Czy to mogłam być ja?

Dzisiaj przeczytałam dwa straszne teksty. Tak straszne, że na samą myśl robi mi się słabo i niedobrze, a to zdarzyło się naprawdę. Było, jest i może znowu będzie.

Portal NaTemat opisał historię Natalii, która miała internetowego znajomego. Jan czytał bloga Natalii, przyjaźń kwitła, a po paru miesiącach Jan stał się bluszczem, który otaczał Natalię nie pozwalając jej na inne rzeczy, jak tylko czatowanie, mejlowanie, rozmawianie z nim. O wszystkie inne osoby był chorobliwie zazdrosny i ostatecznie znajomością zajęła się policja. Okazało się, że Jan to nie Jan tylko Joanna, która “ukradła” zdjęcia jakiegoś chłopaka, wymyśliła inną historię życia, by “uwieść” Natalię i ją od siebie uzależnić. Byłam w szoku, jak to czytałam, ale to nie koniec…

Wieczorem dowiedziałam się, że podobną historię półrocznej znajomości internetowo-mejlowo-telefoniczną przeżyła Justyna 5 lat temu! Horror, który przeżyła to prawie kopia historii Natalii: internetowa przyjaźń z Marcinem, intensywne rozmowy online i przez telefon. Na końcu okazuje się, że za wszystkim stoi Kaśka, która wcześniej grała rolę brata Jana. Na końcu okazało się, że jest więcej takich dziewczyn, które mają internetowego chłopaka – znają go tylko ze zdjęć i z szepczącego głosu w słuchawce telefonu.

I tak bardzo, jak lubię wszystko, co internetowe (znajomości, czaty, opinie, blogi) tam bardzo dziś najzwyczajniej w świecie się przeraziłam… bo to mogłam być ja. Każdy z nas czasami potrzebuje uwagi innej osoby, cieszy się, gdy ktoś ciekawy zacznie rozmawiać, pisać, interesować się. Kto z nas nie lubi dostawać smsa rano lub wieczorem z uśmiechniętą emotikoną? To przecież takie miłe, kiedy ktoś po drogiej stronie monitora/telefonu o mnie myśli! I taka wirtualna przyjaźń szybko może przemienić się w uzależnienie – a to nawet w stalking.

Stalking jest definiowany jako „złośliwe i powtarzające się nagabywanie, naprzykrzanie się czy prześladowanie, zagrażające czyjemuś bezpieczeństwu”.

Internet może być dobry lub zły – wszystko zależy od intencji do jakich chcemy go wykorzystać, a z tym już bywa różnie. W sieci są miliony ludzi, którzy szukają swojej drugiej połówki. Ja sama jestem przykładem internetowego małżeństwa (poznałam Kubę na portalu Fotka.pl – istnieje to jeszcze?) i znam dużo par, które właśnie internetowo odnalazły swoją drogą połówkę. I nie ma w tym nic złego! Ale jeśli po paru miesiącach intensywnej, wirtualnej znajomości Ona lub On nie chce się spotkać, jeśli coś podczas rozmowy wydaje się podejrzane, jeśli ktoś pisze wiadomości bulwarowym językiem, chociaż wcześniej było soczyście i kwieciście – to nie ma na co czekać! Nie można oddawać swojego życia w czyjeś ręce tylko dlatego, że ktoś chce się dobrze bawić! Nie ma na to zgody i koniec!

Siedzę i myślę, jak to możliwe, że młode, wykształcone i piękne dziewczyny dały się nabrać i trwać w kłamstwie przez wiele miesięcy – i do tego pozwoliły wyniszczyć się psychicznie innej, zupełnie nieznanej im dziewczynie. Każdy chce kochać i każdy z nas chce być kochany, ale kiedy życie wirtualne zaczyna przysłaniać życie realne, kiedy “miłość” dzieje się tylko przed komputerem, kiedy “to” uczucie już nie uskrzydla a ciągnie w dół to znak, że kłamstwo znowu zaczęło działać a ktoś ma z tego niezłą uciechę.

Czy takie historie to znak naszych internetowych czasów i idącej za tym powszechnej dostępności informacji, w tym informacji o nas samych? Nie do końca.

Tragiczny finał miała podobny “znajomość” Agnieszki Kotlarskiej i Jerzego L. Historię Miss Polski i Miss International 1991 poznałam jakiś czas temu siedząc na kanapie u znajomych i oglądając dokument w TV. Polska modelka została zasztyletowana przed swoim domem we Wrocławiu na oczach dwuipółletniej córeczki, bo stanęła w obronie męża. Parę minut wcześniej o rozmowę poprosił ją psychofan, który od dłuższego czasu nachodził ją i zadręczał wyznawaniem miłości. Nie zgodziła się i zginęła w wieku 24 lat. Jerzy L. w 1996 r. został skazany na 14 lat więzienia. Dziś składa kwiaty na grobie Agnieszki.

Takich ludzi powinno się przymusowo leczyć i odizolować od społeczeństwa, by już nigdy nikt przez nich nie cierpiał.

to mogłam być ja

Zdjęcie: NaTemat.pl