Domowa sobota

Na tę sobotę mieliśmy zupełnie inne plany, ale chyba trochę ze względu na nocne imprezy naszej Córki i trochę z naszego małego lenistwa zmieniliśmy te plany na domową sobotę 🙂

Domową ale aktywną. Gdybyśmy zostali przy pierwotnych zamiarach ominęłoby mnie kulinarne odkrycie przy śniadaniu, którego by nie było. Raczej tego nie wymyśliłem, bo nie ma chyba rzeczy, która nie byłaby już wymyślona, ale na pewno sam dziś na to wpadłem – Kanapka di pistacchio – tadaaam! Wyśmienita!

Pistacje z Lidla – teraz są w promocji! Z 39 na 29, więc nabyłem ze dwa kila – jak to mówią na wsi.
Chleb ze słonecznikiem z Biedronki – taki pakowany zaraz po prawej jak się wchodzi, górna półka.
Miodzio akacjowy – od Mistrza Pszczelarskiego – taty mojego kolegi z pracy. Absolutnie wystrzegam się kupowania miodów masowych ze sklepów – to nie miody tylko cukrowe ulepki na chińskich trzcinach.

Wczoraj też (pewnie znów nie wymyśliłem) ale zrobiłem wykorzystując li tylko fantazję mą własną bardzo udany gulasz wieprzowy a całkowity jego koszt dla osób 4 wyniósł 18 zł (po cenach z Biedry) – jestem lepszy niż Pascal i Okrasa oraz bracia Kuroniowie razem wzięci ;).

Ze pół kila (wszyscy chórem: jaak maawiają naa wsi) łopatki z wieprza
Opakowanko włoszczyzny
Papryka świeża czerwona i żółta po sztuce
Cebule dwie
Czosnek ząbek
Kasza – torebki 4
Z przypraw to by było tak: sól (of kors), pieprz, papryka słodka i ostra – ciut bo matka karmiąca. I na koniec fantazja mnie poniosła i trochę tzw. maggi dodałem i sosu sojowego bo mi za jasno w garnku było.
Wiadomo – mięsiwo skroić raczej drobniej w kostkę i obsmażyć z przyprawami wszystkimi zusammen i cebulą w krążek, potem utartą włoszczyznę do tego i po pół godzinki skrojoną paprykę i tak dusić aż fajna konsystencja wyjdzie, by nic a nic nie trzeba było zagęszczać a sosik jakiś się ostał – wodą w trakcie podlewać bo bez tego to straż ogniowa Was odwiedzi. I już! Co z kaszą nie piszę, nie? Generalnie w domu gotuję prawie co dzień i są to na ogół moje wymysły, więc chyba zacznę Was tu na łamach nimi uszczęśliwiać 🙂

A popołudniu poczyniłem chyba już ostatnie (a może jeszcze nie) w tym sezonie nasadzenia okołodomowe – rozplenica i wrzosy na skalniaku



Przy sobocie (jaaak maaawiają na wsi) oczywiście miały miejsce jeszcze bardziej prozaiczne prace domowe i gospodarcze, ale o lataniu na miotle w kolejnym odcinku.

Chyba dobrze, że dziś zostaliśmy w domu 🙂

Komentarze