Dwie kreski na teście – zobaczyłam je dziś w nocy

 

Przypuszczam, że to było między drugą a czwartą w nocy – nie mam pewności, bo teraz to wszystko wydaje mi się mgliste i niewiarygodne.

 

 

Poszłam do toalety i moje spojrzenie padło na przygotowany na rano test. Zużyłam go – początkowo pojawiła się tylko kontrolna kreska. Poczułabym ulgę, bo przecież nie planujemy więcej dzieci. A jednak coś mi mówiło, że to nie koniec tej historii. Pamiętam, że w zwolnionym tempie myłam ręce, a kiedy odwróciłam wzrok od strumienia wody, ona właśnie się pojawiała – grubaśna, różowa kreska testowa. Dowód na to, że będę mamą po raz czwarty.

 

Jak możecie się domyślać – zamarłam. Serce tłukło mi w piersi jak oszalałe, wybiegłam z łazienki i zaczęłam potrząsać ramieniem śpiącego Kuby. Ten usiadł, spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem i powiedział:

„Wiedziałem, że w końcu się zorientujesz. Już rozmawiałem z lekarzem, nosisz bliźnięta”.

Na szczęście jak wiele przedziwnych snów, tak i ten w końcu się skończył. Rano opowiedziałam o nim Kubie, a kiedy wyszedł robić kawę, dotknęłam swojego brzucha i zaczęłam zastanawiać się… co by było, gdybym naprawdę zobaczyła te dwie kreseczki? Co zrobiłabym, gdybym dzisiaj była w ciąży?

 

 

Ciąża dzisiaj – co bym zrobiła?

Gdybym była dzisiaj w ciąży, z pewnością poczułabym ogromny niepokój. I nie chodzi nawet o to, że to byłoby nieplanowane dziecko – jestem pewna, że po początkowym oszołomieniu szybko byśmy sobie wszystko z Kuburkiem zaplanowali i zaczęli znowu cieszyć się na powitanie kolejnego, maleńkiego członka rodziny. Te małe rączki! Ta pachnąca oliwką główka, rozbrajająca nieporadność i śpioszki w rozmiarze 56 – wiecie, o czym mówię 😊. Czułabym jednak niepokój, bo w obecnej sytuacji, gdy całe świat walczy z pandemią wirusa, o którym w sumie wciąż niewiele wiemy, bałabym się o zdrowie swoje i tej kruszyny w brzuchu.

Ten sen o ciąży „chodził” za mną cały dzień, aż w końcu zaczęłam – zupełnie bezwiednie. Przypomniałam sobie swoją pierwszą ciążę z Gabi, to, jak bardzo przeżywałam każdy tydzień ciąży od testu ciążowego zaczynając. Pierwsze USG, bicie serca dziecka, badania połówkowe, ruchy Gabi w życiu prenatalnym i te delikatne “muśnięcia motyla” pod skórą brzucha. Wtedy wszystko było takie nowe, takie inne – chociaż szczerze mówiąc: każda ciąża jest pierwsza – bo każda jest inna, wyjątkowa i szczególna.

Wspomnienia mojej ciąży sprawiły, że mimowolnie zaczęłam układać w głowie cały plan „ratunkowy”. I już wiem.

Oto co zrobiłabym, gdybym dzisiaj zobaczyła dwie kreski na teście ciążowym 😊.

 

 

Misja: pozytywne myślenie

Gdyby okazało się, że jestem w ciąży, to przede wszystkim skupiłabym się na pozytywach. Obecnie wielu specjalistów podkreśla, że zarażenie koronawirusem u kobiet w ciąży przebiega łagodnie. Czytałam o przypadkach, gdy zarażona kobieta rodziła zdrowe dziecko. Same dzieciaczki też – jak wszyscy wiemy, w ogromnej większości wychodzą z infekcji bez szwanku. Te fakty powtarzałabym sobie każdego dnia po kilkanaście razy.

Stres ma ogromny wpływ na przebieg ciąży, dlatego też starałabym się go redukować tak bardzo, jak to możliwe – zaczęłabym uprawiać jogę, dostrzegać korzyści z powiększenia rodziny i pewnie wzięłabym się za jakieś wciągające hobby albo puzzle 😊. Z całą pewnością ograniczyłabym minuty spędzone na śledzeniu serwisów informacyjnych – psychologowie wciąż powtarzają, że ciągłe słuchanie i rozmawianie o epidemii zaostrza niepokój.

 

 

Misja: wspieranie odporności

Kolejną rzeczą, którą z pewnością bym zrobiła, jest zadbanie o układ immunologiczny. Ostatnie miesiące dobitnie nam pokazały, jak szalenie ważna jest praca nad odpornością na co dzień. W ciąży trzeba dbać o nią wyjątkowo!

Zaczęłabym od zwiększenia aktywności fizycznej. Zakładając, że moja ciąża nie byłaby zagrożona, to z pewnością gimnastykowałabym się każdego poranka, a potem chodziłabym z rodziną na długie spacery – na szczęście od 20 kwietnia można już odpoczywać w taki sposób w lasach. Póki co pewnie nie mogłabym chodzić na ukochany basen, ale gdyby tylko stałoby się to możliwe, wróciłabym do tej aktywności. Jest bardzo zalecana kobietom w ciąży!

 

 

W końcu zmieniłabym i swoją dietę. Nie wiem, czy Wy też biegacie do lodówki z nudów 😊, ale ja ostatnimi tygodniami zdecydowanie częściej sięgam po… cokolwiek. To musiałoby się zmienić. Zdrowa dieta, mająca duży wpływ na kształtowanie odporności, składa się z owoców, warzyw, tłustych ryb, pełnego ziarna, chudego mięsa i nabiału – włożyłabym dużo wysiłku, aby dobrze to wszystko zbilansować. Oczywiście zrezygnowałabym z niezdrowych przekąsek i zastąpiła je np. owocowymi sałatkami oraz orzechami.

 

 

Misja: suplementacja

Jedna z pierwszych myśli, która nasunęła mi się w trakcie tworzenia scenariusza: „gdybym była w ciąży…” to ta o suplementacji. Nie wahałabym się ani chwili i od razu sięgnęłabym po zestaw witamin – choćby w tego względu, że jestem w grupie kobiet szczególnie narażonych na ich niedobory. Przypomnę Wam, że grupa ta obejmuje kobiety uprawiające sport, weganki, wegetarianki, kobiety będąca na dietach eliminacyjnych (np. z powodu alergii), będące w ciąży mnogiej, otyłe, mające krótki czas między ciążami oraz te po 35 roku życia. Kornelek ma dopiero rok, więc moim zdaniem spełniam aż dwa kryteria – krótki odstęp między ciążami oraz wiek. A gdyby sprawdziło się wszystko z mojego snu, to byłabym też w ciąży mnogiej 😊.

 

 

Jednak nie chodzi tylko o grupę ryzyka. Suplementacja w ciąży jest ważna także dlatego, że nie wszystkie składniki jesteśmy w stanie dostarczyć wraz z pożywieniem – najlepszym przykładem jest kwas foliowy. Aby zadbać o jego właściwy poziom bez suplementów, musiałabym jeść co najmniej kilogram szpinaku dziennie (!). Trudno byłoby też dostarczyć witaminę D3 (zwłaszcza teraz, gdy rzadko wychodzimy z domu), jod, wielonienasycone kwasy tłuszczowe czy odpowiednią ilość żelaza.

 

 

Dlatego, jak czytamy w Rekomendacji Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego w zakresie stosowania witamin i mikroelementów u kobiet planujących ciążę, ciężarnych i karmiących:

„Prawidłowa, zróżnicowana, zawierająca naturalne witaminy i minerały dieta może zapewniać zaopatrzenie w normalnych warunkach, ale wzrost zapotrzebowania podczas ciąży i laktacji może nie być w dostateczny sposób tą drogą pokrywany.”

Innymi słowy – suplementacja jest wskazana.

 

 

Po jakie suplementy diety sięgnęłabym dzisiaj, gdybym była w ciąży?

Jako mama trójki dzieci sporo naczytałam się o suplementach diety, które tworzone są dla kobiet w ciąży. Obecnie z tej dużej grupy zdecydowanie wybrałabym Centrum Femina. Jesteście ciekawe, dlaczego?

Otóż po pierwsze dlatego, że Centrum to multiwitamina nr 1 na świecie – jest najczęściej kupowana. Po drugie – co mnie najbardziej przekonuje, to najlepiej przebadany preparat na świecie. Na podstawie bazy PubMed (stan na 08.2019) można stwierdzić, że to właśnie Centrum najczęściej pojawia się w badaniach multiwitamin. Preparaty te sprawdzono m.in. w badaniach CNTS, AREDS czy PHS II – czyli łącznie na ponad 100 tysiącach ludzi.

Po trzecie, te witaminy dbałyby o mnie i dziecko w kompleksowy sposób.

Witaminy dobrze wpływają na rozwój łożyska, prawidłową produkcję krwi, wspierają gospodarkę cukrową, prawidłowe działanie tarczycy (tak wiele z nas ma z nią problem!), a także na rozwój mózgu i siatkówki malucha w brzuchu.

W końcu po czwarte – dzięki zawartości witaminy C Centrum wspiera odporność na wirusy i bakterie, czyli korzystnie oddziałuje na pracę układu immunologicznego.

 

Brzuchatki – dbajcie o siebie!

 

 

 

Moja czwarta ciąża okazała się tylko snem. Wiem jednak, że wiele z Was naprawdę spodziewa się dziecka. Teraz, w tym trudnym okresie, możecie czuć duży niepokój – zmniejszycie go, troszcząc się o siebie i maluszka. Pamiętajcie: jedzcie naprawdę zdrowo, ruszajcie się na tyle, na ile to możliwe, dbajcie o odpowiedni poziom witamin i składników mineralnych w swoim organizmie i myślcie pozytywnie. Gdybym była w kolejnej ciąży, postępowałabym dokładnie tak samo.

 

 

 

Post powstał we współpracy z Pfizer Trading Polska

 

Komentarze