Blog parentingowy dla mamy i taty. Prawdziwy parenting i lifestyle z dzieckiem. Początkowo ciążowy, teraz rodzinny.

Co zawsze robimy zimą? I wychodzi to całej naszej rodzinie na zdrowie!

Zimowy rodzinny spacer i coś jeszcze

“Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła! Szczypie w nosy, szczypie w uszy Mroźnym śniegiem w oczy prószy, Wichrem w polu gna! Nasza zima zła!”

 

O tym wiedziała już lata temu Maria Konopnicka! O czym? A o tym, co zima skrywa, bo zimy charakter prześwietliła dogłębnie i spisała owe przemyślenia w jakże przyjemnej formie rymowanki dla dzieci. Potem powstały liczne aranżacje muzyczne i dziś nie ma chyba dziecka a nawet rodzica, który nie wiedziałby, że “nasza zima zła!”

 

 

Ale czy na pewno tak zła jak nam się wydaje? Przecież kiedy jest mróz, często jest piękna słoneczna pogoda, a jeśli niebo jest w chmurach to z kolei możemy spodziewać się tak oczekiwanego przez dzieci śniegu a to przecież numer jeden jeśli idzie o atrakcje zimowe. Bo przecież wychodzimy na dwór, spacerujemy – my i wy, bo piszecie nam o tym pod naszymi postami na FB i IG właśnie ze spacerów, ubieramy się ciepło – czapa na uszy, szal pod same oczy, rękawice ba! nawet rozczulają nas te słodkie zaczerwienione noski i lica u naszych dzieci kiedy wrócimy z dworu. Czyli tę złą zimę mamy chyba jednak całkiem oswojoną.

 

 

Gdzie zatem czai się to złe oblicze białej pory roku? Bo napisałem wyżej, że Konopnicka przecież rację miała… Bo miała! Zima bywa zła. Ale jeśli dziś Maria Konopnicka usiadła, by napisać kolejny “paszkwil” na zimę, nauczona doświadczeniem wielu rodziców i nosków ich dzieci, napisałaby jednak tak:

 

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!

Suszy w nosie, w gardle szczypie

Ciepły grzejnik groźnie zipie,

Sucha aura w domu trwa!

Nasza zima zła!

 

Bo to właśnie wbrew pozorom w naszych czterech ścianach czai się największe zło zimy. To w domu, gdzie chowamy się przed mrozem i chłodem, gdzie grzejemy, czasem przegrzewamy nasze pokoje, salony, sypialnie możemy odczuć najbardziej negatywne skutki zimy. Ogrzewanie pomieszczeń niesamowicie wysusza powietrze w nich. Czasem możemy sobie nawet nie zdawać z tego sprawy jak bardzo, dopóki nie postawimy najprostszego miernika wilgotności – higrometru, który pokaże wskazanie na poziomie 25-30%, gdzie zalecane to 55-60%! I mamy w domu nawilżacze, ale i one często nie są wystarczające by komfortowo oddychać.

 

 

Skąd to wiem? A no na przykład stąd, że nawet dziś, kiedy pojawił się na dworze pierwszy mróz, więc puściłem na piecu nieco wyższą temperaturę, to w nocy podeszła do mnie Gabi, szturchnęła mnie i powiedziała: tatuś nie mogę spać, bo chrapię. Od razu usłyszałem, że mówi “przez nos”. Okno rozszczelnione, bardziej nie uchylę bo wyziębi się pokój całkiem, na termometrze w pokoju 21 stopni, czyli bez upału, ja w sumie też mam jakiś dyskomfort w nosie i gardle i co wtedy pozostaje? Jak sobie i dziecku pomóc?

 

 

Psik-psik do nosa. Czyli roztwory fizjologiczne, nie krople na zapchane nosy oparte o np. ksylemetazolinę, a delikatne acz skuteczne roztwory fizjologiczne soli mineralnych. I w okresie zimowym można i warto takiego roztworu używać codziennie by wspomóc narażoną na wysuszenie błonę śluzową nosa. Psiknąłem Gabi, poszedłem też do Michaliny i na śpiocha jej zaaplikowałem z Disnemaru, bo po co wstawać znowu za jakąś godzinkę 😉 bo pewnie też by się obudziła z niedrożnym nochalem.

 

 

Taka mała butelka z wygodnym aplikatorem jest też nieoceniona na wyjazdach a tych jak wiecie mamy sporo. Z oczywistych względów nie weźmiemy ze sobą nawilżacza a jak do tej pory spotkaliśmy się tylko z jednym obiektem, który oferuje w pokoju z dzieckiem takie urządzenie. Hotele mają klimatyzacje, nawiewy, dywany w pokojach, grube zasłony to powoduje, że już po dniu pobytu nosy dziewczyn odmawiają działania i wtedy szybkie psik-psik Disnemarem Baby kilka razy dziennie i na noc załatwia sprawę.

Gabi od zawsze lubiła “aktywności przy nosie”, czy to psikanie, albo samodzielne dmuchanie. Z Miśką jest tak, że jeśli nie na śpiocha i nieświadomce, to żeby jej psiknąć trzeba zrobić mały teatrzyk 🙂 np. najpierw tata sobie, potem ze dwa razy w powietrze i łapiemy rączkami mgiełkę, czasem małe “złośliwe” psik w kierunku jej buzi i jest kupa śmiechu i to jest ten moment kiedy dziecko bez sprzeciwu pozwoli sobie włożyć aplikator do noska i psiknąć, a nawet wtedy to już sama rączki wyciąga i naciska ku radości – swej i noska.

 

 

I wracając do mistrzyni pióra i słowa, Marii Konopnickiej – jak brzmiałaby ostatnia zwrotka zaktualizowanego do dzisiejszych realiów wierszyka o zimie? A  znów pozwoliłem sobie dokonać ponownie luźnej interpretacji własnej.

 

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła?

A my jej się nie boimy,

Noski swoje udrożnimy,

Psik-Psik każde dziecko zna!

Nasza zima nie jest zła!

 

Czyste, zdrowe i drożne nosy pozwalają cieszyć się wszystkimi urokami zimy, dzieciom mniejszym, większym i rodzicom. A o jej słabszych stronach możemy zapomnieć.

 

 

Partnerem wpisu jest marka Disnemar Baby

Komentarze