Blog parentingowy pisany zarówno przez mamę i tatę. Prawdziwy parenting i lifestyle z dzieckiem. Początkowo ciążowy, teraz rodzinny.

Ja, położna. O pracy położnej z punktu widzenia dwóch młodych dziewczyn.

Będąc w ciąży każda kobieta skupia się na sobie i na swoim dziecku. Z brzuszkiem często rozmawiamy, robimy zakupy dla maleństwa, wijemy gniazdo. A kiedy zbliża się godzina zero, kiedy rodząca jest w szpitalu wtedy to tego magicznego duetu dochodzi trzecia osoba – położna.

Często spotykam się z opiniami, że to właśnie od położnej bardzo dużo zależy w trakcie porodu. Jej doświadczenie, spokój i wskazówki są niezbędne przyszłej mamie. Lubię ludzi z pasją, takich, którzy kochają to, co robią i mogą godzinami opowiadać o swoim zawodzie. Dlatego poprosiłam o wypowiedź dwie leszczyńskie położna. Ciekawiło mnie, co sprawiło, że Aleksandra Fiszer i Monika Cyprian zostały położnymi. Ich odpowiedzi przeczytacie niżej.

 

Ja, położna, Aleksandra Fiszer.

 

Każde dziecko na pewnym etapie swojego życia pyta „Skąd się biorą dzieci?”. Ja nie pamiętam kiedy i jak zadałam to pytanie, ale pamiętam jak ukradkiem oglądałam z rodzicami film „Dziewięć miesięcy”. Wcześniej widziałam na ulicy kobiety z „dużą piłką” pod sukienką, ale nie zwracałam na to za bardzo uwagi. Nie wiedziałam dlaczego, ale zainteresował mnie ten film na tyle, że uparcie siedziałam skulona tak, żeby nikt mnie nie widział i z wielkimi oczami oglądałam jak „odchodzą wody” i szaloną drogę do szpitala. Teraz wiem, że moja miłość do położnictwa zaczęła się, gdy byłam małą dziewczynką, chociaż wtedy tego nie rozumiałam. Moja siostra wzdrygała się na widok krwi i igieł, a ja robiłam zastrzyki misiom, lalki woziłam w wózku, a wieczorem układałam do snu. Jako nastolatka zajmowałam się córeczką znajomych. Uwielbiałam ją przewijać, karmić, rozpoznawać jej pragnienia, patrzeć jak rośnie. Sprawiało mi to wiele radości, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że może to być mój sposób na życie. Długo szukałam swojej drogi, aż w końcu przyszedł taki dzień, kiedy moja mama zapytała „A może położnictwo?”. Serce mi urosło i tak zostało do dziś. Skończyłam studia, najpierw licencjackie, potem magisterskie.

Tak jest w życiu, że wszystko co pierwsze zapada nam w pamięć, dlatego pierwszy poród jaki widziałam na żywo na zawsze pozostanie tym wyjątkowym. Urodził się wtedy mój chrześniak Kubuś. Jego widok cały czas przypomina mi ten wieczór, te uczucia i emocje. Będąc wtedy na sali porodowej nie myślałam, że kiedyś to będzie moje miejsce pracy. Dziś mogę z dumą powiedzieć, że jestem położną i pracuję na sali porodowej i oddziale położniczym. Spełniło się moje marzenie. Pracuję rok, a czasami dalej nie mogę uwierzyć w to, że tu jestem i w to, co robię. Jestem szczęściarą, bo nie myślałam, że tak szybko uda mi się po studiach znaleźć pracę i to na mojej ukochanej sali porodowej  Miałam już dyplom i byłam na II roku studiów magisterskich. Chciałam już nabierać doświadczenia, uczyć się zawodu, dlatego zgłosiłam się jako wolontariuszka do szpitala. Pierwszego dnia wolontariatu oddziałowa zaproponowała mi pracę. Nie wierzyłam w to, że mogę mieć tyle szczęścia. No, ale to działo się naprawdę. Zderzenie z rzeczywistością nastąpiło pierwszego dnia samodzielnego dyżuru. Uświadomiłam sobie, że jestem w pełni odpowiedzialna za kobiety i ich dzieci. Nie ma nikogo, kto mnie pilnuje, nie mam nad soba opiekunki, która wskaże ewentualne błędy. Oczywiście były starsze położne, które zawsze mogłam zapytać o wszystko, ale to ja sama byłam odpowiedzialna za podjęte decyzje. Zawsze staram się robić wszystko najlepiej jak potrafię, bo wiem, że kobiety obdarzają mnie zaufaniem. Powierzają w moje ręce siebie i swoje największe skarby – dzieci. Jaką położną chcę być? Taką, jaką ja sama chciałabym mieć. Uważam, że to dobre podejście. Sprawdza się.

Kolejny moment, który sprawia, że serce bije szybciej, to pierwszy poród, który przyjęłam całkowicie sama. Kiedy mała Kornelia przyszła na świat, położyłam ją na brzuchu mamy i rozpłakałam się. Byłam z siebie niesamowicie dumna. Przyjęłam na świat nowe życie, przyczyniłam się do tego, że ta kobieta przeżywała jedną z najcudowniejszych chwil w swoim życiu. Takie momenty, wdzięczność kobiet i słowa „Bez Pani bym sobie nie poradziła” dodają skrzydeł i utwierdzają w przekonaniu, że warto.

Miałam okazję zobaczyć jak wygląda praca położnej i system opieki okołoporodowej w Danii. Najistotniejszą różnicą jest to, że duńska położna jest bardzo samodzielna. Zajmuje się edukacją kobiet na każdym etapie ich życia, bo położna to przecież nie tylko ciąża i poród. Naturalną rzeczą jest prowadzenie przez położną całej ciąży. Wykonuje podstawowe badania, przygotowuje ciężarną do porodu i roli mamy. Duńskie położne są bardzo szanowane. Ich zdanie jest dla kobiety najważniejsze i łączy je niesamowita więź. Duńskie położnictwo jest bardzo nastawione na naturę. Rodząca słucha swojej intuicji i sama wybiera sobie odpowiednie pozycje. Położna jest jej aniołem stróżem, który czuwa i wspiera. Łóżka porodowe są bardzo rzadko używane. Kobiety rodzą na siedząco, na stojąco, w wannie. Rodzą w takiej pozycji jaką podpowiada im ich ciało. Odsetek cięć cesarskich jest o wiele niższy niż w Polsce. Może wynika to, z większej świadomości kobiet na temat porodu naturalnego i cięcia cesarskiego. Nastawienie jest takie, że dziecko ma się rodzić siłami natury i robi się wszystko, aby tak się stało, zanim ciężarna trafi na salę operacyjną.

Ostatnio spotkałam na swojej zawodowej drodze położną, która pokazała mi z jakim spokojem dziecko może przychodzić na świat. Kobietę, która nie boi się działać według własnych przekonań i ma w sobie tyle odwagi i samozaparcia, aby zmienić świadomość nie tylko kobiet, ale całego społeczeństwa na temat naszej pracy. Jeannette Kalyta dodała mi skrzydeł. Dziękuję jej za spokój, zaangażowanie i odwagę, bo teraz wiem, że naprawdę chcieć to znaczy móc.

Pobyt w Danii i wspólny dyżur z Jeannette Kalyta zainspirowały mnie do działania. Wraz z koleżankami z oddziału zaczęłyśmy współpracę z fundacją Dobre Ręce Polskich Położnych. Mam nadzieję, że zapracujemy sobie na jeszcze większe zaufanie ze strony kobiet, ciężarnych, przyszłych mam.

Zazdroszczę moim starszym koleżankom położnym doświadczenia. Już nauczyłam się, że w naszym zawodzie potrzeba wiele pokory, dlatego zazdroszczę im jak ja to nazywam „mądrości położniczej”. Myślę sobie jednak, że moja historia  dopiero się pisze i wiele przede mną. Wiem, że nie zawsze będzie szczęśliwe zakończenie i boję się tego, kiedy pierwszy raz będę musiała się z tym zmierzyć. Ale z każdym dniem, z każdym porodem wiem więcej. Ciągle kształtuje się mój pogląd na położnictwo, lecz już wiem, że każda pacjentka jest inna, każdy poród jest inny. Ja mogę podpowiadać, ale czasem najlepszym nauczycielem jest intuicja, sama kobieta i jej ciało. Natura jest niesamowita, trzeba tylko umieć jej słuchać.

Życzyłabym sobie i wszystkim położnym, żeby nasz zawód nareszcie był doceniany i godnie wynagradzany. Wdzięczność pacjentek już mamy, ale jest to zapłata bezcenna. Bardzo żałuję, że w naszym kraju im bardziej odpowiedzialną pracę się ma, tym mniej się zarabia. Ja to tak odbieram.

Kocham swoją pracę, kocham to, co robię. Każdy, kto wykonuje swój wymarzony zawód wie, o czym mówię. Jestem szczęśliwa, bo każdego dnia mogę powiedzieć: „Nazywam się Aleksandra Fiszer, jestem położną i jestem z tego dumna”.

 

Ja, położna, Monika Cyprian.

 

Nazywam się Monika Cyprian i jestem położną – takimi słowami zwykle rozpoczynam znajomość z kobietami na oddziale. Dorzucam do tego “będę tutaj dzisiaj z Panią”. Później zwykle to ja zadaję pytania i słucham, a dzisiaj to ja mam odpowiedzieć na pozornie banalne pytanie – dlaczego to robię? Chciałabym w tym miejscu napisać jakąś niesamowitą historię, ale taka się nie wydarzyła.

Uzasadnienie mojego wyboru sięga liceum i profilu, jaki wtedy wybrałam – biologiczno-chemiczny. Bardzo długo nie wiedziałam, co chciałabym robić w tak odległej wtedy dla mnie “przyszłości”, ani nawet jaki kierunek studiów wybrać. Nie jestem pewna, ale mam wrażenie, że wcale nie wiedziałam na tym etapie o kimś takim jak położna – kobieta rodzi w szpitalu i jest zadowolona z lekarza albo nie, a położna? Nic nie słyszałam o kimś takim.

Zmieniło się to dopiero w klasie maturalnej, tylko dlatego, że w mojej klasie był chłopak, którego mama była położną i odwiedziła nas w ramach lekcji z wychowawcą. Nie pamiętam, co dokładnie powiedziała, ale to właśnie wtedy poczułam, że być może byłby to zawód dla mnie. Postanowiłam sprawdzić u źródła i zapytałam tą Panią, czy mogłaby mi opowiedzieć więcej o swojej pracy, a ona mnie do niej zabrała i otworzyła przede mną nieznany dotąd świat położnictwa. Składałam dokumenty również na kilka innych kierunków, ale ostatecznie wybrałam położnictwo i tego nie żałuję.

Studia wymagały poświęcenia wiele czasu i rezygnacji z licznych atrakcji, które studenckie życie ma do zaoferowania. Już od samego początku przez położnictwo rozumiałam bycie przy rodzącej. Utwierdziło mnie w tym przyjęcie pierwszego porodu. Udało mi się, bo to był piękny poród. Z rodzącą tak naprawdę zaczęłam rozmawiać dopiero po wszystkim. Wcześniej była ona w innym świecie, a ja byłam jej łącznikiem z tym, co działo się w naszym. Gdy dziecko trafiło na klatkę piersiową mamy i największe emocje opadły, musiałam bardzo szybko przełykać łzy wzruszenia, bo przecież nie wypada płakać nad rodzącym się łożyskiem, zwłaszcza (prawie) położnej. O miękkich kolanach i drżących rękach chyba nie muszę pisać. Po skończonym dniu praktyk, wracałam do mieszkania z nienaturalnie wysokim poziomem energii. Oprócz tego interesował mnie temat laktacji.

Nie obyło się bez momentów zwątpienia. Tak naprawdę byłam bardzo blisko decyzji o rezygnacji ze studiów. Przepłakałam kilka dni, a potem zagryzłam zęby i pozostałam. Tego też nie żałuję. Pracę licencjacką napisałam na temat porodu domowego, przy którym udało mi się być. Nie uważam, że dom jest miejscem, w którym powinna rodzić każda kobieta, ale ja osobiście bardzo bym chciała mieć taką możliwość. Chciałabym też, aby w szpitalu panowały takie warunki, aby można się w nim czuć jak w domu, czyli bezpiecznie i swobodnie. Takie położnictwo jest mi bliskie i chciałabym pracować w miejscu, które umożliwia jego realizację. Myślę, że kroczkiem w stronę obrania takiego kierunku było pójście na studia podyplomowe “Holistyczna opieka okołoporodowa”, na których utwierdziłam się w przekonaniu, że by być dobrą położną nie wystarczą tylko dwie sprawne manualnie ręce.

Na pierwszym roku studiów magisterskich usłyszałam o projekcie trójki studentów na moim Uniwersytecie (Uniwersytet Medyczni im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu). Opowiedzieli oni o wolontariacie medycznym w Kenii, którego byli pomysłodawcami. Jednym z najczęstszych przypadków, jaki zdarzał się podczas ich trzy miesięcznej pracy w Afryce był poród. Gdy powiedzieli, że w najbliższe wakacje chcą tę akcję powtórzyć oraz rozszerzyć jej zakres, zgłosiłam się na rekrutację. Nigdy dotąd o takich podróżach nie myślałam, byłam raczej zdania, że to nie dla mnie, zwłaszcza, że bałam się mówić po angielsku. Coś się zmieniło. W tej chwili minęło już ponad pół roku, od kiedy zostałam wolontariuszką “Leczymy z Misją”. W połowie sierpnia wyjechałam do Kenii, gdzie przez 6 tygodni będę położną. Myślę, że to kolejny krok, który pozwoli mi spojrzeć inaczej – nie tylko na  położnictwo. Aby możliwie najlepiej przygotować się do wyjazdu, postanowiłam rozpocząć pracę w zawodzie. Na oddziale położniczo-porodowym w Lesznie byłam wcześniej w liceum, nie wiedząc dokładnie kim jest położna, a od 2 miesięcy jestem tam położną. Za każdym razem, gdy staję pod szpitalem, jest to nadal dla mnie dziwne uczucie.

Na oddziale zostałam bardzo miło przyjęta i dostałam dużo wsparcia na trudnym etapie, jakim jest początek drogi zawodowej. Poznałam tutaj położne z ogromnym doświadczeniem i mądrością. Na każdym dyżurze uczę się od nich. Cieszę się, że większość z nich nadaje na podobnych “falach położniczych” i rozumie położnictwo podobnie jak ja. Na pierwszej porodówce, którą widziałam w życiu już drugiego dnia pracy, obserwowałam jak najpiękniej może położna przyjąć poród – myślę, że to dobry początek.

 

 

Wpis ten jest czwartym z cyklu Oczekując Na Poród w Lesznie. Już za parę dni opublikuję kolejny.

I proszę dajcie znać w komentarzach, jak Wam się podoba ten cykl!

 

A wszystkie teksty można przeczytać klikając w zdjęcie

Oczekujac na poród: Bzykanie w ciąży czyli jak się kochać? Aktywność seksualna z brzuszkiem

Oczekując Na Poród. Najpopularniejsze pozycje do porodu, opowiada leszczyńska położna

Oczekując Na Poród w Lesznie. Moja rozmowa z położną oddziału leszczyńskiego szpitala, naszego szpitala

Zdjęcie źródło

Komentarze