Miłość, miłość w Zakopanem…

 

To był spontanik. Jakoś w tygodniu powiedziałem do Marii – ej, pojedźmy gdzieś we dwoje!

 

Maria rzuciła okiem w kalendarz – pasuje, nawet jest okazja, bo masz urodziny 🙂 – powiedziała. Jak to ona, na szybkości obdzwoniła kilka miejsc, szybciutko znalazła fajny hotelik i już – Miłość, miłość w Zakopanem! 😀

Niby tylko przejść się po Gubałówce – w dzień, wieczorem, leniwym spacerkiem i samemu decydować gdzie pójdziemy i co będziemy robić – a nie pod dyktando małoletnich 🙂 zatrzymywać się przy każdym automacie z kuleczkami po 2 zł…

W hotelu zjeść leniwe śniadanie w pokoju, posiedzieć przy nim, pogadać, nie biegać, nie pytać czy jeszcze KTOŚ CHCE SOCZKU JABŁKOWEGO? 🙂

Na basen pójść i skorzystać z niego a nie pompować pływaczki i kółka z Elsą :D. W saunie posiedzieć od wielu wielu lat po raz pierwszy a miłośnikiem sauny będąc…

Miłość odświeżyć i w oczy wzajemnie popatrzeć, przypomnieć sobie o żony oczach 🙂

 

To wszystko BEZCENNE 🙂

Polecamy taki wyjazd we dwoje, nawet krótki weekend.

Nam się tak spodobało, że na Walentynki znów planujemy.

 

Może tym razem na morze… 😉

 

 

 

Ja też tam byłem. Oto dowód. Ale jeszcze niżej dowód na to, że lepiej jest kiedy stoję po tej drugiej stronie obiektywu 😛 .

 

O, proszę. Taki ze mnie foto model 😀

Komentarze