Blog parentingowy pisany zarówno przez mamę i tatę. Prawdziwy parenting i lifestyle z dzieckiem. Początkowo ciążowy, teraz rodzinny.

Jedna rzecz, której niestety odmówiłem sobie, od kiedy zostałem tatą ale i tak nie mam czego żałować

Jestem tatą od pięciu lat, od ponad roku nawet podwójnym i śmiało oraz z czystym sumieniem mogę nazywać się tatą na 200% a nawet tak na oko to na 217%, a co, bo kto mi zabroni?

 

W końcu każdej z moich dwóch córek daję po 100% procent czasu i uwagi a nawet więcej, stąd te 17% górką. Ok, może matematycznie to się nie spina i jest zgoła nielogiczne, hahaha, ale uczuciowo, życiowo i po prostu na co dzień tak właśnie jest.

 

 

Jestem tatą, więc…

Wpadłem w ojcostwo absolutnie, jak już w wielu miejscach wspominałem traktuję je jako służbę, czyli tak, że jestem przede wszystkim dla nich, to ten czas kiedy inne role schodzą na dalszy plan i wszystkie działania kieruję tak by potem nie żałować straconego czasu, bo on już nie wróci – każda z nich tylko raz będzie miała rok, pięć lat, pierwszy dzień w przedszkolu, pierwszy kroczek, pierwszą przeczytaną bajkę…

I czy takie bezwarunkowe oddanie się dzieciom nie powoduje, że mi samemu czegoś brakuje? Globalnie nie, bo przedefiniowałem swoje potrzeby i owszem, trochę mnie mierzi kiedy kolejny dzień z rzędu nie mam czasu skosić trawnika przed domem, w którym powoli zaczynają pomieszkiwać zwierzęta egzotyczne bo on sam przypomina już dżunglę, ale nie wiem czy zdarzy się znów takie piękne upalne popołudnie, kiedy Gabi z Michaliną będą mogły wspólnie posiedzieć w basenie, dlatego trawnik poczeka, bo to być może jeden taki dzień w ich życiu, gdzie pięcioletnia Gabi będzie mogła pochlapać się z roczną Michaliną.

 

 

Czy to naprawdę niewykonalne?

Jest jednak jedna rzecz, którą bardzo, bardzo chciałbym umieć wcisnąć w ten rytm życia taty na dwa etaty. Rzecz, której mi brakuje, która z natury jest niezwykle czasochłonna, a więc wcale niełatwa do sprytnego umieszczenia w napiętym kalendarzu zaangażowanego ojca. W dodatku, to tego czego mi brakuje, by mogło się wydarzyć, potrzeba spokoju, chwili dla siebie, czy nawet pewnej izolacji od dzieciaków i całego tego harmidru. Brzmi niewykonalnie prawda? I co to takiego, powiedzże Kuba wreszcie!

To książki! Czytanie książek. Owszem, nie wyparłem czytania z mego życia całkiem, ale jednak z natury bycia tatą pozycje lektur ograniczają mi się jakoś dziwnie do… Koziołka Matołka, Elmera, Biblii dla najmłodszych, serii Świat w obrazkach, Kopciuszka, czy Wielkiego Czerwonego Psa Clifforda, bo akurat codziennego wspólnego czytania z córkami nie zaniedbuję. Zaniedbałem natomiast czytanie dla siebie, zupełnie zrezygnowałem, wymazałem z cyklu dnia, tygodnia…

 

 

Nie poddam się!

Powiedzmy też szczerze, że nigdy nie byłem molem książkowym, nie zaczytywałem się godzinami w aktualne bestsellery czy też klasykę beletrystyki – bo choć lubię poznawać nowe światy, te literackie też, to zawsze brakuje mi cierpliwości do czytania – jakoś zbyt wolny i czasochłonny jest to dla mnie proces – od podstawówki tak mam. Są jednak pozycje takie, które mimo tej mojej awersji do czytania, biorę na klatę, bo wiem jak bardzo będą dla mnie przydatne, o ile mnie wzbogacą, czy dadzą wiedzy. Więc, o ironio, nie mając czasu na czytanie, nadal klikałem w sieci “KUP”, “DO KOSZYKA” przy kolejnych egzemplarzach książek, wg mnie must read. I tak powstała niezła kupka, regalik już nawet powoli, półeczka wstydu – nabyty brak czasu i wrodzony brak cierpliwości – te dwie zmory nie pozwalają mi ruszyć z miejsca z czytaniem.

Ostatnio kupując nawet “Narratologię” Pawła Tkaczyka, kliknąłem też audiobooki jego poprzednich książek – “Grywalizację” i “Zakamarki Marki”, bo przecież audiobook wydaje się być idealnym rozwiązaniem dla takiego przypadku jak ja. I co? I ściągnięte pliki z audiobookami też leżą gdzieś na cyfrowej półce w zapomnianych folderach komputera i wtedy kiedy ewentualnie mógłbym “poczytać” czyli posłuchać, bo mam jakieś pół godziny, godzinkę, to oczywiście nie mam pod ręką plików.

Ale nie poddam się! Jest takie miejsce w internecie, które pozwoli mi wrócić na prawą drogę erudyty. To Storytel, czyli tysiące audiobooków zawsze i wszędzie. Dokładnie – pod ręką bo np. w smartfonie, czyli mogę złapać każdą wolną chwilę czy też dłuższy czas, by pochłonąć książkę. Są dwie takie sytuacje, kiedy czuję, że nieco marnuję czas a mam wtedy idealne warunki do “przeczytania” książki”.

 

 

1. Trasa – rodzina w drodze

Wtedy kiedy jedziemy pół Polski całą rodziną samochodem i gdy już wszystkie trzy księżniczki posną w swoich fotelach a ja tak cisnę tą autostradą, nie grają już nawet piosenki Dziecięce Hity, które zawsze puszczamy dla dziewczyn, cisza w aucie, więc idealna sytuacja by zapuścić sobie czytankę! I czasami nawet dwie godziny na to, by nadrobić zaległości czytelnicze. Idealnie po raz pierwszy!

 

2. Spacer – wózkiem z Michaliną

W terenie z Michaliną aktualnie jest tak, że albo pełna wzrokowa eksploracja otoczenia, albo chwila przejażdżki i spanie. A jeśli spanie i gdzieś ławeczka w parku, lesie w pięknych okolicznościach przyrody to też i dwie godziny pośpi. A tata zamiast scrolować fejsa na smartfonie, czy robić coś równie nieproduktywnego, może właśnie oddać się lekturze, odpalając apkę w telefonie i sięgając po książkę na swojej wirtualnej półce w Storytel! Idealnie po raz drugi!

 

Storytel (www.storytel.pl), to aplikacja do słuchania audiobooków w streamingu na telefonach, tabletach i komputerach. W ramach jednego abonamentu, możesz korzystać z całej bazy audiobooków, bez ograniczeń. Aktualnie obejmuje ona ponad tysiąc polskich oraz ponad trzydzieści tysięcy tytułów angielskich i z każdym dniem rośnie. Aplikacja umożliwia również słuchanie audioboków w offline. Nie zastępuje tradycyjnej książki, ale jest jej doskonałym uzupełnieniem wtedy, kiedy nie możemy czytać lub nie możemy zabrać ze sobą całego księgozbioru, np. prowadząc samochód, gotując, sprzątając, czy podróżując.

 

 

Przed naszym wyjazdem do Niemiec, gdzie właśnie jesteśmy od kilku dni, przejrzeliśmy dokładnie katalog w Storytel i skompletowałem swoją biblioteczkę. Nasza trasa za granicę do babci to 8 godzin jazdy, więc poczytałem! Póki co dla siebie znalazłem wspomnianego Pawła Tkaczyka i jego dwie książki – idealnie – jestem w trakcie, bo na powrocie kontynuacja! Tutaj mamy tyle zajęć, że o tradycyjnym czytaniu, mimo że to wakacje, mogę zapomnieć!

 

Jak to działa?

Zakładasz konto na storytel.pl, pobierasz aplikację na smartfona: ANDROID – KLIK  lub APPLE – KLIK , płacisz abonament miesięczny 29 zł i już! Korzystasz z tysięcy książek czytanych przez lektorów, czasem samych autorów a czasami nawet przez najlepszych aktorów polskich – jak Andrzej Chyra, czy Jerzy Stuhr. Cena miesięcznego abonamentu to kwota jaką zapłacisz za jedną książkę w księgarni a tu masz ich dowolną ilość!

 

 

Jak możecie przeczytać wyżej – aplikacja umożliwia też słuchanie audiobooków OFFLINE, czyli dla nas wybawienie w długiej podróży za granicę (brak lub bardzo drogi internet u operatorów), kiedy Gabi znudzi się już tym co zapakowała do swojego plecaczka, kiedy odsłucha już kilkanaście razy całego pendrive’a z dziecięcymi hitami, wtedy możemy włączyć jej wybraną bajkę z katalogu Storytel a bajeranckie słuchawki założone na jej uszy to dodatkowa atrakcja 😀 – ostatnio w upały zakłada nawet zimowe nauszniki, taką ma fazę na “słuchawki”. Tylko rzućcie okiem na kategorię DLA DZIECI – jaki wybór – od klasyków bajkowych Tuwima, np. Lokomotywa po długie opowiadania jak Pippi Pończoszanka, czytana przez, uwaga… Edytą Jungowską – no klimacik! Gabi jest zachwycona Syrenką Andersena a ja z kolei tym, że mogę prosto i łatwo połączyć telefon przez Bluetooth z systemem multimedialnym w samochodzie i mogę swobodnie słuchać. Bomba!

 

 

 

A jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości, to… ich nie miej! Bo pierwsze 14 dni na Storytel masz gratis – dwa tygodnie buszowania między półkami zupełnie za darmo!

 

Bo rodzicielstwo, owszem to są pewne wyrzeczenia, ale akurat z dobrą lekturą nie musimy się rozstawać.

 

 

Wpis powstał we współpracy ze STORYTEL
Komentarze