Szpitalne jedzenie


Mamy czasem takie dni zabiegane – ja w pracy a Maria w domu, że robiąc mnóstwo rzeczy stwierdzamy: „na nic nie mam czasu”. W taki dzień z listy priorytetów „to do” w pierwszej kolejności zazwyczaj wylatuje obiad. To znaczy obiad sam w sobie nie do końca bo zjeść trzeba, ale jego zrobienie w domu. Od jakiegoś czasu wtedy z ratunkiem przychodzi nam „szpitalne jedzenie”.

Wyjaśniam: w drodze z pracy do domu w taki dzień odwiedzam Szpital w Lesznie a dokładnie jego przyziemne kondygnacje, gdzie znajduje się szpitalny bufet! J Bufet ten poznaliśmy jak łatwo się domyślić w sierpniu – tam Maria skierowała swe pierwsze kroki (wiedziona zapachem domowej kuchni) po wypisaniu ze szpitala 😀 (pamiętacie all inclusive z wyżywieniem?). I tak od tego czasu i od czasu do czasu będąc w Lesznie całą trójką wpadamy tam na obiad, kiedy wiemy, że powrót do domu będzie zbyt późny by wchodzić jeszcze w gary, albo tak jak dziś TataAkrobata (to ja :P) realizuje zamówienie na wynos z dostawą do domu.

Ja tam lubię te wizyty z konsumpcją na miejscu – ten klimat – wyszczerbiony kubek z kompotem (takim prawdziwym, nie rozrzedzonym kisielem), sztućce i talerze jak z FWP (dla młodszych: Fundusz Wczasów Pracowniczych) – każdy jeden oznaczony „Szpital Leszno”, wywieszka z napisem – „Stoliki zarezerwowane dla Personelu szpitala”, prawdziwe Bufetowe – kiedyś z takiej wizyty zrobimy fotorelację!

Nie zapominajmy o względach praktycznych – parking pod „lokalem”, w „lokalu” dużo miejsca na wjechanie wózkiem i wygodne biesiadowanie niczym cygańska rodzina, windy, podjazdy J . Oraz chyba co najważniejsze –  jakość i cena!

Kiedyś często też bywaliśmy w bufecie Urzędu Miasta Leszno – u Alicji, ale tam zawsze ciasno, wąskie schody, miejsca pod budynkiem na auto brak i chyba wychodzi drożej. Fakt, że pierogi w piątek mają tam rewelacyjne , więc bezwózkowym możemy polecić  J
Generalnie kupując tam – w stołówce szpitalnej – dwudaniowy obiad dla dwóch osób Z DESEREM – bo zawsze za Panią Bufetową stoi blaszka z jakimś domowym ciastem (murzynek, sernik, dziś – jabłecznik – sami zobaczcie jaki!)- czuję, że nie przepłacam. To znaczy, że obiad taki kosztuje de facto tyle co przygotowanie identycznego w domu. A walory smakowe i solidność przyrządzenia, których tu Wam nie opiszę słowami – po prostu domowe! I te zupy – takie, że Maria je zupę na obiad a drugie danie na kolację – bo nie mieści J . Dziś pomidorowa i krupnik – uwierzcie krupnik tak niepozornie wygląda tylko – swe bogactwo kryje głębiej 😀

To jak sądzicie? Ile trzeba zapłacić za taki obiad? Ile to jest drogo, ile znośnie a ile tanio? Kto będzie najbliżej kwoty na paragonie, temu na pewno coś podarujemy J – taki mini konkurs jednodniowy ;). Mam tylko nadzieję, że nie czyta nas żadna bufetowa z Działu Żywienia WSZ – one te ceny mają w głowie i jednym paluszku… Podpowiem, że na paragonie są też należności za opakowania jednorazowe a podwójnie widniejąca surówka z pekińskiej była błędnie skasowana i wystornowana – czyli jej tam nie ma 😀

   

   
   

I jeszcze dwa pilne ogłoszenia parafialne:

1. Witamy pod nowym adresem! www.oczekujac.pl

2. Serdecznie z tego miejsca pozdrawiam naszą czytelniczkę Monikę z Lipna 😉
Z blogiem!

 

Komentarze