Jak na dobre jesienią wystraszyć kaszel?

 

O jesieni mówi się, że bywa piękna. To przecież złote liście – idealne tło dla klimatycznych zdjęć, chłód, w którym wielu z nas funkcjonuje lepiej niż w okresie upałów, ale też szkoła, przedszkole i powrót do wyczekiwanej „normalności”.

 

Jednak jesień ma też swoje drugie oblicze. To bezsenne noce, katarki i kaszel, który roznosi się po całym domu. Tak, drodzy rodzice – czas wziąć głęboki oddech, bo wirusy i bakterie też wracają z wakacji.

 

 

Zegar pokazuje 2.36. Mam wrażenie, że cały świat śpi – jest ciemno, cicho i spokojnie. Wiem, że za maksymalnie 4 godziny czeka mnie pobudka, wiem też, że będę miała jutro worki pod oczami i energii zabraknie mi gdzieś już około 16. Dlaczego więc nie śpię? Nie, wcale nie chodzi o duży brzuch i wiercącego się w nim Kornela – dałabym radę przysnąć mimo akrobacji mojego syna. Problemem jest to, co za chwilę przerwie słodką ciszę – kolejny atak kaszlu Misi albo Gabi. Bo przecież jest przełom października i listopada. Czas, w którym wirusy i bakterie budzą się do życia.

Noc, którą opisuję, miała miejsce niespełna rok temu. Wówczas Miśka nie chodziła jeszcze do przedszkola, ale chodziła do niego Gabi – i, niestety, wraz z przepięknymi pracami plastycznymi i zaproszeniami na Dzień Mamy i Taty, przynosiła też z placówki kolejne drobnoustroje, które w mig łapała od niej Miśka, albo na zmianę – kiedy to Miśka lepiej funkcjonowała, to Gabi coś łapała.

 

 

Pamiętam, jak kiedyś jedna z moich koleżanek powiedziała: „jak mnie wkurza to całe jesienne chorowanie”. W pewnym sensie ją rozumiem. Chorowanie jest wkurzające, a na sam widok cieknącego nosa dziecka wielu rodziców głęboko wzdycha. Zaraz się zacznie – zwolnienie z pracy i krzywe spojrzenia koleżanek, bezsenne noce, kupa kasy zostawiona w aptece. Jednak kiedy moje dzieci chorują, dominującym uczuciem jest dla mnie… bezradność. Boli mnie, że nie mogę im pomóc, że nie mogę ich tego okropnego kaszlu zabrać, sprawić, żeby przestał je męczyć i po prostu dał pospać. Złapałam się nawet na tym, że kiedy któreś z moich dzieci nie może odchrząknąć zalegającej wydzieliny, sama czuję wręcz taki odruch, drapanie w gardle.

Swoją drogą… czy u Was też jest tak, że kiedy dziecko zaczyna chorować, to nagle stajecie się rodzinnym słońcem, gwiazdą numer jeden, wokół której kręci się funkcjonowanie najmłodszych członków rodziny? U nas co prawda dzieli się to po równo na dwoje rodziców, ale dzieci mamy jednak trójkę 😊, wspieramy się oboje, ale wiadomo, że są fazy i czasami włącza się klasyczna mamoza i na przykład Miśka już od rana musi do mamy nie zważając na to czy mama spała w nocy czy też nie a Gabi znów uweźmie się na tatę i tylko on może usypiać, podać lek, zrobić kanapeczkę… Przyklejają się do nas jak słodkie rzepy, a to zasypiając na kolanach i wkładają do swojego słownika tylko jedno słowo: „mamaaa”, “tataaaaa”. Znacie to 😉?

 

 

Skutki są łatwe do przewidzenia. Tulimy, nosimy, głaszczemy, wspieramy dobrym słowem i ustępstwami gdzie się da 😉 , ale też nie śpimy. Jesteśmy zmęczeni – jesienny czas to ten, w którym chwilami czujemy się jak zombie – zeszły sezon jesienny, ale i wiosenny właśnie tak pamiętamy. Kawa nie pomaga, a i odpocząć w ciągu dnia nie ma jak – niewyspany, wymęczony przez infekcję i kaszel maluch nie ma najlepszego humoru i łatwo to zrozumieć.

 

Co robimy, kiedy kaszel już się pojawi?

No dobrze, podzieliłam się już emocjami towarzyszącymi infekcji u dzieci – znacie je pewnie równie dobrze, więc przejdźmy do konkretów. Nad infekcjami i kaszlem nie można załamywać rąk, trzeba działać i spróbować ulżyć maluchowi. Jak my to robimy?

Otóż ci, którzy już nas znają, wiedzą dobrze, że cenimy sobie naturalne rozwiązania i metody – mówiąc wprost, każda infekcja, która dzięki naszym staraniom nie zakończy się podaniem antybiotyku, to dla nas duży sukces. Na szczęście mamy pediatrę, która ma dokładnie takie samo podejście do sprawy i zachęca nas do naturalnego wspierania organizmu w walce z infekcją z jednoczesnym łagodzeniem różnych objawów.

W tym ostatnim, a przede wszystkim w łagodzeniu kaszlu, już jakiś czas pomaga nam Muconatural Complete – usłyszałam o jego dobrym działaniu właśnie niespełna rok temu, podczas opisanej infekcji Misi. Postanowiłam spróbować i już przy nim zostaliśmy – chcę więc polecić go i Wam.

 

 

Co musicie wiedzieć o tym preparacie? Ma w 100% naturalny skład, który od razu mnie przekonał – to tymianek, składnik polisacharydowy z babki lancetowatej oraz miód, który przylega do błony śluzowej gardła i tworzy barierę. Po drugie – działa na każdy rodzaj kaszlu. Nie wiem, jak Wy, ale ja ZAWSZE mam problem, kiedy pediatra mnie pyta, jaki rodzaj kaszlu ma dziecko. No bo niby suchy, ale jednak wieczorem to się trochę zmienia, a od dwóch dni też jest jakoś inaczej… Z Muconatural Complete nie muszę się nad tym zastanawiać – jego działanie na każdy rodzaj kaszlu jest potwierdzone badaniami. To mnie uspokaja 😊.

Bardzo łatwe jest też dawkowanie – dzieciaki w wieku 1-6 otrzymują po 5 ml dwa razy na dobę, starsze po 10 ml dwa razy na dobę. Jeśli jednak jest taka potrzeba, można podawać preparat aż czterokrotnie w ciągu doby. Musicie jednak pamiętać, że jest to syrop dla dzieci, które ukończyły już pierwszy rok życia.

 

 

A teraz przyznać się – kto ma w domu dzieci, które bez szemrania i dyskusji przyjmą nawet najbardziej gorzkie lekarstwo? Wiem, że takie maluchy istnieją, widziałam je na własne oczy😊. Niestety nie we własnym domu – moje pociechy podejrzliwie zerkają na wszystko, co im podaję w okresie przeziębienia i żeby ochoczo otworzyły buzię, preparat musi być po prostu smaczny. Na szczęście i tu nie ma problemu – Muconatural Complete ma przyjemny smak i gęstą, gładką konsystencję, która koi gardełko.

 

 

Dlaczego przekonał mnie właśnie ten środek łagodzący kaszel, a nie inne? To proste – przekonałam się o jego działaniu. Wtedy, kiedy Misia była przeziębiona, już po kilku dawkach kaszel stał się wyraźnie mniej męczący. Syrop sprzyja nawodnieniu śluzu, co znacznie ułatwia odkrztuszanie. Nie minęło dużo czasu, a już mogliśmy przespać prawie całą noc (Muconatural Complete można podawać na noc!), oczywiście wciąż “za rączkę” albo z “acy, acy” by ułatwić ten trudny czas, ale już bez pobudek co pół godziny przez kaszel.

 

 

Nie trać czasu na kaszel

Nie każdą infekcję da się pokonać naturalnymi sposobami. Nie zawsze udaje się uniknąć antybiotyku. Niemniej warto pamiętać, że nasze starania mogą przynieść pozytywne skutki. Róbcie więc domowe inhalacje, przygotowujcie syropy z cebuli i czosnku, albo – tak jak my – spróbujcie Muconatural Complete. I cieszcie się spokojniejszymi nocami. Bo dla kogo, jak kogo, ale dla rodziców mają one ogromne znaczenie 😊.

 

 

Partnerem publikacji jest Muconatural Complete.

Komentarze