie przygotowywać ją do przyszłego zawodu astronauty. Bryśka wręcz nie znosi powolnego bujania ani tym bardziej swobodnego zwisu w huśtawce. Musi być huśtanie i to takie na maksa – do 360 stopni obrotu jeszcze nie doszliśmy, ale 180 już mamy za sobą 🙂 Im większy wiatr we włosach, tym większa radość.

Już nieraz oglądaliśmy przerażone miny gości u nas w domu kiedy Gabi zarządzała tę właśnie rozrywkę i gdy huśtana prawie dotykała nogami lampy na suficie.

O bezpieczeństwo dziecka proszę się nie obawiać – huśtawki mają certyfikaty 😉 – te na placu zabaw jakieś tam oficjalne i normatywne, a ta w domu ma certyfikat kochającego i troskliwego ojca – sam ją przecież montował 🙂


 

Komentarze