Co trzecie polskie dziecko ma nadwagę. Jak się bronić przed nadwagą?

 

Masz dziecko w wieku szkolnym? Rozejrzyj się więc raz na korytarzu szkoły. Przypatrz się maluchom i spójrz, co zmieniło się, odkąd sam byłeś uczniem. To, że dzieci mają komórki – pewnie. Styl ubierania – jasne. Ale przede wszystkim zauważ, ile dzieci można łagodnie nazwać „pulchnymi”. W Polsce błyskawicznie rośnie liczba dzieci z nadwagą, ale w naszym domu wypowiedzieliśmy jej wojnę. Chcecie wiedzieć, jak?

 

Statystycznie co trzecie polskie dziecko w wieku szkolnym ma nadwagę. Jeszcze dwadzieścia lat pulchny był co dziesiąty uczeń – stanowił anomalię. Na pewno kojarzycie taką osobę ze swojej klasy – powiedzmy, że był to Karolek, który zawsze trzymał się na uboczu i był obiektem drwin. Rzucano hasło: „grubas na bramkę” i od razu było wiadomo, o kogo chodzi, bo dzieci z nadwagą było po prostu bardzo mało.

Dzisiaj nie można krzyknąć „gruby na bramkę”, bo zebrałaby się tam jedna trzecia klasy. Być może stwierdzicie, że to ostre słowa i zgadzam się z tym. Słowo „gruby / grubas” jest przykre i krzywdzące, ALE tak się mówiło i tak mówi się dzisiaj – to są fakty. Nadwaga, choć bardziej powszechna, wciąż stanowi powód do wyśmiewania. Dzieci są okrutnie szczere. Nie powiedzą, że ktoś jest „puszysty”, tylko przykleją łatkę „gruby”. Sami staramy się uczyć nasze pociechy kultury i tolerancji dla różnych ludzi, ale wiemy, że nie wszyscy tak robią, czasem też po prostu rodzice swoje, dzieci swoje. I słychać: „ej, grubasie!”.

 

 

Dlaczego bronimy nasze dzieci przed nadwagą?

Nie tylko dlatego, że chcemy uniknąć ostracyzmu (choć to jest bardzo ważne – dzieci szalenie potrzebują akceptacji rówieśników, a brutalne słowa dotyczące wyglądu zapadają w ich pamięci na wiele długich lat). Zależy nam jednak przede wszystkim na ich zdrowiu i kondycji. Chcemy, by nie musiały w przyszłości walczyć z zadyszką. Aby nadwaga nie posuwała się z roku na rok, czyniąc z nich osoby krępujące się jazdy na rowerze. Chcemy, by miały odpowiedni poziom cholesterolu, lubiły owoce, warzywa i aby żyły długo.

Niemal każda historia ludzi, którzy osiągają szokujące wagi, zaczyna się od: „byłem kiedyś pulchnym dzieckiem, a potem to już jakoś poszło z górki”. Nie chcemy, żeby nasze dzieci doprowadziły się do takiego stanu. I żeby nie było – nie mamy nic do dzieci czy ludzi z nadwagą. Po prostu dla nas dbanie o prawidłowe kilogramy u dzieci jest ważne równie mocno, jak dbanie o zdrowe zęby. To nasz obowiązek.

 

 

Jak dbamy o zdrowie naszych dzieci?

Mamy kilka zasad, które pojawiły się jakoś naturalnie, wraz z dziećmi 😊. Oto one:

 

#1 Lubimy lać wodę!

Na szczęście tylko w kontekście żywienia i nigdy na blogu 😉. Woda towarzyszyła nam od zawsze – wszystkie nasze maluchy spijały ją elegancko z butelek, nie krzywiąc się i nie protestując. Ale – czy wy, jeśli poicie wasze dzieci wodą, też spotkaliście się z teoriami, że krzywdzicie dziecko? Np:

„Tą wodą to się nie napije, dajże mu jakieś soku. Kompotu chociaż!”

My nie tylko słyszeliśmy takie słowa, ale wręcz zaobserwowaliśmy ciekawą rzecz. Usłyszeliśmy kiedyś na placu zabaw, jak jedna mama mówi do drugiej: „O, a jednak ładnie pije wodę, przyzwyczaił się!”, na co ta odpowiada „Wiesz, przyzwyczaił się i nawet ładnie pił, ale żal mi się go zrobiło i wlewam mu tę smakową”.

Naszych dzieci nam nie żal 😉. Co więcej – nie przekonuje nas twierdzenie, że dziecko nie „umie pić wody”. Nie istnieje w tym kraju dziecko, które odmówiłoby napicia się wody, gdyby było bardzo, bardzo spragnione. I wszystkim tym, którzy mówią: „ale moje dziecko nie wypije, nie ma szans!” odpowiadamy: „Serio? Uważasz, że twoje dziecko, będąc na pustyni, z wysuszonymi ustami, odmówiłoby napicia się wody?”. Otóż nie odmówiłoby. Ale robi to, bo nie jest spragnione – troskliwa mama (bez ironii) za bardzo boi się, że pół dnia bez płynu stanowiłoby za duże zagrożenie, więc poi czymkolwiek.

 

#2 Na panikujemy, gdy dziecko nie chce jeść.

Widzieliście to kiedyś, na pewno! Dziecko nie chce jeść obiadu. Ok, ale… „to może chociaż paróweczkę?”, „Zjedz chociaż biszkopta, dziecko”, „To bananka? Jogurcik? Głodny będziesz!”. A potem: no to straszny niejadek, nic nie chce jeść. TYLKO te marchewkowe soczki, jakiś banan, herbatniki i biszkopty. Nie wiadomo, co tu zrobić!

Według lekarzy, zagłodzić się może znikomy procent dzieci – to się właściwie nie zdarza. I znikomy odsetek dzieci to niejadki. Dzieci jedzą, tylko nie to, co trzeba. Mamy jakiś obsesyjny strach przed głodem, dzieciaki nie mają prawa go czuć – pakujemy w nie cokolwiek, byle tylko nie zaburczało w brzuchu.

Rozmawialiśmy z naszymi dzieciakami na ten temat. Panuje jasna zasada: nie chcesz, nie musisz jeść obiadu. Ale pamiętaj, że twoje ciało potrzebuje składników, które są w mięsie, warzywach i owocach. Dlatego najpierw musisz zjeść porządny posiłek, a potem możemy porozmawiać o przekąskach.

W praktyce dziewczyny raz jedzą, raz nie. Jeśli nie zjedzą, to po czterech, pięciu godzinach odmawiania obiadu wciągają kolację, aż miło. Nie wchodzimy w błędne koło zaczynające się od „a może chociaż jogurcik?”.

 

 

#3 Nie mamy zbyt wielu słodyczy w domu.

Kojarzycie specyficzną rozmowę z dzieciństwa? Przebiegała jakoś tak:

– „Mamo, jest coś słodkiego?

– Tak, cukier!”

Ewentualnie:

– „Tato, jest coś słodkiego?

– Ja jestem słodki”

Nie było tylu słodyczy w domu! Do tej pory pamiętamy sytuację, gdy mama przyniosła wypełnioną papierową torbę, a w niej… jajka. I zawód, bo gdzie cukierki?

Teraz tylko otwórz szafkę – czekolady, chipsy, lizaki, wafelki, ciasteczka. Dziecko sięga po to, bo to jest. Pod tym względem bardzo szanujemy stare czasy. Brało się jabłko, bo słodkie, wyjadało domowy, kwaśny dżem, bo miał trochę cukru. A pamiętacie chleb z cukrem? Kto jadł? 😊

W poszanowaniu tradycji (i dla zdrowia) nie kupujemy tylu słodyczy. I dzieci, z braku laku, sięgają po jabłka. Lubią sałatki owocowe. Pewnie, że czasem coś kupimy, czasem pójdziemy na lody. Ale nie na co dzień, ile wlezie.

 

#4 Zachęcamy dzieciaki do próbowania.

Wiele dzieci boi się nowych smaków. Nie zmuszamy – uderzamy inaczej. Wygląda to tak: „Dziecko, nie czujesz ciekawości, jak to smakuje? Na świecie są miliardy smaków,  ich odkrywanie to świetna zabawa. Czasem coś jest pyszne, czasem smakuje przedziwacznie, ale sprawdzasz to na własnej skórze. To po prostu przygoda!” Zgadujemy, czy pomelo będzie słodkie czy nie, robimy zakłady, kto ma rację. Tworzymy wyzwania – kto odważy się pierwszy posmakować wędzonej ryby? To zabawa, która działa. Nasze dzieci nie usłyszały nigdy: „ale spróbuj, no proszę, to jest pyszne”. Słyszą za to: „Twoja strata. Nie wiesz, jak smakuje granat, a my już wiemy i ci nie powiemy!”. Wiecie, że działa?

 

#5 Stawiamy na ruch.

Dzieci lubią przebywać na świeżym powietrzu. Uwielbiają każdego rodzaju aktywność już od najmłodszych miesięcy życia! Dlatego gdy tylko jest możliwość to wykorzystujemy wolny czas na sport – nie taki profesjonalny, ale taki zwykły, w rodzinnym wydaniu: plac zabaw, huśtawki, spacerek, jazda na hulajnodze lub na rowerku. Możliwości jest mnóstwo! Pamiętajmy też, że dziecko jest dobrym obserwatorem i często bierze przykład z rodziców. A w zdrowym ciele zdrowy duch!

 

 

Dobry start w życiu obejmuje też wagę

Chcemy, żeby nasze dzieci miały dobry start. Aby były zdrowe i czuły się ze sobą dobrze. A nadwaga – jakkolwiek byśmy jej nie usprawiedliwiali, nigdy im tego nie da. Niezależnie od tego, czy nazwiemy ją „puszystością” i czy zacznie być powszechna. Każdy lekarz wciąż powie, że nadmierna ilość kilogramów nie jest dobra dla organizmu.

 

Dodatkowe kilogramy zdobyte w dzieciństwie często obciążają dziecko na całe dorosłe życie. Dlatego pilnujemy dobrej wagi naszych dzieci, zachęcamy je do ruchu i ograniczamy słodycze. Na zdrowie!

 

 

Na zdjęciach hulajnoga Misi to MINI MICRO DELUXE – REGULOWANA KIEROWNICA dostępna do kupienia TUTAJ

a hulajnoga Gabi to MICRO SPRITES do kupienia TUTAJ

 

Komentarze